Anna Goluba

Wpisy z tagiem: samopoznanie

środa, 18 stycznia 2017

Nie mam zwyczaju pisać recenzji książek (innych zresztą też nie :-)), ale tym razem postanowiłam wskazać na pewną pozycję, moim zdaniem, wartą przeczytania. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie również znajduje się w samej recenzji książki "Trening świadomego śnienia", której autorem jest Charlie Morley:

Spotkanie.
To doskonała pozycja dla tych wszystkich, którzy chcą wiedzieć czym jest świadome śnienie, jak i dlaczego przenika się z jawą, dlaczego ważne jest, aby do tego przeniknięcia doprowadzić i tym samym uaktywnić potencjał o którym, być może, dotąd nie miało się pojęcia. W książce opisane jest jak owo świadome śnienie osiągnąć, i jak nauczyć się przy tym, jakże bezcennej, samoobserwacji. Podane są metody osiągnięcia świadomego snu, podane są też przykłady samych świadomych snów, które były udziałem autora... No i właśnie. Ta książka to również spotkanie; spotkanie z kimś autentycznym, z pasjonatem, który jednocześnie na nic się nie sili, jest prawdziwy w swoim przekazie, a taki jest Charlie Morley - poprzez swoje doświadczenia świadomego śnienia pokazuje czym jest archetypowy Cień, w ten sam sposób sięga po doświadczenie bólu i je przekracza, nie jest wszak masochistą, a wręcz przeciwnie - kocha życie i ta miłość jest jego głównym azymutem, to ona podpowiedziała mu, żeby napisać tę książkę, dlatego dostaliśmy pozycję napisaną od serca, głęboką i jednocześnie bez nadęcia; bo to również poprzez świadome sny autor upewnił się w jakim kierunku ma podążać, nie zawahał się, żeby przed nami to odsłonić, abyśmy i my mogli odnaleźć swoją Drogę.
Powiedzieć, że polecam to mało. Ta książka to zaproszenie na spotkanie o jakie obecnie jest coraz trudniej.

wtorek, 22 marca 2016

Nigdy nie wiesz, kiedy natkniesz się w życiu na schody. Inaczej starałbyś się je ominąć, to logiczne. I zachowawcze; bo skoro się pojawiły to znaczy, że potrafisz po nich zejść albo z nich zejść. Nie pojawiły się za karę; kosmos nie rządzi się dyktatorskim systemem "kija i marchewki". Nie pojawiły się też z powodu nieistniejącego pecha; pod słowem "pech" kryje się chęć pozbycia się odpowiedzialności za samego siebie w kontekście danego zdarzenia, jak też (dla odmiany) niechęć do zrozumienia mechanizmu, jaki się w owym wydarzeniu ukrywa (tudzież w cyklu wydarzeń, bo pecha jesteśmy skłonni przypisywać zwłaszcza cyklicznym zdarzeniom, zamiast się tej cykliczności przyjrzeć, wniknąć w nią, ponieważ to ona właśnie ujawnia działanie danego mechanizmu w sposób spektakularny; a nawet wskazuje, że ów mechanizm żyje już poniekąd własnym życiem...).
Schody te pojawiły się natomiast jako pytanie od wszechświata, kosmosu - czy na pewno chcesz tędy iść? Czy jesteś na tyle zdeterminowany, żeby dalej podążać tą drogą? Pojawiły się, gdyż zaczęły piętrzyć się - nomen omen - i gromadzić w Tobie takie odczucia jak wahanie, niepewność, obawa, wątpliwość.
Wszystko w świecie synchronizuje bowiem z Twoim wnętrzem, odzwierciedla to, co jest w Tobie, wszystko z Tobą rozmawia, z Tobą dialogizuje. Wszechświat jest Twoim partnerem; najwierniejszym, najszczerszym. A mówiąc jeszcze bardziej precyzyjnie - JEST Tobą.
I vice versa.
środa, 19 sierpnia 2015

Pamięć, jak wiadomo, jest jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem.
Błogosławieństwem - bo to dzięki niej pamiętamy, kim jesteśmy. Na każdym poziomie, również tym podstawowym. Ludzie, którzy wskutek wypadków lub chorób, pozbawieni zostali pamięci długoterminowej, każdego dnia uczą się rozpoznawać siebie od nowa. Wielki wysiłek, jaki w to wkładają, jest jednocześnie wysiłkiem próżnym, pustym działaniem, bo już następnego dnia nie pamiętają siebie. Stojąc przed lustrem doznają wrażenia, że patrzy na nich stamtąd ktoś obcy. Ktoś, kto powtarza ich ruchy i mimikę. O kim nic nie wiedzą. Potrafisz to sobie wyobrazić? Jeśli tak, to już wiesz, jaka jest w tym groza, choć niewykluczone, że ci, którzy utracili pamięć mają też jakiś swój własny zawór bezpieczeństwa, który nie pozwala im tej grozy poczuć. Nie pamiętają (sic!) wszak, jak to jest pamiętać, nie mają już porównania...
Ale pamięć jest również przekleństwem; staje się nim, kiedy pamiętamy aż nazbyt dobrze; kiedy to, co było kiedyś, wciąż w nas pracuje, tworząc filtry przez które spoglądamy na otaczającą rzeczywistość. A każdy filtr, siłą rzeczy, zniekształca, odsiewa; to jaką dokładnie pracę wykonuje zależy od tego ile w nas jest goryczy, żalu, ale i sentymentu, przywiązania... Ile to razy mówimy: "Ja inaczej nie potrafię...". Oczywiście, że potrafisz. Tylko coś cię trzyma. Pamięciowy wzorzec; i wpisane w niego twoje przeszłe doświadczenie wraz z reakcją na nie.
Czy jest na niego sposób? Jest. Taki sam, jak w pokerze; żeby go jednak zastosować, musisz najpierw przestać być wszechwiedzący, czyli jeszcze przedtem zrozumieć, albo chociaż dopuścić do siebie myśl, że działa w tobie, poprzez ciebie, coś, co nie pozwala ci na autentyczną ocenę bieżącej sytuacji, właściwy ogląd tego, co masz przed sobą. Kiedy już poczujesz w sobie tę cudowną niepewność, cudowną, bo świadczącą o tym, że jest w tobie otwartość i gotowość na przyjęcie tego, co jest naprawdę, a nie tego, co jest przefiltrowanym obrazem, cudowną również dlatego, bo świadczącą o tym, że żyjesz, kiedy już więc to poczujesz, to delikatne drżenie, powiedz temu, co jest przed tobą: "sprawdzam". Skonfrontuj rzeczywistość ze swoim przeczuciem. Dowiesz się wówczas, na ile faktycznie jest to przeczucie, a na ile strach, władca podziemi, zarządzający zaskorupiałymi energetycznie wzorcami.
To dlatego w niektórych taliach Tarota, widać wyraźnie, że ów władca, Diabeł, widniejący na XV Wielkim Arkanie, nikogo, tak naprawdę, na siłę przy sobie nie trzyma: żelazne obręcze na szyjach niegdysiejszych Kochanków są luźne i można by je zdjąć jednym ruchem, klatka w której siedzi niegdysiejszy, gotowy na każdą przygodę, Głupiec, jest szeroko otwarta, ale ów Głupiec, skulony, zawinięty w siebie, zupełnie tego nie dostrzega... Stąd szelmowski uśmiech Diabła; który oznacza również, że kogoś, kogo on sygnuje albo czyją sytuację opisuje, stać na rzeczy o jakich filozofom się nie śniło.
I jak to w Tarocie, tak i w życiu, i vice versa - to od ciebie zależy, jakie znaczenie będzie miał ten uśmieszek. Czy będzie to diabelski chichot towarzyszący absurdalnym i jednocześnie wciąż powtarzającym się schematom w twoim życiu, czy to jednak ty się tak uśmiechniesz wiedząc i widząc coś, czego nie wiedzą i nie widzą inni i zaskakując ich tak, że od tej pory (wreszcie) już nic nie będzie takie samo, jak przedtem. Wszak nie bez kozery po karcie przedstawiającej Diabła, pojawia się Wieża, mówiąca o tym, że to, co fałszywe, zakleszczone, etc. zostało właśnie uwolnione...

O logicznych powiązaniach pomiędzy wspomnianymi wyżej kartami pisałam również w tym tekście.

poniedziałek, 03 sierpnia 2015

Pisać można tylko o sobie; o czymkolwiek zresztą się pisze, i tak zawsze pisze się o sobie. Żeby zaś uczciwie napisać o sobie trzeba, na dobry  początek, zrobić jedno - oderwać się od siebie.

sobota, 18 lipca 2015

Wolność - pozwolić, żeby "tak" w jednej chwili zmieniło się w "nie; zarówno własne, jak i cudze.

piątek, 10 lipca 2015

Jesteśmy uzależnieni od sposobu myślenia o sobie.
Jesteśmy uzależnieni od opinii innych kształtujących nasz sposób myślenia o samych sobie i wynikający z tego nasz stosunek do samych siebie.
Jesteśmy uzależnieni od wspomnień kształtujących nasz sposób myślenia o samych sobie i wynikający z tego nasz stosunek do samych siebie.
Jesteśmy uzależnieni od chęci pracowania nad sobą, nie mając pojęcia o tym, kim jesteśmy. A im bardziej skupiamy się nad pracą nad samym sobą, tym bardziej nawarstwiają się w nas kolejne opinie innych, kolejne wspomnienia, etc. czyli de facto kręcimy się w kółko. Jesteśmy uzależnieni, bo zakładamy, że skoro się urodziliśmy, to zapewne po coś. Tylko, że to coś, pojawi się wtedy, kiedy przestaniemy się na tym skupiać. Czyli wtedy, gdy wyjdziemy z uzależnienia, które wszędzie potrafi znaleźć dla siebie pożywkę.

czwartek, 07 maja 2015

Wszystko zmierza do jednego punktu, do jednego miejsca - takiego w którym nie będziesz już w stanie nikogo ani niczego udawać. Wyjdziesz poza maski i pozory.
Co oznacza tak bardzo dziś propagowane i zalecane "bądź sobą"? Nic nie oznacza. Komuś, kto szuka i czasem nawet nie wie w którą stronę ma patrzeć, nic to nie mówi, nic to nie daje.
Tylko wówczas można znaleźć nie szukając, (czyli szukając bez napięcia wynikającego z oczekiwań) jeśli przestanie się udawać cokolwiek, już teraz, zanim życie to wymusi. Bo wszystkie nieudane związki, relacje, wysysające energię życiową zajęcia, prace mają swoje źródło w fałszu, czyli w oszukiwaniu samego siebie, a tym samym w oszukiwaniu wszystkich wokół - od sąsiadów począwszy na życiowych partnerach skończywszy. Jeśli więc coś się z tobą nie zgadza, nie harmonizuje, nie rezonuje - oraz odwrotnie - nie udawaj, że jest inaczej. A zanim rozstrzygniesz, jak jest - czy sam przed sobą udajesz, czy nie - zastanów się nad tym przez chwilę, w spokoju. Ta chwila może nieść w sobie niespodziankę.

poniedziałek, 30 marca 2015

Ezoteryka jest wiedzą, która opiera się na umiejętności odczytywania rzeczywistości fizykalnej - materialnej poprzez Ducha - poprzez jego przesłania zawarte w znakach i symbolach w tejże rzeczywistości przejawiających się, występujących i wbrew pozorom - ogólnie dostępnych, lecz dostępnych tylko dla tych, którzy tę umiejętność w sobie pielęgnują, pamiętają o niej, dbają by ciągle była poruszana, wzbudzana, poprzez różne zdarzenia, obserwacje i doświadczenia z ich życia. Można przyjąć, że skoro ową umiejętność ma choć jeden człowiek na świecie, ma ją i drugi, trzeci, a zatem jest to zdolność człowiekowi przynależna. Niektórzy jednak ludzie tak skutecznie ją w sobie tłumią, tak usilnie się jej wypierają i za wszelką cenę starają się nie dopuścić jej do głosu, iż wydaje się, że ta umiejętność w żadnym stopniu ich nie dotyczy.
Praktyczne zaś wykorzystanie tej umiejętności, umiejętności dostrzegania w codziennej rzeczywistości przejawów Ducha, to magia. Magia, która nie zna wieku, która zawsze jest współczesna, gdyż wynika z samej natury rzeczy, z potencjału w niej zawartego. Dlatego tak bardzo śmieszą mnie i zdumiewają poglądy typu "magia to przeżytek", "tam, gdzie jest postęp techniczny nie ma miejsca na magię", itp. Nie byłoby żadnego wynalazku, postępu, odkrycia, gdyby człowiek nie potrafił uchwycić Ducha w materii, a następnie uwolnić go tj. aktywować go w taki sposób, jaki jest mu w danej chwili najbardziej potrzebny. Ktoś, kto nie potrafi tego dostrzec, jest zwykłym ignorantem. Ignorant z przynależnymi mu z kolei klapkami na oczach jest niestety niebezpieczny - szkodliwy nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Pewność z jaką zwykle przekazuje to, co dla niego samego jest objawieniem, udziela się i nie pozostawia innym ludziom, w danej chwili słabym i szukającym swojej drogi, wolnej przestrzeni na zastanowienie, wpędzając ich w takie same ograniczenia, jakich wyznawcą i zarazem antytwórcą, jest rzeczony ignorant.

czwartek, 19 marca 2015

"Był sobie raz rzeźbiarz, który stał pochylony nad wielkim blokiem granitu. Każdego dnia rzeźbił i rył w bezkształtnym kamieniu. Któregoś ranka odwiedził go mały chłopczyk. "Czego szukasz?" - zapytał. "Poczekaj, to zobaczysz" - odparł rzeźbiarz. Chłopiec wrócił po kilku dniach, a w tym czasie rzeźbiarz wykuł już w granicie pięknego konia. Chłopiec wpatrywał się w niego z rozdziawioną buzią. Potem odwrócił się do rzeźbiarza i zapytał: "Skąd wiedziałeś, że on tam jest?""

Jostein Gaarder "Świat Zofii"


Dostrzec niedostrzegalne dla innych... A potem, poprzez akt twórczy, poprzez swoje dzieło, pokazać im to, podzielić się swoim widzeniem, swoim odkryciem.

sobota, 14 lutego 2015

Dno nie istnieje.
Jest to, jak myślę, cenna informacja dla wszystkich poszukiwaczy ciemnej strony Księżyca - jakkolwiek by to rozumieć. Każdy taką wędrówkę podejmuje na własną rękę, podług własnych możliwości i środków. Często w ramach buntu do umownej rzeczywistości, często również w związku z doznanymi traumami, których postanawia nijak nie transformować, bo skoro świat (najbliżsi, ludzie na których polegał, itp.) coś takiego mu zafundował nie jest wart żadnych starań z jego strony.
Tak rozpoczyna się pikowanie w dół. Z odśrodkowym założeniem, iż w razie czego natrafi się na dno od którego będzie można się odbić.
Ktoś podstępny i cwany, może jakiś terapeuta samozwaniec, musiał ukuć taką teorię, którą wielu przyjęło za swoją.
Gdyby dno istniało, wielu z tych, którzy by go dotknęli nie uskutecznialiby powtórki z rozrywki, po krótkiej przerwie od wirowania po piekielnych kręgach, z pewnością nie wracaliby na nie. A jednak często wracają, dlatego, iż ów antrakt nie miał nic wspólnego z tzw. dotknięciem własnego dna, lecz z wypoczynkiem wymuszonym przez wycieńczony psychofizycznie organizm. Po odpoczynku zaś (po kuracji, detoksie, egzorcyzmach, energetycznych oczyszczaniach itp.) powstaje wolna przestrzeń, która domaga się wypełnienia. Nie zostaje jednak wypełniona niczym zdrowym ani dobroczynnym, jeśli organizm, jeśli człowiek nie został naprawdę uleczony.
Uleczenie zaś polega tylko i wyłącznie na zmianie nastawienia.
Zmiana nastawienia odbywa się zaś w ciągu nanosekundy; miejsce zdarzenia jest absolutnie dowolne - może to być kozetka u psychoanalityka, ale może być i kanapa własna wysiedziana od wielkiego, wynikającego ze strachu i wygodnictwa, pozoranctwa i asekuranctwa.
Nic nie jest w uleczeniu potrzebne oprócz tego jednego kliknięcia, oprócz przestawienia tej jednej zwrotnicy. Dokonać się to może w każdej chwili, w dowolny, dla każdego najbardziej adekwatny, sposób. Jest to już rzecz drugorzędna.
Nie trzeba wydawać niebotycznych pieniędzy na żadne terapie ani detoksy. Ani niebotycznych ani żadnych. Chyba, że to komuś odpowiada i z nim współgra. Ale można chodzić na rozmaite terapie latami, wirować po znanych na pamięć torach, pikować to w górę, to coraz częściej w dół, i nie osiągać żadnych pozytywnych rezultatów. Jeśli nie wydarzy się nic w głowie, jeśli nie zmieni się swojego nastawienia, jeśli nie zobaczy się siebie w całości - a jest to jak dotknięcie (symbolicznej) śmierci, kiedy to w ułamku sekundy dociera do człowieka znaczenie - obraz tego, co się z nim dzieje wraz z tym, co do tego doprowadziło, co jest teraz i dokąd ewidentnie, o ile nie wprowadzi się żadnych zmian, to prowadzi -wówczas do uzdrowienia nie dojdzie. Stąd Tarotowa Śmierć mówi w takim przypadku o dogłębnej transformacji. I dlatego właśnie następuje po niej Umiarkowanie, alchemiczna destylacja, oddzielanie energetycznych złogów od skarbów. I... tak - potem musi pojawić się Diabeł, który mówi: "Sprawdzam.", co oznacza tyle, że poddaje on próbie to, czego dokonało się najpierw podczas odcięcia, potem podczas wymagającej czasu i cierpliwości alchemicznej przemiany. Po Diabelskim teście przychodzi czas na Tarotową Wieżę - na chwilę prawdy, wynik testu - z tych wszystkich, często koniecznie bolesnych doświadczeń, pozostanie bowiem tylko to, co autentyczne. Wyrwiesz Diabłu diament. On go mocna trzyma, ale tylko pozornie. To Ty nadajesz mu moc.
Posłużyłam się tu językiem Tarota, bo jest bardzo bliski mojemu sercu i mentalności, osobowości, ale do odczynienia swojej rzeczywistości Tarotowa konsultacja - ani żadna inna, że tak powtórzę po raz kolejny - nie jest potrzebna. A skoro mówię to ja, a urodziłam się z umiejętnością odczytywania symboli z różnych światów, z umiejętnością czytania kart, której to umiejętności nie można nijak nabyć, to chyba coś w tym jest, prawda? Taki moment w tekście, który teraz czytasz byłby przecież doskonały do napisania - "Tylko Tarot ci pomoże". (Gwoli wyjaśnienia dla pasjonatów Tarota, a wiem z e-maili, które dostaję, że tacy czytają mojego bloga - moja powyższa interpretacja czterech Wielkich Arkanów nie wyczerpuje oczywiście ich znaczenia, jak zapewne wiecie, żadna interpretacja tego nie robi i nigdy nie zrobi, ta, którą się posłużyłam związana jest z kontekstem mojego eseju, z treścią omawianego zagadnienia.)
Ale ja mówię - tylko Ty możesz sobie pomóc. I nie potrzebujesz do tego nikogo ani niczego z zewnątrz. Bo dno, którego każą Ci szukać, celem odbicia się od niego, nie istnieje, więc jeśli teraz podążasz w jego kierunku, przestań, bo to droga donikąd. Droga na której możesz spotkać wielu pseudodoradców dla których staniesz się pożywką, wielu ludzi, którzy będą uważali, że lepiej od Ciebie wiedzą, kim jesteś. I będą Ci to umiejętnie wmawiać, imputować, sugerować; dyskretnie, wprost i między wierszami. Dlaczego tak wielu z nich zyskuje sławę i renomę, zanim okaże się, kim  są naprawdę i niestety już po tym, gdy skrzywdzą wielu ludzi? Bo są przekonani o swojej nieomylności, bo wierzą, że są dla Ciebie niczym latarnia do której zmierzasz próbując wyrwać się ze szponów sztormu. Swoim zachowaniem dają Ci do zrozumienia, że możesz być zaszczycony, iż poświęcają Ci swój czas. Kwestia pieniędzy za ich usługi; udają - czyli podkreślają często i namiętnie - że są one bez znaczenia, że oni, gdyby tylko mogli, pracowaliby za darmo; albo wręcz przeciwnie - ostentacyjnie afiszują się z dużymi stawkami, sugerując, że mają do zaoferowania coś, czego nie ma nikt inny. Pokora i ostrożność, tak wskazane, kiedy ma się do czynienia z psyche innego człowieka są im obce. Jeśli więc zdecydujesz się na terapię, znajdź profesjonalistę - pasjonata ukierunkowanego na ludzi, a nie na budowanie własnego ego. Twoje własne ciało (napięcie, brak napięcia, ból głowy albo poczucie relaksu, ucisk w splocie słonecznym lub przeciwnie - ciepło w jego okolicy, itp.) podpowie Ci, czy rozmawiasz z właściwym człowiekiem już podczas Waszego pierwszego spotkania. Oczywiście, jeśli będziesz uważny i nie będziesz się oszukiwać.
A zatem szukasz, co oznacza min., że sam na daną chwilę do końca siebie nie rozpoznałeś, więc inni nie mają prawa Cię określać, oceniać, szufladkować (pomijając to, że nigdy nie mają do tego prawa; pomijając - bo to oczywiste). Wiesz tyle, żeby wyruszyć. Inni nie przeżyli tego, co Ty i nie wiedzą, czym to było dla Ciebie, co Cię zabolało, a co nie, co przetasowało w Twojej głowie, co zrodziło się w Twoim sercu. Ilość scenariuszy dla ludzkich historii jest ograniczona. Natomiast ilość sposobów na jakie są one przeżywane nie mieści się w żadnych statystykach, bo każdy przeżywa na swój sposób, uwarunkowany przez wiele różnych czynników splatających się ze sobą ponownie w ileś tam możliwości - to się tylko pomnaża.
Czytaj; książki, gazety, co tylko wpadnie Ci w ręce. Słuchaj; muzyki, tego, co mówią otaczający Cię ludzie, w sklepach, na ulicach, spotkaniach, słuchaj śpiewu ptaków, słuchaj ciszy. Zatrzymaj się. Biegnij. Usiądź nad brzegiem morza. Wejdź na górę. Rób wszystko. Nie rób nic. Ale staraj się jak najczęściej, niczego sobie nie narzucając, sprawdzać - odczuwać, co z Tobą rezonuje. Tak odnajdziesz to, czego szukasz, a czego, przed wyruszeniem, często nawet nie potrafisz nazwać.
Nie leć w dół, licząc na to, że po drodze wydarzy się cud, a jeśli nawet nie, to w końcu, prędzej czy później, uderzysz w coś na tyle twardego, że to Cię zmieni, to Cię olśni. Nie można niczego na życiu wymusić. Można tylko spowodować, wywołać przez odpowiednie nastawienie.
A przecież chcesz dla siebie tylko dobrze, prawda?

środa, 07 stycznia 2015

Nieustająco fascynuje mnie twórczy proces; pisałam już o tym kilkakrotnie. Fascynuje mnie to, że tak nieoczekiwanie może wydobyć się z człowieka coś, czego on sam do końca sobie nie uświadamiał, a czasem nawet wcale. To dlatego, ze względu na to wydobywanie, twórczość jest twórczością, efekt końcowy zaś - powieść, wiersz, rzeźba, obraz, talia kart, kolaż, etc. - jest ukoronowaniem tego procesu, metą do której się szło, czasem biegło, czasem przystawało się po drodze wyjąc z bólu, czasem pędziło się tam z radością i dzikim zaśpiewem. Każda chwila w tym procesie jest jak rodzenie się wciąż od nowa. Ten, kto ukończył dane dzieło, jest już kimś innym niż ten, który je rozpoczął.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

"Nie jesteśmy stworzeni jedno dla drugiego, tylko jedno przez drugie."

Philippe Brenot, seksuolog francuski, o nieporozumieniach między kobietami a mężczyznami. Dwutygodnik Forum nr 21.


Polemizowałabym.
W pewnym sensie seksuolog francuski ma rację, bo faktycznie - stwarzamy siebie wzajemnie, ale tylko na poziomie międzyludzkiej gry, którą nota bene tak po mistrzowsku opisywał Witold Gombrowicz. Związek dwojga ludzi, jeśli ma trwać, i to trwać w szczęściu, a nie na zasadzie toksycznego uwikłania i przyzwyczajenia, musi poza ten poziom wyjść. Oczywiście, będzie to momentami bolesne, bo każde pożegnanie z ułudą jest właśnie bolesne, wszak ułuda daje poczucie bezpieczeństwa i choć siłą rzeczy jest ono fałszywe to ludzka natura zna wiele tricków, aby takowe poczucie podtrzymywać. Bolesność nie jest jednak największym problemem, bowiem jeśli boli, to znaczy, że jesteśmy w procesie przemiany. Największe wyzwanie polega tu na rozpoznaniu samego siebie, na rozróżnieniu swojej prawdziwej natury od natury (sic!) wewnętrznego gracza.

wtorek, 09 grudnia 2014
niedziela, 26 października 2014

Pisać (tworzyć) można tylko nago tj. bez wstydu, bez onieśmielenia tematem, bez zastanawiania się, co ktoś pomyśli o tym nad czym właśnie pracujemy. Jedyne, co ma pozostać to twórca i dzieło; wystarczająco wiele, nieraz bardzo głęboko skrywanych czynników wpływa na tę relację, żeby jeszcze czymkolwiek ją warunkować, tym bardziej, iż uwarunkowana zostałaby automatycznie sfałszowana, sfabrykowana, a jej wynikiem na pewno nie byłoby dzieło, lecz tylko sztuczny twór, który z nikim z zewnątrz nie mógłby rezonować, nie znalazłby żadnego odbiorcy. Artysta musi pozostać sam z podejmowanym przez siebie tematem i zadać sobie tylko jedno pytanie: "Czym to - co chcę wyrazić - jest dla mnie?" i kiedy poczuje, że zaczyna to rozumieć, co rozpozna po tym, iż dany temat będzie wciąż powracał do niego na jawie i we śnie, pośrednio i bezpośrednio - wówczas może (a nawet musi, gdyż prawdziwa twórczość wynika z wewnętrznego imperatywu, któremu nie jest w stanie nie ulec) zacząć tworzyć, gdyż tylko poprzez swoje dzieło, pracę nad nim, dostanie pełną odpowiedź na powyższe pytanie, odpowiedź niewyrażalną w żaden inny sposób.

sobota, 18 października 2014

"Matrix nie decyduje o tym, kim jesteś."


"Matrix", reż. Lana i Andy Wachowscy.

poniedziałek, 06 października 2014

Węzeł.
Śmiech i płacz zawiązują się w jedno, bo w jednej chwili staje się jasne, odczuwalne aż do samych trzewi, choć często nie w pełni uświadamiane (i tak jest wszak, z pewnych względów, prawidłowo), że od tej pory już nic nie będzie takie samo, jak przedtem. Że to o czym czasem jeszcze się nawet marzyło, ale marzyło się już niemal ostatnim, heroicznym wysiłkiem woli, wreszcie jest. Wreszcie otworzyły się drzwi. Ta, a nie inna Brama.
Wszystkie dotychczasowe okoliczności, tropy, pomysły, myśli zawiązują się podczas jednego, jakże często niepozornego, zdarzenia, które jednak znaczy i to znaczy o wiele więcej niż pozostałe.
Określenie "węzeł" nie do końca mnie zachwyca, jednak fascynuje mnie to, co (akurat w tym kontekście) kryje się pod nim. Cieszę się też, że ktoś zwrócił na to uwagę - że zrobił zoom na mikrozdarzenia w których przez chwilę odsłania się nasza Droga. Warto je wychwytywać, pamiętać o nich, bo bywają etapy w życiu, że pamięć zdaje się być wszystkim, co mamy; jeśli więc podczas najciemniejszej nocy zacznie nam się wydawać, że już nigdy nic się nie wydarzy, nie zadzieje, nie zmieni, to właśnie przecież tylko z pamięci może wyłonić się informacja, że to nieprawda, że warto jeszcze zaczekać.
O takich właśnie węzłach, czyli o momentach przełomowych, jakiś czas temu w swojej audycji opowiedział Dariusz Bugalski, i od tamtej pory ta opowieść za mną "chodzi" i nie chce puścić :-) Może więc jeszcze komuś się spodoba, i coś ważnego przypomni lub uświadomi...

niedziela, 14 września 2014

Poszukiwanie drugiego człowieka, pragnienie stworzenia z nim związku, jest tak naprawdę poszukiwaniem siebie, czyli poszukiwaniem oddźwięku w świecie zewnętrznym na to, co nam w duszy gra. Znajdź więc najpierw samego siebie, swój własny dźwięk, swoją melodię - umocnij siebie w sobie, zbuduj siebie - w swoich pasjach, w swojej pracy, w tym, co lubisz robić i czego nie lubisz, w tym, co kochasz jeść i w tym, co niekoniecznie, w podróżach i w milczącej kontemplacji; ważne, żeby odnaleźć swoje wypełnienie, żeby zacząć rezonować ze światem, zapuścić korzenie w swojej ziemi. I jeśli tylko zrobisz to z pełnym zaangażowaniem, dla siebie, nie dla kogoś innego, jeśli tym samym nauczysz się być sobą bez skrępowania i w pełni świadomie, wówczas drugi człowiek sam cię odnajdzie, czy też raczej - odnajdziecie się równocześnie.

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna