Anna Goluba

Wpisy z tagiem: duchowa praktyka

niedziela, 17 stycznia 2016

Z małego puzderka, chyba atłasowego, na pewno zaś w kolorze ciemnej czerwieni, wyjąłeś pierścionek. Spojrzeliśmy na siebie i w jednej chwili powiedzieliśmy sobie wszystko, nie wypowiadając ani jednego słowa. Zacząłeś wyjmować pierścionek - wielki, niemalże dwumetrowy facet próbujący ukryć wewnętrzne drżenie, pochylił lekko głowę, a właściwie głowa sama mu się pochyliła pod wpływem napięcia nieudolnie owo drżenie maskującego, a nawet je potęgującego, wielki więc, barczysty facet o mocnym choć zawsze jakby przyciszonym głosie, teraz wyciszony już do cna, wydobywał maleńki pierścionek z małego pudełeczka, jakby to był wielki głaz, który utknął w szczelinie świata, a od tego, czy mu się to uda, czy nie, miały zależeć nasze dalsze losy. Bo i przecież zależały. Po chwili, która na zawsze zawiesiła się w wieczności, i miała do mnie powracać wiele, wiele razy na jawie i we śnie, w końcu się udało. Włożyłeś mi pierścionek na palec. A ja wyprostowałam rękę na całą długość, lekko rozchyliłam palce dłoni, żeby lepiej przyjrzeć się pierścionkowi. Nie podobał mi się. Był ze złota - w żółtym kolorze, którego nie znoszę. To żółte złoto stanowiło oprawę dla czerwonego kamienia. Kamień dla odmiany był piękny, mienił się niezwykłym, głębokim, czystym blaskiem. Tyle, że całość nie komponowała się tak, jak trzeba. Nie przejmowałam się tym jednak. Uśmiechnęłam się patrząc na niego, potem odwróciłam się i spojrzałam na ciebie. Odpowiedziałeś uśmiechem, z nieskrywaną ulgą, wiem, że bałeś się, czy pierścionek mi się spodoba. Mój uśmiech powiedział prawdę, bo kiedy znów spojrzałam na pierścionek, ten wyglądał już inaczej. Żółte złoto zniknęło, zastąpiło je takie, jakie lubię - stylizowane na stare, lekko przyciemnione. Tworzyło ażurową skrytkę, owalną i wypukłą, dla ukrytego wewnątrz niej kamienia. Ten ażur raz przywodził na myśl dalekowschodnie wzory, wydawało się, że widać w nim węże, motyle, rozmaite stworzenia, może maski, innym znów razem kojarzył się z najnowocześniejszymi wzorami geometrycznymi, matematycznymi równaniami w których zaklęta była tajemnica wszelkiego stworzenia, źródło wszechbytu. Kamień zaś uwidoczniał się dopiero wówczas, gdy poruszałam dłonią; gdy nachyliło się pierścionek pod odpowiednim kątem, nagle zaczynał on pobłyskiwać czerwonym światłem, które trudno było od razu pojąć, nikt bowiem nie podejrzewałby, że można w ten sposób wpasować kamień w pierścionek; wszystkie kamienie we wszystkich pierścionkach znanych ludzkości prezentowały się zawsze ostentacyjnie, wypinały się, nadymały sobą, te najmniejsze i największe, te szlachetne i te mniej... A tu taki figiel. Pierścionek był piękny. Magiczny; to była żywa, nieskalana, stara jak świat, magia. Wspięłam się na palce, objęłam cię za szyję, a ty uniosłeś mnie do góry.
  - Musiał być robiony na zamówienie - powiedziałam cicho prosto w twoje ucho. - Nie ma możliwości, żeby istniał na świecie drugi taki pierścionek.
  - Narysowałaś go kiedyś, pamiętasz?
  W pierwszej chwili nie wiedziałam o czym mówisz i już miałam prosić cię o wyjaśnienie, gdy nagle przypłynął do mnie obraz sprzed lat: siedziałam na jakimś obłędnie nudnym i w związku z tym również ciągnącym się w nieskończoność, wykładzie na uniwerku, i nie chcąc usnąć, narysowałam, zaprojektowałam ten pierścionek.
  Pokazałam ci go wtedy. A może w innym czasie, kto to wie?
  - Mogłabym być projektantką biżuterii, nie sądzisz? - zapytałam, śmiejąc się. To miał być trochę żart, trochę nie. Kiedyś marzyłam o takiej pracy, ale zrezygnowałam z tego marzenia, z wielu różnych powodów. A może nie chciałam tego wystarczająco mocno? Może bałam się, że nie okażę się dość dobra? Albo... Marzenie jednak nie całkiem się rozpłynęło. Stałeś przecież wtedy przede mną z moim projektem w ręku, nagle dziwnie zamyślony. Wyglądałeś jak ktoś, kto wpadł na pewien pomysł, ale był tym tak zaskoczony, że wydawało się, iż to pomysł wpadł na niego, przechwycił go, mówiąc - to ja, to mnie szukałeś, choć o tym nie wiedziałeś.
  - Mogę to wziąć? - zapytałeś.
  Pamiętam, jak bardzo się zdziwiłam i jednocześnie ucieszyłam. Nie zapytałam po co ci mój projekt, choć wydawało się, że takie pytanie powinno paść, że aż się ono prosi, aby je postawić, ale byłam zbyt szczęśliwa, że podoba ci się to, co zrobiłam, aby myśleć o jakichkolwiek powinnościach.
  - Jasne - odpowiedziałam, z trudem opanowując się, żeby nie podskoczyć do góry z radości, zupełnie, jakbym była małą dziewczynką.
  I oto miałam go teraz na palcu. Po niewielkiej modyfikacji, która nastąpiła natychmiastowo, spontanicznie i samoistnie, a potem jeszcze znalazła swoją przyczynę we wcześniejszym wydarzeniu, uzasadniła samą siebie, wskazała na swoje pochodzenie, zapuściła korzenie w głąb.
  Taki rodzaj tłumaczenia, wizualnego i równocześnie charakteryzującego się niepodważalną logiką, dopasowującego do siebie poszczególne elementy, znałam również z przebywania na jawie. Nigdy mnie ono nie oszukało. Tu, gdzie teraz byłam, śniąc świadomie, mogłam zrobić o wiele więcej - przemienić kształt, który mi się nie podobał w taki, który bez reszty mnie zachwycił.   
  Zupełnie tak, jakby tutaj, w tej przestrzeni w której sen i świadomość przenikają się, tworząc tym samym nowy rodzaj energii, nową jakość, ta osławiona, wolna wola, przejawiała się najsilniej. Dziwne, prawda? A może jednak nie?

poniedziałek, 30 marca 2015

Ezoteryka jest wiedzą, która opiera się na umiejętności odczytywania rzeczywistości fizykalnej - materialnej poprzez Ducha - poprzez jego przesłania zawarte w znakach i symbolach w tejże rzeczywistości przejawiających się, występujących i wbrew pozorom - ogólnie dostępnych, lecz dostępnych tylko dla tych, którzy tę umiejętność w sobie pielęgnują, pamiętają o niej, dbają by ciągle była poruszana, wzbudzana, poprzez różne zdarzenia, obserwacje i doświadczenia z ich życia. Można przyjąć, że skoro ową umiejętność ma choć jeden człowiek na świecie, ma ją i drugi, trzeci, a zatem jest to zdolność człowiekowi przynależna. Niektórzy jednak ludzie tak skutecznie ją w sobie tłumią, tak usilnie się jej wypierają i za wszelką cenę starają się nie dopuścić jej do głosu, iż wydaje się, że ta umiejętność w żadnym stopniu ich nie dotyczy.
Praktyczne zaś wykorzystanie tej umiejętności, umiejętności dostrzegania w codziennej rzeczywistości przejawów Ducha, to magia. Magia, która nie zna wieku, która zawsze jest współczesna, gdyż wynika z samej natury rzeczy, z potencjału w niej zawartego. Dlatego tak bardzo śmieszą mnie i zdumiewają poglądy typu "magia to przeżytek", "tam, gdzie jest postęp techniczny nie ma miejsca na magię", itp. Nie byłoby żadnego wynalazku, postępu, odkrycia, gdyby człowiek nie potrafił uchwycić Ducha w materii, a następnie uwolnić go tj. aktywować go w taki sposób, jaki jest mu w danej chwili najbardziej potrzebny. Ktoś, kto nie potrafi tego dostrzec, jest zwykłym ignorantem. Ignorant z przynależnymi mu z kolei klapkami na oczach jest niestety niebezpieczny - szkodliwy nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Pewność z jaką zwykle przekazuje to, co dla niego samego jest objawieniem, udziela się i nie pozostawia innym ludziom, w danej chwili słabym i szukającym swojej drogi, wolnej przestrzeni na zastanowienie, wpędzając ich w takie same ograniczenia, jakich wyznawcą i zarazem antytwórcą, jest rzeczony ignorant.

sobota, 03 maja 2014

"Gdzieś w świecie krąży, płynie tajemnicza energia, która, jeżeli zbliży się i nas wypełni, da nam siłę, aby uruchomić czas - coś zacznie się dziać. Dopóki jednak to nie nastąpi, trzeba czekać - wszelkie inne zachowanie jest złudą i donkiszoterią."

"Heban", Ryszard Kapuściński


To jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie najbardziej trafnych opisów energii reprezentowanej w Tarocie przez Wisielca - XII Wielki Arkan.
Najpiękniejsze zaś w nim jest to, że jak widać nie jest opisem tej karty sensu stricte, nie został zaczerpnięty z żadnej książki o Tarocie, lecz dotyczy właśnie energii w / w karty.
Bo poprzez pryzmat Tarota można odczytać - w sensie dosłownym i przenośnym - absolutnie wszystko, a więc nie tylko słowo pisane, ale też mówione, dzieła sztuki, filmy, sztuki teatralne, krajobrazy; Tarot przenika również poprzez sceny z życia codziennego i niecodziennego - a więc wojny, powodzie, katastrofy, jak też wszelkie radosne święta, nasze własne, prywatne, jak i te o szerszym np. krajowym lub światowym zasięgu.
Mając dar czytania kart, czy też mówiąc szerzej - dar odczytywania energii, jej przejawów, zanim zostaną one zmaterializowane, takie Tarotowe tropy można wyśledzić wszędzie. To bardzo wzbogaca wiedzę, zarówno dotyczącą życia, jak i samego Tarota, który z życiem, a więc i z jego wszelkimi zmianami, postępem ewolucyjnym, jest nierozerwalnie związany i mieści w sobie wszystko od początku stworzenia do wyczerpania wszelkich form, co jest logicznie nieuniknione.
Nie mając daru, również można śledzić Tarotowe przejawy, można poprzez to, co nas dosięga i w nas wnika, odczuć jaka też karta mogłaby to zobrazować. Dla każdego będzie to bardzo, ale bardzo indywidualny odczyt, uwarunkowany przez różne czynniki, takie jak własne przeżycia i doświadczenia, wrażliwość, emocjonalność, inteligencja, otwartość, itp. Przeprowadzając takie własne małe i większe, ukierunkowane lub spontaniczne, śledztwa, można również nauczyć się i pogłębić swoją wiedzę na temat życia i kart, jednak nie można nauczyć się wróżyć. To jest dane - nomen omen - tylko osobie mającej dar.
Tym wpisem odpowiadam na e-maile, które od czasu do czasu dostaję i które dotyczą tego właśnie zagadnienia - mianowicie tego, czy Tarota, wróżenia z niego, można nauczyć się z książek? Jak więc już wspomniałam - wróżenia nie można się nauczyć. Trzeba tę umiejętność mieć w sobie, od urodzenia. Jeśli się jej nie ma, też można zapoznać się z Tarotem, bo to największy fenomen, największy przejaw szeroko rozumianego geniuszu z jakim może zetknąć się człowiek. Absurdem jednak jest uczenie się znaczeń kart na pamięć. Znaczenie karty zmienia się w zależności od kart otaczających ją w układzie, ten zaś zależy od pytania, potrafi przy tym być również wielopoziomowy tj. równocześnie odpowiadać na pytania z różnych dziedzin życia danej osoby. Albo niespodziewanie, sam z siebie, także poprzez ten sam układ, położony przecież na określone pytanie, przed czymś ostrzec lub zapowiedzieć jakąś fantastyczną nowinę. Jaki więc ma sens uczenie się kart na pamięć? Żaden. Kontakt z Tarotem ma być żywy, elastyczny - bo taki jest Tarot.


Rzut na układ kart.  


Ze wszystkich wypowiedzi, jakie słyszałam odnośnie uczenia się Tarota najbardziej wartą wspomnienia była wypowiedź pewnej młodej kobiety w telewizyjnym talk - show. Przyznała, że uczestniczyła kiedyś w kursie nauki Tarota, próbowała go zgłębiać, bo bardzo ją pociągał; chciała też korzystać z niego w życiu, a w przyszłości zająć się wróżeniem zawodowo. W trakcie nauki dotarła do niej - szczęśliwie - jedna, lecz za to bardzo istotna - rzecz. Taka mianowicie, że aby czytać karty trzeba mieć, jak to określiła, tzw. rzut, czyli od jednego spojrzenia na układ kart ogarnąć, poczuć o czym on mówi, jaki jest jego wydźwięk, przekaz. Powiedziała, że jeśli się tego nie ma, prawidłowy odczyt kart jest niewykonalny.
Zgłębiam wszystko, co możliwe i niemożliwe :-), na temat Tarota od wielu lat. I to była naprawdę najbardziej trafna i jednocześnie najbardziej uczciwa wypowiedź w tym temacie z jaką się spotkałam.
Mam nadzieję, że wyczerpująco odpowiedziałam tym, którzy wysyłają do mnie e-maile w powyższej sprawie. Dar czytania kart jest takim samym darem, jak każdy inny w tym sensie, że dany z góry wymaga odkrycia, a następnie wykorzystania - z pełnym zaangażowaniem i szacunkiem. Nie oznacza to oczywiście, że ci, którzy daru nie mają nie powinni dotykać kart. Tak, jak wspomniałam - te karty pomagają lepiej i pełniej żyć, warto więc je poznać. Ale nie obrażać wkuwając ich znaczenia na pamięć, nie nadużywać wróżąc innym, jeśli nie jest to nam przeznaczone - bo tym właśnie jest korzystanie z daru - wypełnieniem przeznaczenia. Najlepszą metodą na spotkanie i zapoznanie się z energią Tarota dla tych, których on pociąga, ale są już na tyle siebie świadomi, iż wiedzą, że ezoteryka nie jest ich drogą, może być np. - na początku - wyciągnięcie karty (może być najpierw właśnie jedna) z intencją, aby zobrazowała wydarzenie, które kiedyś już zaistniało w ich życiu, o którym wiedzą dokładnie czym dla nich było i co im przyniosło. Taki sposób daje możliwość konfrontacji własnych odczuć z wizerunkiem przedstawionym na karcie, ocenieniem na ile wewnętrzne odczucia i wspomnienia oraz Tarotowy obraz synchronizują ze sobą, na ile ujawnia się tu coś, co było zakryte, choć przecież wydawało się, iż rzecz dotyczy przeszłości, która jest już rozdziałem zamkniętym, a przede wszystkim wiadomym... Nic nigdy nie zamyka się do końca, tylko transformuje. I nic nie jest do końca wiadome, bo gdyby było, ten świat nie musiałby trwać dalej; to tajemnica podtrzymuje życie, a stopniowe jej odkrywanie zwyczajowo odbieramy jako ewolucję. Oddziaływania z przeszłości dają znać o sobie na wiele sposobów i to w najmniej spodziewanych momentach. Ileż to razy, wielu z nas (wszyscy? :-)), powiedzieliśmy sami do siebie: "Myślałam / - em, że to już jest skończone..., że już tak nie zareaguję..."
Nie zmienia to jednak faktu, że to konfrontacyjne, synchroniczne ćwiczenie nawiązujące do przeszłości, pozwoli początkującym stopniowo, na tej samej zasadzie, poprzez z kolei zadawanie pytań dotyczących bieżącego dnia, na lepszy wgląd w teraźniejszość, a tym samym - niezauważalnie - również w przyszłość, ponieważ kształtujemy ją w każdej chwili; każda zaś obecna chwila jest zalążkiem następnej...
Nie jest to oczywiście, siłą rzeczy, nauka wróżenia, lecz metoda wyostrzająca intuicję, pobudzająca wyobraźnię i zdolności wizualizacyjne, które silnie mogą wpłynąć na strefę snu, i stać się dodatkowym źródłem, dostępnych już dla każdego, snów proroczych.


Czystość intencji - podstawa i warunek konieczny.


Życzę powodzenia w spotkaniu z Tarotem, które i tak zapewni wszystkim pasjonatom tych magicznych kart, czysta i nieskazitelna intencja, czyli chęć, pragnienie, aby Tarot naprawdę stał się ich powiernikiem, przewodnikiem i doradcą.

wtorek, 08 października 2013

"Informacja zawsze szuka ujścia."

"Elementary", reż. Michael Cuesta



Kiedy robisz cokolwiek, nieważne, czy w mikro - czy w makroskali, cały wszechświat podpowiada ci, czy to jest dla ciebie dobre, czy też nie. Autobusy nie podjeżdżają wówczas, gdy tak bardzo chcesz już być w umówionym miejscu, światła na skrzyżowaniu za nic nie chcą się zmienić, choć w trudnym do zniesienia napięciu czekasz, żeby wcisnąć pedał gazu, zmienić biegi i popędzić tam, gdzie - jak się wydaje - czeka na ciebie twoje przeznaczenie... Potem docierasz na miejsce i potwierdza się to, co było ci mówione - tutaj tylko stracisz czas...
Albo dzieje się wręcz przeciwnie - zmierzasz dokądś danego dnia, a cały świat otwiera się przed tobą - razem z autobusem / tramwajem zjawiasz się na przystanku, jakby zadziały się jakieś czary, jedziesz niespiesznie samochodem, a światła zmieniają się na skrzyżowaniach z czerwonych na zielone, ledwo do nich podjeżdżasz... Cały świat zdaje się mówić: "Tak, to tutaj, zapraszam"... Docierasz tam, gdzie nie spodziewałeś się cudów; a właśnie wtedy zaczynają się one dziać. Cała droga, jaką przebyłeś, mówiła o tym przez cały czas.
Albo któregoś dnia zostawiasz za sobą "cały ten zgiełk" i wchodzisz do lasu. Po nic. Bo masz dość. Chcesz się oderwać. Chcesz zapomnieć i chcesz, żeby o tobie zapomniano. Idziesz, nie szukając sensu, ani celu, nie patrząc na drogę. Tracisz poczucie czasu i nagle spotykasz starszego człowieka zbierającego grzyby. Zagadujesz go o nie, choć nic cię one nie obchodzą, nie znasz się na nich, nie potrzebujesz ani ich ani żadnej o nich wiedzy. Chcesz tylko zakotwiczyć się w dookolnej przestrzeni, chcesz usłyszeć swój głos, siebie, właśnie w tym lesie, zwracającego się do zupełnie obcego człowieka, o którym jedno zakładasz z dużą dozą prawdopodobieństwa - mianowicie to, że nigdy więcej się nie spotkacie. To daje ci nieuświadomione do końca poczucie wolności, ulgi, to pozwala na oddech. I wówczas właśnie na swoje pozornie banalne stwierdzenie: "A, bo wie pan, ja to nigdy jakoś grzybów nie widzę", które nieoczekiwanie wyrzucasz z siebie po serii krotochwilnych pytań i odpowiedzi, jakie wymieniliście, słyszysz od tego starszego człowieka, patrzącego na ciebie, przenikliwie, a jednocześnie ciepło, dziwnie błyszczącymi, błękitnymi oczami: "Trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć". I twój świat się zatrzymuje. Bo to jest informacja, jaka była ci potrzebna od dawna. Bo to ona wprowadziła cię do tego lasu, choć wydawało ci się, że uciekasz do niego przed wszystkim i przed wszystkimi. A ona właśnie tam już była, czekała. Czekała, zanim jeszcze do końca sformułowała się w tobie potrzeba jej uzyskania. Czekała, zanim w ogóle się tu pojawiłeś...Tu; na tym świecie.
Robisz po tym kilka kroków i uświadamiasz sobie, że tak bardzo przeniosło cię gdzieś indziej, iż nie powiedziałeś temu starszemu człowiekowi "do widzenia". A przecież wypadałoby, poza tym chcesz na niego jeszcze raz spojrzeć, upewnić się, że to co się stało, stało się naprawdę. Chcesz mu nawet powiedzieć więcej - jak było dla ciebie ważne to, co usłyszałeś...Choć wiesz, że to się nie uda, że nie znajdziesz w sobie takich słów. Ale "do widzenia" - może być przy okazji zwyczajnie, po ludzku, przyjazne... Odwracasz się, rozglądasz. Nigdzie nie widzisz starszego człowieka. Szybko tłumaczysz sobie, że pewnie staruszek był bardzo żwawy i dał kilka dużych kroków w głąb lasu, w jego nieznane ci, gęste ostępy. To twój racjonalny umysł błyskawicznie rzuca ci koło ratunkowe; i tak jest dobrze, na ten moment tak musi być. Ale informacja, którą uzyskałeś, w tobie pozostała. Bo "informacja zawsze szuka ujścia" - i tak się dzieje w każdym z nieustannie przenikających się światów.
Z upływem czasu zaczynasz rozumieć, że nic w tym spotkaniu nie było przypadkowego, że w ogóle nie ma przypadków, że byłeś i jesteś prowadzony, choć jednocześnie nikt i nic nie narusza tutaj twojej wolnej woli. I że nie ma w tym nic z paradoksu.
Przychodzi też w końcu dzień, kiedy na myśl o tym, gdzie zniknął wówczas starszy człowiek, uśmiechasz się lekko do siebie. Ten uśmiech zaś, niezależnie od ciebie, daje innym znać, że wiesz więcej. Ale jedyne, co im wówczas możesz powiedzieć i poradzić, to to, żeby odnaleźli swój las. Tam będzie czekał na nich ich Mędrzec. A to w jakiej postaci go ujrzą i to, co od niego usłyszą, będzie już tylko zależało od tego na jakim poziomie akurat będą się znajdowali...

wtorek, 18 czerwca 2013

"Starożytni twierdzili, że decyzje należy podejmować w ciągu siedmiu oddechów. Chodzi o determinację i odwagę, żeby się przedrzeć na drugą stronę."


"Ghost Dog: Droga Samuraja", reż. Jim Jarmusch
 
środa, 01 maja 2013

Przeze mnie filtruje się moja rzeczywistość. Opowiadania, wiersze, haiku, zdjęcia, obrazy etc. są formą, jaką przybiera rzeczywistość po przefiltrowaniu przez moje wnętrze. I przez to też rozpoznaję siebie, przyglądam się sobie, przeglądam się w sobie. Sny też są, oczywiście, filtrowaniem rzeczywistości doświadczanej na jawie. Zadziwiają mnie na różne sposoby, zwłaszcza wówczas, gdy osnuwają się wokół tych treści, tych historii z mojego życia o których na co dzień nie myślę. A jednak one we mnie są. Wszystko jest we mnie i wszystko podlega filtrowaniu, a przez to oczyszczeniu. To, co śnione też oczywiście podlega dalszemu filtrowaniu, bo nawet spisując sen taki, jaki był, przepuszczam go przez filtr języka, jakim się posługuję, przez immanentną z nim gramatykę i zasób słów. A zatem filtrowanie z jednej strony uwalnia, a z drugiej przypomina, że filtrując nadaje się filtrowanym treściom charakter wynikający z samego charakteru filtra. Nie da się tego przezwyciężyć, jeśli chce się nadać czemukolwiek jakikolwiek wyraz. Uwalniając, więzi się równocześnie daną treść w określonej, choć autonomicznie już funkcjonującej, formie.
Prawda musi więc pozostać niewyrażalna.

wtorek, 13 listopada 2012

Świadomy sen jest skutkiem bardzo silnego wewnętrznego pragnienia, odśrodkowego zamierzenia, którego siła, w trakcie działania, jest właściwie synonimiczna z aktem wolnej woli. Jest wiele metod wywoływania świadomych snów, ale żadna nie spełni swojego zadania, jeśli nie będzie towarzyszyło jej pragnienie - pragnienie wywoływania określonego skutku; jeśli np. śnię, że znajduję się w miejscu w którym nie chcę być i jeśli w dodatku ten sen powtarza się po raz kolejny, to nie budząc się, działając wewnątrz snu, mogę zmienić miejsce swojego pobytu - przez sam fakt, że o tym pomyślę. Jeśli po raz kolejny spotykam we śnie kogoś, kogo z racji np. naszego konfliktu od dawna nie widuję na tzw. (sic!) jawie, we śnie daję temu komuś do zrozumienia, że nie chcę więcej go spotykać lub - ponownie - przemieszczam się gdzieś indziej. Słowny lub czynny komunikat w kierunku danej osoby, naznaczony szczerością oraz intensywnością na jaką nie zdobywamy się w realu lub dzieje się to rzadko, jest oczywiście elementem snu kompensacyjnego (choć nie twierdzę, rzecz jasna, że każdy sen kompensacyjny jest związany ze snem świadomym), co nie zmienia faktu, że śniąc mogę odczuwać / wiedzieć, iż dzieje się to naprawdę, gdyż jak słusznie zauważył Jung to, co odbywa się w ludzkiej psychice jest rzeczywiste i przynależy do dziedziny faktów tak, jak wszystko inne, co się wydarza . Nie o metodę zatem chodzi, tylko jak zwykle - o to co płynie z wewnątrz. Śmieszy mnie stwierdzenie, jakoby można spontanicznie śnić świadomie. Nie ma takiego rozróżnienia - na śnienie metodyczne i spontaniczne. Jeśli taki sen się wydarzył, oznacza to, że odśrodkowo został uruchomiony mechanizm, który go wywołał. Z użyciem li tylko techniki nic by się nie zadziało. Przy silnym pragnieniu, które - nomen omen - budzi się we śnie - uruchamia się to wszystko, co później zwolennicy technizacji życia zaprzęgają w metodę, stawiając ją nad człowiekiem i zapominając, że to w nim wszystko ma swoje źródło.
 
poniedziałek, 05 listopada 2012

"Jedno zdanie, ale takie, które by naprawdę ważyło, to byłoby dosyć jako wynik jednego życia."  
Czesław Miłosz.

Tylko jak takie zdanie rozpoznać? Nie ma takiej możliwości. Bo jeśli ma być ono podsumowaniem całego życia, to nie można przecież nic podsumować, nie zakończywszy tego. Nawet, jeśli napisze się takie zdanie, to nie może ono w pełni wysnuć się ze świadomości, bo zamiast trafnego podsumowania, niebezpiecznie łatwo mogłoby przeistoczyć się w bufonadę ("wiem wszystko! wiem lepiej!"), której sam zainteresowany nie byłby w stanie przekroczyć (gdyż wpadłszy w bufonadę nie wiedziałby, że w ogóle powinien cokolwiek przekraczać) lub byłoby to dla niego bardzo trudne. Nie można powiedzieć: "Znalazłem!" nie schodząc ze sceny - to jest, musi być, równoczesne i równoznaczne.

Tak, czy inaczej, jest to więc dążenie do Niemożliwego (czemu zresztą sam Miłosz, którego zdanie stało się dla mnie inspiracją i pretekstem do poniższych rozważań, dawał dosłownie i w przenośni wyraz w swojej twórczości). Nie znaczy to jednak, że jest to jakiś straceńczy pęd donikąd. Przeciwnie - poszukiwania prowadzone ze świadomością, iż w najlepszym wypadku uda się ledwie otrzeć o to, czego się szuka, prowadzą do szlifowania tego o czym człowiek wie, że w sobie ma i wydobyciu z niego, tego o czym nie miał dotychczas pojęcia. Nie ma temu końca, lub jak powiedział w jednym z wierszy Miłosz, tylko czas może położyć temu kres.
I z całą pewnością tak jest, lecz dotyczy to wyłącznie świata materialnego; gdyż czas liczy się (w każdym sensie tego słowa) wyłącznie w ziemskim wymiarze, poza nim nie liczy się wcale. Oznacza to więc tyle, że poszukiwania mogą wykroczyć poza czas, poza sferę umownie nim wyznaczoną (choć pozbawiane aspektu czasowego wyglądają pewnie nieco inaczej, bardziej przypominają ciągłe odkrywanie i na co innego są ukierunkowane, ale to już inny temat). Bo przyjąć za pewnik, że kres na planie fizycznym to kres całkowity, to tyle samo, co przyjąć, że jesteśmy zdolni rozumowo pojąć cały świat. Abstrahując od tego, że wówczas żadne poszukiwania nie byłyby potrzebne, to ciągle przecież używamy tylko kilku procent naszego umysłowego potencjału. Nie mamy więc prawa nawet tak przyjmować, a co dopiero brać tego za pewnik.
 
Jest czyste piękno w poszukiwaniu jednego zdania, które znaczy. Piękno, które o sobie nie wie, co tylko dodaje mu uroku. Poszukujący jednego zdania zawsze będą nieśli w sobie pokorę, która szanując każdy przejaw życia, może zaprowadzić ich daleko.
Bardzo niebezpieczni są natomiast ci, którzy uważają, że to jedno zdanie znaleźli. Jedno zdanie przekształcone w religię, ideę, filozofię, doktrynę.
Tworzą sobie w ten sposób sztuczny konstrukt i często, po jakimś czasie, aby tchnąć w niego życie, zaczynają szukać wyznawców - tych, którzy uwierzą, niejednokrotnie silniej niż oni sami, tych, dzięki którym to, co sztucznie powołane do życia, zacznie sprawiać wrażenie, iż żyje w sposób autentyczny. Tych, którzy powołają do życia bożka i uznają go za Boga. Z którym, po jakimś czasie utożsamią się tak bardzo, że będą gotowi dla niego i za niego walczyć, czynnie i słownie. Zapominając o tym, że sami go wynieśli i że żyli zanim stali się jego wyznawcami. I że było to prawdziwe, bo wraz z matrixowaniem czyjegoś życia związki z innymi ludźmi, którzy nie są wyznawcami, nagle zaczynają pękać. To najlepiej wskazuje, co jest prawdziwe, a co nie, co żywe, a co życie pozoruje - co nie przeszkadza, że w sposób autentyczny może ze swoich wyznawców życie wysysać.
 
Dążenie do Niemożliwego, oprócz przeżywanego piękna, może też nieść w sobie poczucie niedosytu. Ale ten niedosyt wzmaga czujność i uważność, wyostrza zmysły na wszystkich poziomach. Niejako siłą rzeczy uwrażliwia na innych, tworząc naturalną ochronę i barierę przed złem.
Zaprzestanie poszukiwań już samo w sobie jest niebezpieczne ("kto nie idzie naprzód, ten się cofa") i nigdy nie dotyczy tylko jednego człowieka, bo nic nigdy takie nie jest. Zaprzestanie poszukiwań i uznanie, że wiedza, jaką się dotąd zdobyło, w pełni wystarcza i uprawnia do stworzenia wszech obowiązującego dogmatu, jest próbą zamknięcia nieskończonego z natury umysłu w klatce. Próbą z góry skazaną na klęskę, ponieważ to, co jest naturalne zawsze prędzej lub później musi wygrać.
 
Stąd nie martwiłabym się, że to jedno, jedyne zdanie nie może być odnalezione (i na tyle na ile wczytałam się w twórczość Miłosza, On również się tym nie martwił, po prostu zdawał sobie z tego sprawę). Bo dopóki poszukuję, wiem, że jestem wolna. Co nie zmienia faktu, że z nieustającym zdumieniem patrzę zarówno na klatki istniejące wokół mnie od dawna jak i na te, które wciąż się tworzą, zapełniają, co zapewne jeszcze przez jakiś czas potrwa.
Natomiast bez żadnego zdziwienia przyjmuję do wiadomości fakt, że coraz częściej zdarza się, z klatek co i raz ktoś się oficjalnie wypisuje.
Bo jak wspomniałam - nic bardziej naturalnego.

sobota, 06 października 2012

Także o momencie w którym spotykają się ezoteryka i nauka.
Kocham ten moment; z wielu różnych powodów. Przede wszystkim dlatego, że im więcej takich momentów, tym bardziej stanie się jasne, że nadzwyczajne możliwości ludzkiego umysłu są tak naprawdę czymś naturalnym, a dla tych, którzy tego potrzebują, również czymś mierzalnym. Bo dopiero wtedy, gdy przestaniemy się zdumiewać tym, co jest normalne i przynależne naszej naturze, będziemy mieli szansę, aby wykorzystać to w maksymalnie pozytywny, praktyczny sposób, który udoskonali ludzkie życie na wielu poziomach.

"Swami Rama, młody jogin, założyciel Instytutu Himalajskiej Jogi w Pensylwanii, badany w klinice Menninger potrafił siłą woli wytworzyć w mózgu fale charakteryzujące głęboki sen. A po wyjściu z tego stanu dokładnie pamiętał wszystko, co się działo w tym czasie, i to znacznie dokładniej aniżeli sami badacze, którzy byli ponoć całkowicie przytomni."


Georg Feuerstein "Na początku była liczba" 

And that's the point.

czwartek, 15 grudnia 2011

Wystarczy odpuścić, a wtedy to, czego dotąd szukaliśmy pełni napięcia, znajduje się samo. Dlaczego? Bo gdy odpuścimy, ma wreszcie otwartą drogę do nas, napięcie natomiast stwarza niewidzialną, lecz bardzo silną zaporę, blokadę energetyczną, powodującą z kolei, że każda droga zamienia się w ślepą uliczkę w której w dodatku jest ciemno i nerwowo. Jak zatem szukać? Tak, żeby to, czego szukamy nas znalazło?

Spokojnie, z wewnętrznym przekonaniem - "Wiem, że znajdę. Niewykluczone też, że znajdę coś zupełnie innego, niż to, czego szukam, a wtedy okaże się, że właśnie o to chodziło, choć nim wyruszyłam na poszukiwania, nie miałam o tym pojęcia". Sam bowiem już moment "startu", a potem proces poszukiwawczy porusza energię wokół nas.
To jest tak, jakbyśmy - w sposób czynny, będąc swoimi własnymi emisariuszami - wysyłali w świat zawiadomienie o naszym pragnieniu. Prędzej lub później dostaniemy odpowiedź. Taką, jakiej się spodziewaliśmy lub taką, jaka dopiero się przed nami odsłoni. Ale dostaniemy ją na pewno. I odtąd już nic nie będzie takie samo, jak przedtem; zarówno w mikro -, jak i w makroskali naszego świata. Bo temu właśnie służy każda wyprawa - zmianie. 


czwartek, 16 czerwca 2011

Siła wiary tkwi nie w jej przedmiocie lub podmiocie, lecz w niej samej jako takiej. To, czy przedmiot / podmiot wiary posiada własną moc sprawczą jest, wbrew pozorom, zupełnie inną historią. 


sobota, 22 stycznia 2011

"Wojownik światła wkłada całą duszę w jedno ćwiczenie - bardzo potrzebne na drodze jego duchowego rozwoju - skupia uwagę na tym, co zazwyczaj wykonuje machinalnie, jak oddychanie, mrużenie oczu, czy oglądanie codziennych przedmiotów. Robi to zawsze, ilekroć czuje się zbity z tropu. W ten sposób pozbywa się napięcia i pozwala intuicji działać swobodnie. Wówczas dla niektórych problemów nie do rozwiązania, rozwiązanie się znajduje. Ból, który zdawał się nie do zniesienia, nagle mija. Sięga do tej techniki zawsze, kiedy musi stawiać czoła trudnej sytuacji."



Paulo Coelho "Podręcznik wojownika światła"

sobota, 11 grudnia 2010

Odwaga to wyższa forma konieczności. Nie można chcieć być odważnym. Zostaje się przez życie (splot okoliczności - nie mylić z przypadkiem, który i tak nie istnieje) wyrzuconym na poziom, na którym nie sposób jest się oszukiwać, bo oszukując się, akurat tutaj, człowiek zaprzeczyłby sobie bardziej niż kiedykolwiek i gdziekolwiek indziej. 


| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna