Anna Goluba

Wpisy z tagiem: Droga

środa, 18 stycznia 2017

Nie mam zwyczaju pisać recenzji książek (innych zresztą też nie :-)), ale tym razem postanowiłam wskazać na pewną pozycję, moim zdaniem, wartą przeczytania. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie również znajduje się w samej recenzji książki "Trening świadomego śnienia", której autorem jest Charlie Morley:

Spotkanie.
To doskonała pozycja dla tych wszystkich, którzy chcą wiedzieć czym jest świadome śnienie, jak i dlaczego przenika się z jawą, dlaczego ważne jest, aby do tego przeniknięcia doprowadzić i tym samym uaktywnić potencjał o którym, być może, dotąd nie miało się pojęcia. W książce opisane jest jak owo świadome śnienie osiągnąć, i jak nauczyć się przy tym, jakże bezcennej, samoobserwacji. Podane są metody osiągnięcia świadomego snu, podane są też przykłady samych świadomych snów, które były udziałem autora... No i właśnie. Ta książka to również spotkanie; spotkanie z kimś autentycznym, z pasjonatem, który jednocześnie na nic się nie sili, jest prawdziwy w swoim przekazie, a taki jest Charlie Morley - poprzez swoje doświadczenia świadomego śnienia pokazuje czym jest archetypowy Cień, w ten sam sposób sięga po doświadczenie bólu i je przekracza, nie jest wszak masochistą, a wręcz przeciwnie - kocha życie i ta miłość jest jego głównym azymutem, to ona podpowiedziała mu, żeby napisać tę książkę, dlatego dostaliśmy pozycję napisaną od serca, głęboką i jednocześnie bez nadęcia; bo to również poprzez świadome sny autor upewnił się w jakim kierunku ma podążać, nie zawahał się, żeby przed nami to odsłonić, abyśmy i my mogli odnaleźć swoją Drogę.
Powiedzieć, że polecam to mało. Ta książka to zaproszenie na spotkanie o jakie obecnie jest coraz trudniej.

wtorek, 08 kwietnia 2014

Unaocznienie - to daje Tarot.
Gdyż cała wiedza jest wewnątrz, ale dopiero wydobyta na światło dzienne - unaoczniona - zaczyna żyć własnym życiem tj. działać, być użyteczna. Sam moment unaocznienia jest do tego impulsem; oczywiście to, co powinno iść za nim to praca na rzecz dalszego wdrażania tejże wiedzy w sprawy dnia codziennego. Pozostając bowiem wewnątrz wiedza obumiera, wygasa niczym ogień, którego nikt nie podtrzymuje, a przeciwnie tłamsi go i dusi. Wszystko zaś, co umarło choć mogło i miało się urodzić, lepiej żeby nie zaistniało w ogóle, ponieważ pozostając w takim wewnętrznym nie - przejawieniu staje się źródłem Wielkiego Zgorzknienia.
Stąd mówi się, że Tarot jest jak lustro. I nie, nie jest to przeznaczone dla odważnych, tylko dla tych, którzy chcą (wreszcie) żyć w zgodzie ze sobą, bo wiedzą, że nic innego nie ma sensu.

sobota, 08 lutego 2014

To uczucie niedosytu pcha nas naprzód, a nie poczucie spełnienia.

wtorek, 08 października 2013

"Informacja zawsze szuka ujścia."

"Elementary", reż. Michael Cuesta



Kiedy robisz cokolwiek, nieważne, czy w mikro - czy w makroskali, cały wszechświat podpowiada ci, czy to jest dla ciebie dobre, czy też nie. Autobusy nie podjeżdżają wówczas, gdy tak bardzo chcesz już być w umówionym miejscu, światła na skrzyżowaniu za nic nie chcą się zmienić, choć w trudnym do zniesienia napięciu czekasz, żeby wcisnąć pedał gazu, zmienić biegi i popędzić tam, gdzie - jak się wydaje - czeka na ciebie twoje przeznaczenie... Potem docierasz na miejsce i potwierdza się to, co było ci mówione - tutaj tylko stracisz czas...
Albo dzieje się wręcz przeciwnie - zmierzasz dokądś danego dnia, a cały świat otwiera się przed tobą - razem z autobusem / tramwajem zjawiasz się na przystanku, jakby zadziały się jakieś czary, jedziesz niespiesznie samochodem, a światła zmieniają się na skrzyżowaniach z czerwonych na zielone, ledwo do nich podjeżdżasz... Cały świat zdaje się mówić: "Tak, to tutaj, zapraszam"... Docierasz tam, gdzie nie spodziewałeś się cudów; a właśnie wtedy zaczynają się one dziać. Cała droga, jaką przebyłeś, mówiła o tym przez cały czas.
Albo któregoś dnia zostawiasz za sobą "cały ten zgiełk" i wchodzisz do lasu. Po nic. Bo masz dość. Chcesz się oderwać. Chcesz zapomnieć i chcesz, żeby o tobie zapomniano. Idziesz, nie szukając sensu, ani celu, nie patrząc na drogę. Tracisz poczucie czasu i nagle spotykasz starszego człowieka zbierającego grzyby. Zagadujesz go o nie, choć nic cię one nie obchodzą, nie znasz się na nich, nie potrzebujesz ani ich ani żadnej o nich wiedzy. Chcesz tylko zakotwiczyć się w dookolnej przestrzeni, chcesz usłyszeć swój głos, siebie, właśnie w tym lesie, zwracającego się do zupełnie obcego człowieka, o którym jedno zakładasz z dużą dozą prawdopodobieństwa - mianowicie to, że nigdy więcej się nie spotkacie. To daje ci nieuświadomione do końca poczucie wolności, ulgi, to pozwala na oddech. I wówczas właśnie na swoje pozornie banalne stwierdzenie: "A, bo wie pan, ja to nigdy jakoś grzybów nie widzę", które nieoczekiwanie wyrzucasz z siebie po serii krotochwilnych pytań i odpowiedzi, jakie wymieniliście, słyszysz od tego starszego człowieka, patrzącego na ciebie, przenikliwie, a jednocześnie ciepło, dziwnie błyszczącymi, błękitnymi oczami: "Trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć". I twój świat się zatrzymuje. Bo to jest informacja, jaka była ci potrzebna od dawna. Bo to ona wprowadziła cię do tego lasu, choć wydawało ci się, że uciekasz do niego przed wszystkim i przed wszystkimi. A ona właśnie tam już była, czekała. Czekała, zanim jeszcze do końca sformułowała się w tobie potrzeba jej uzyskania. Czekała, zanim w ogóle się tu pojawiłeś...Tu; na tym świecie.
Robisz po tym kilka kroków i uświadamiasz sobie, że tak bardzo przeniosło cię gdzieś indziej, iż nie powiedziałeś temu starszemu człowiekowi "do widzenia". A przecież wypadałoby, poza tym chcesz na niego jeszcze raz spojrzeć, upewnić się, że to co się stało, stało się naprawdę. Chcesz mu nawet powiedzieć więcej - jak było dla ciebie ważne to, co usłyszałeś...Choć wiesz, że to się nie uda, że nie znajdziesz w sobie takich słów. Ale "do widzenia" - może być przy okazji zwyczajnie, po ludzku, przyjazne... Odwracasz się, rozglądasz. Nigdzie nie widzisz starszego człowieka. Szybko tłumaczysz sobie, że pewnie staruszek był bardzo żwawy i dał kilka dużych kroków w głąb lasu, w jego nieznane ci, gęste ostępy. To twój racjonalny umysł błyskawicznie rzuca ci koło ratunkowe; i tak jest dobrze, na ten moment tak musi być. Ale informacja, którą uzyskałeś, w tobie pozostała. Bo "informacja zawsze szuka ujścia" - i tak się dzieje w każdym z nieustannie przenikających się światów.
Z upływem czasu zaczynasz rozumieć, że nic w tym spotkaniu nie było przypadkowego, że w ogóle nie ma przypadków, że byłeś i jesteś prowadzony, choć jednocześnie nikt i nic nie narusza tutaj twojej wolnej woli. I że nie ma w tym nic z paradoksu.
Przychodzi też w końcu dzień, kiedy na myśl o tym, gdzie zniknął wówczas starszy człowiek, uśmiechasz się lekko do siebie. Ten uśmiech zaś, niezależnie od ciebie, daje innym znać, że wiesz więcej. Ale jedyne, co im wówczas możesz powiedzieć i poradzić, to to, żeby odnaleźli swój las. Tam będzie czekał na nich ich Mędrzec. A to w jakiej postaci go ujrzą i to, co od niego usłyszą, będzie już tylko zależało od tego na jakim poziomie akurat będą się znajdowali...

piątek, 23 sierpnia 2013

Wybaczenie to abstrakcja, pojęcie nieadekwatne do rzeczywistości; podobnie jak ucieczka, o czym pisałam tutaj.
Nie ma bowiem komu i czego wybaczać.
Zła pochodzącego z nieświadomego Źródła nie ma jak wybaczyć. Nieświadome jest bowiem niewinne. Nie podlega, oczywiście, usprawiedliwieniu, ale nie wymaga też wybaczenia, lecz pomocy i zrozumienia.
Zło czyste, które dobrze o sobie wie i znajduje w sobie przyjemność również nie potrzebuje wybaczenia. Wybaczenie jest dla niego czymś śmiesznym, jest oznaką słabości; ba, czasem czymś wysoce niestrawnym powodującym jeszcze większe niż przedtem rozeźlenie.

Wybaczanie funkcjonuje na tym samym poziomie na którym funkcjonują wszelkie dychotomie. Wybaczanie mówi, że są lepsi i gorsi.
Imituje wielkoduszność, żeby ukryć swoją pychę... Bo kim my jesteśmy, żeby wybaczać innym?

sobota, 13 sierpnia 2011

Żeby zmienić swoje życie (oczywiście, jeśli taka zmiana jest postrzegana jako upragniona / potrzebna / konieczna) czasem potrzeba wielu, wielu lat.
Ale tak naprawdę wszystko, cały proces rozpoczyna się i jednocześnie kumuluje w jednej, jedynej myśli - "chcę zmienić swoje życie".
Pozostań z tą myślą przez chwilę, pobądź z nią i w niej. Pozwól, żeby wypełniła ciebie całego, twój umysł, każdą komórkę twojego ciała. Nie dywaguj, nie zadawaj pytań, nie oddawaj się wątpliwościom ani nadziejom. Niech ta myśl cię wypełni, niech się w tobie umocni.
Za jakiś czas, może po kilku minutach, godzinach, tygodniach po raz pierwszy usłyszysz od kogoś lub przeczytasz gdzieś zdanie, które będzie niczym znak pokazujący ci w jakim kierunku masz teraz iść. Z upływem czasu tych znaków będzie coraz więcej. Odczytując niektóre z nich będziesz przeżywać olśnienia i uniesienia, inne wywołają u ciebie wewnętrzne wzdrygnięcia, odruchy niechęci, przy jeszcze innych wzruszysz obojętnie ramionami... Będziesz uczyć się siebie od nowa w sposób całkowicie naturalny.  
Nie wszystkie nowe etapy Drogi będą należały do najłatwiejszych na świecie, inne wręcz będą wydawały ci się stratą czasu. Możesz też mieć wrażenie, że to wszystko jest ułudą, że stoisz w miejscu, że nigdzie nie wyruszyłeś. Ale już w następnej chwili, gdy tylko rozejrzysz się wokół siebie, zorientujesz się nagle, że przecież znajdujesz się w miejscu w którym nigdy przedtem nie byłeś, że krajobraz, który cię otacza jest ci zupełnie nieznany. A i ty sam jesteś teraz kimś innym niż byłeś dotąd. Zmiana bowiem rozpoczęła się w twoim wnętrzu, uwolniona energia przemieniła to, co cię otaczało, po czym wróciła do ciebie, "mówiąc": "popatrz, czego dokonałeś, bądź z siebie dumny". Rozpoznasz więc siebie samego na nowo, urodzisz się na nowo - bo to przecież były narodziny, jak każdym innym towarzyszyły im zarówno ból, jak i radość, czasem trudno było rozróżnić jedno od drugiego.
Nikt ci już tego nie odbierze, choć z pewnością niejeden będzie próbować. Jednak raz uwolniona energia jest już nie do zatrzymania, choć działa na bardzo subtelnych, (pozornie) niezauważalnych poziomach.
Nazwij to magią.
Nazwij to swoją własną naturą.
Obie nazwy są jednakowo adekwatne.

czwartek, 16 czerwca 2011

Siła wiary tkwi nie w jej przedmiocie lub podmiocie, lecz w niej samej jako takiej. To, czy przedmiot / podmiot wiary posiada własną moc sprawczą jest, wbrew pozorom, zupełnie inną historią. 


| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna