Anna Goluba

Wpisy z tagiem: proces twórczy

niedziela, 17 kwietnia 2016

"[...] uważam opowiadanie za najwspanialszą rzecz, za coś, co nie tylko wzbogaca ludzi wewnętrznie, ale też ich chroni. I nie mówię tego w sensie metaforycznym. Moim zdaniem dobre pisarstwo - dobre opowiadania - stanowi cudowny gejzer wyobraźni, a wyobraźnia, w moim pojęciu, ma przynosić ukojenie i ratunek w sytuacjach krańcowych, na gwałtownych wirażach życia, które, bez takiej pociechy, stałoby się nie do zniesienia. Mogę, naturalnie, mówić tylko za siebie i opierając się wyłącznie na własnym doświadczeniu, ale właśnie w moim przypadku wyobraźnia, która po wielokroć powodowała, iż w dzieciństwie nie mogłem ze strachu zasnąć, później, kiedy już wkroczyłem w wiek męski, przeprowadziła mnie bezpiecznie przez wiele straszliwych zakoli życiowych i mrocznych krajobrazów rzeczywistości."

Stephen King

poniedziałek, 05 października 2015

Twórczość jest wynikiem bezpośredniego przeniknięcia rzeczywistości do samych trzewi. Stąd tworzyć oznacza sięgać w głąb - w głąb siebie, do świata, który z zewnątrz tam właśnie zapadł i domaga się przefiltrowania przez danego twórcę, częstokroć, a być może nawet nigdy, nie pytając go o zdanie tj. nie pytając czy jest tworzeniem zainteresowany, czy chce się tym zajmować. Stąd również, tak naprawdę, nie da się rozróżnić czy twórca jest faktycznie twórcą, czyli kimś, kto w jakimkolwiek bądź sensie lub na jakimkolwiek poziomie zachowuje swoją niezależność, autonomię, czy też jest narzędziem... - nie da się tego rozróżnić, ponieważ jest on jednym i drugim równocześnie.
Już sam zaś fakt, że łączy w sobie to, co pozornie wydaje się nie do połączenia, a nawet wzajemnie, teoretycznie, powinno się wykluczać, stanowi przejaw siły psychofizycznej, znacznej odporności mentalnej, intensywnego przepływu energetycznego, któremu twórca potrafi się poddać, panując jednocześnie nad nim i nad sobą - inaczej nie byłby w stanie tworzyć. Ze swoich wypraw w głąb wracałby w najlepszym razie z pustymi rękami, w najgorszym - w pomieszaniu emocjonalnym i umysłowym, często oficjalnie kwalifikowanym jako obłęd. Jednak o tym, który powraca z jakąś wartością dodaną, uzyskaną dzięki niezwykłej przytomności umysłu, ostremu intelektowi, sprawnie funkcjonującej świadomości rozróżniającej, śmiało możemy powiedzieć, że jest właśnie twórcą - kimś równocześnie wrażliwym i silnym.
Nie rozumiem więc dlaczego np. o poetach mówi się, że są ludźmi nie mającymi kontaktu ze światem, oderwanymi od rzeczywistości, uwznioślonymi, etc. Poeta stąpa przecież po ziemi twardo, jak mało kto; nie dość bowiem, że stąpa, to jeszcze z tego stąpania wyciąga wnioski, widzi w tym stąpaniu to, co w nim jest immanentnie zawarte, a jednak dostrzegalne dla niewielu, widzi też ziemię pod swoimi stopami, i to tak dokładnie, jakby w ogromnym przybliżeniu - dostrzega bowiem jej skład, strukturę, i w związku z tym niejednokrotnie potrafi przewidzieć, czyli zobaczyć wcześniej niż inni, czy ta ziemia, aby przypadkiem za jakiś czas się nie otworzy, czy też jednak, w swej łaskawości, zechce utrzymywać i nieść nas dalej. Wszak nie bez kozery wyraz "wieszcz" oznacza nie tylko poetę, ale również proroka.
Nie można zatem być poetą będąc li tylko kimś wrażliwym; tej wrażliwości zawsze musi towarzyszyć moc, odporność wobec treści, które przez siebie się filtruje.

czwartek, 19 marca 2015

"Był sobie raz rzeźbiarz, który stał pochylony nad wielkim blokiem granitu. Każdego dnia rzeźbił i rył w bezkształtnym kamieniu. Któregoś ranka odwiedził go mały chłopczyk. "Czego szukasz?" - zapytał. "Poczekaj, to zobaczysz" - odparł rzeźbiarz. Chłopiec wrócił po kilku dniach, a w tym czasie rzeźbiarz wykuł już w granicie pięknego konia. Chłopiec wpatrywał się w niego z rozdziawioną buzią. Potem odwrócił się do rzeźbiarza i zapytał: "Skąd wiedziałeś, że on tam jest?""

Jostein Gaarder "Świat Zofii"


Dostrzec niedostrzegalne dla innych... A potem, poprzez akt twórczy, poprzez swoje dzieło, pokazać im to, podzielić się swoim widzeniem, swoim odkryciem.

środa, 07 stycznia 2015

Nieustająco fascynuje mnie twórczy proces; pisałam już o tym kilkakrotnie. Fascynuje mnie to, że tak nieoczekiwanie może wydobyć się z człowieka coś, czego on sam do końca sobie nie uświadamiał, a czasem nawet wcale. To dlatego, ze względu na to wydobywanie, twórczość jest twórczością, efekt końcowy zaś - powieść, wiersz, rzeźba, obraz, talia kart, kolaż, etc. - jest ukoronowaniem tego procesu, metą do której się szło, czasem biegło, czasem przystawało się po drodze wyjąc z bólu, czasem pędziło się tam z radością i dzikim zaśpiewem. Każda chwila w tym procesie jest jak rodzenie się wciąż od nowa. Ten, kto ukończył dane dzieło, jest już kimś innym niż ten, który je rozpoczął.

niedziela, 26 października 2014

Pisać (tworzyć) można tylko nago tj. bez wstydu, bez onieśmielenia tematem, bez zastanawiania się, co ktoś pomyśli o tym nad czym właśnie pracujemy. Jedyne, co ma pozostać to twórca i dzieło; wystarczająco wiele, nieraz bardzo głęboko skrywanych czynników wpływa na tę relację, żeby jeszcze czymkolwiek ją warunkować, tym bardziej, iż uwarunkowana zostałaby automatycznie sfałszowana, sfabrykowana, a jej wynikiem na pewno nie byłoby dzieło, lecz tylko sztuczny twór, który z nikim z zewnątrz nie mógłby rezonować, nie znalazłby żadnego odbiorcy. Artysta musi pozostać sam z podejmowanym przez siebie tematem i zadać sobie tylko jedno pytanie: "Czym to - co chcę wyrazić - jest dla mnie?" i kiedy poczuje, że zaczyna to rozumieć, co rozpozna po tym, iż dany temat będzie wciąż powracał do niego na jawie i we śnie, pośrednio i bezpośrednio - wówczas może (a nawet musi, gdyż prawdziwa twórczość wynika z wewnętrznego imperatywu, któremu nie jest w stanie nie ulec) zacząć tworzyć, gdyż tylko poprzez swoje dzieło, pracę nad nim, dostanie pełną odpowiedź na powyższe pytanie, odpowiedź niewyrażalną w żaden inny sposób.

niedziela, 16 marca 2014

Pisanie oczyszcza, autoegzorcyzmuje, a to oznacza tyle, że pisząc nie tyle uwalnia się swoje wewnętrzne demony (choć, oczywiście nie tylko temu służy i nie tylko taką rolę ma pisanie), co transformuje się je w coś innego. A wszystko jest lepsze od demona oddziałującego z wewnątrz, z ukrycia, wywołującego bez transformacji, bez ujawnienia i przekształcenia, niepokojące objawy nad którymi ktoś, kogo demony - kompleksy, fobie, lęki, kody, wzorce, stłumione wspomnienia - zamieszkują, panuje w niewielkim stopniu, a tak naprawdę wcale. Trudno bowiem panować nad czymś, z czym - siłą rzeczy - nie można skonfrontować się inaczej jak tylko poprzez skutki jego działania, które jednak o tyle są istotne, iż wskazują na swoje przyczyny, a dopiero dotarcie do tychże umożliwia rozpoczęcie wspomnianej transformacji. Najlepiej zaś dokonać jej, oddając się właśnie pasji - czy to pisaniu, malowaniu, fotografowaniu, itp. - słowem - temu czemuś przez co wyraża się dusza. Pasja dlatego tak świetnie spełnia tu swoją rolę, gdyż w sposób wyjątkowy, ustanawiając wartość nadrzędną w stosunku do wyjściowej, co potocznie znane jest jako kreatywność, twórczość, łączy w sobie działanie świadomości i podświadomości.
To jest koło ratunkowe, potem można już płynąć. I niczego wówczas nie zakładać - ani tego, gdzie się dopłynie, ani po co. Jeśli wykonuje się coś z sercem, dotrze się tam, gdzie trzeba.

środa, 23 marca 2011

Haiku stwierdza fakt, jako taki. Im lepsze haiku, tym mniej w nim jego autora, tj. jego osobistego stosunku do faktu, który opisuje. Dlatego też maleńkie, trzywersowe haiku miewa tak potężną siłę rażenia - w samym fakcie, jako takim, pozbawionym już na starcie (w momencie zapisu) ludzkiego pierwiastka, widać jak właśnie ów nagi fakt, sam z siebie, potrafi (odbiorcy, czytelnikowi) postawić włosy na głowie (najczęściej z przerażenia), wywołać salwę niekontrolowanego śmiechu, atak płaczu, uczucie żalu, smutku, tęsknoty, refleksję a to o przemijalności, a to o rzeczach odwiecznych. Z czego płynie prosty wniosek, że wszystko jest w nas, że to nasze reakcje na świat ów świat tworzą. Pozorne jest jednak stwierdzenie, że istnieje coś takiego jak fakt obiektywny. Może on zostać zarejestrowany (np. właśnie zapisany) w sposób obiektywny. Jednak zaistnienie jakiegoś faktu w rzeczywistości już jest wynikową czyichś reakcji na fakty wcześniej przez niego zastane, które z kolei...(zostały już przez kogoś wytworzone, współtworzone). Dlatego, śmiem twierdzić, przyjmowanie czegoś obiektywnie i subiektywnie, jest tak naprawdę umowne. W rzeczywistości te płaszczyzny stale się na siebie nakładają. Nie ma faktu, który mógłby zaistnieć bez czyjegoś udziału, a to już w pewnym sensie podważa rzeczywistość istniejącą obiektywnie. W haiku, gdzie autor jest niewidzialnym narzędziem, rejestruje coś przez siebie zastanego, nie umieszczając w tym swoich emocji, najlepiej widać do czego człowiek jest zdolny i jak wygląda świat tworzony przez niego w każdej chwili jego życia. 


| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna