Anna Goluba

Wpisy z tagiem: uwolnienie

piątek, 20 listopada 2015

Swoboda.
Jedna z tych rzeczy, która może zostać odebrana zanim dobrze się ją poznało lub w ogóle poznało. Bo można jej nie poznać wcale. Nie zaznać.
Swoboda w zachowaniu, w okazywaniu uczuć, w wypowiadaniu tego, co się myśli. Swoboda bycia. Sobą.
Odebrana zanim się jej zaznało, jak wszystko, co zniknęło zanim się zrodziło, może być bardzo trudna do odzyskania.
Dlatego ten tekst jest przeznaczony głównie dla rodziców. Dla tych z Was, którzy zaczynają się orientować, że Wasza relacja z dzieckiem uległa pewnemu usztywnieniu, jakby odśrodkowemu zahamowaniu, a Wy nie wiecie, czemu tak się stało.
Łatwo to jednak ustalić. Trzeba zapytać siebie - dlaczego moje dziecko nie ma ochoty uczestniczyć w zajęciach na które je zapisuję, dlaczego nie chce spędzać czasu w taki sposób w jaki mu proponuję? Przecież to byłoby dla niego najlepsze.
Na pewno?
Najlepsze, tak naprawdę, dla kogo?
W tym momencie może zacząć budzić się Twoja świadomość. Jeśli bowiem uważasz, że to, co proponujesz dziecku jest dla niego najwspanialsze, że Ty zawsze o tym marzyłeś...Zatrzymaj się. Jesteś już w domu. W domu przebudzonej świadomości, musisz teraz tylko rozpoznać, co tu dają :-)
Ty marzyłeś. To Ty marzyłeś.
Nie jesteś swoim dzieckiem, ani ono nie jest Tobą. Twoje dziecko nie musi marzyć o tym samym, o czym marzyłeś Ty. Nie dość na tym. To, co kiedyś było dla Ciebie równie ważne, jak oddech, dla niego może być całkiem obce, a czasem nawet odpychające, tłamszące...
Zamiast więc wpychać dziecko w SWOJE rozmaite wizje dotyczące jego obecnego, a zarazem przyszłego życia, bo każda obecna chwila jest zalążkiem tak przeszłej, jak i następnej, wysłuchaj go. Zapytaj, czy odpowiada mu to ubranie, które na niego zakładasz? Zapytaj, czy na pewno chce chodzić na kurs tańca lub jakikolwiek inny? A może po prostu zapytaj, co go interesuje. Jeśli jednak zabierzesz mu swobodę ruchów, rozumianą w szerokim znaczeniu tego słowa, swobodę przejawiania jego jestestwa... Nie zdziw się, jeśli któregoś dnia, najpierw jako już trochę starsze, coraz bardziej świadome siebie dziecko, a potem już jako dorastający, wreszcie dorosły człowiek, w pewnej chwili zniknie. Nawet jeśli będzie tuż obok Ciebie, nie będziesz w stanie go wyczuć, dosięgnąć, w żadnej sprawie, ani prośbą, ani groźbą. Bo ktoś, komu odebrano swobodę przejawiania się, pozostanie zamknięty - siłą rzeczy. To zamknięcie, z upływem czasu, będzie się coraz bardziej uszczelniać, a wewnątrz niego będą narastać, ogromnieć sprawy, talenty, potrzeby, pragnienia, które nieuwolnione wtedy, gdy była ich pora, stopniowo zaczną wynaturzać się, zaprzeczać same sobie... Z tego, co mogło być dobre, życiodajne, twórcze, zrodzą się dziwne twory - najpierw na poziomie energetycznym, ponieważ jednak nic nigdy na nim nie pozostaje, tylko zaczyna się zagęszczać, a potem materializować, ważny jest czas.
Więc pomyśl. Zacznij słuchać. Słuchaj uważnie tj. w stanie otwartości. Tak, jak pewnie nigdy nie wysłuchano Ciebie, inaczej przecież nie próbowałbyś  niczego dziecku (nieświadomie) narzucać.
Słuchanie, na początku, sprawi Ci trudność. Będziesz musiał bowiem odstawić wszystkie swoje filtry tj. przekonania, zasady z którymi dorastałeś i z których nie wszystkie są Twoje, nie synchronizują z twoim wnętrzem. Będziesz musiał oddzielić jedne od drugich. Te, które nie są twoje będą bardziej napierały na Twój sposób myślenia, po tym je rozpoznasz. Kiedy zaś już zostaniesz z tym, co według Ciebie jest jedynie słuszne i na pewno Twoje, to też będziesz musiał odstawić wsłuchując się w pragnienia i potrzeby Twojego dziecka. Nie jesteś bowiem w stanie szybko rozpoznać co z tego, co teraz wyznajesz, i co pozwala Ci funkcjonować, stanowi składową systemu asekuracyjnego umożliwiającego ci przetrwanie mające niewiele wspólnego z życiem. Takie rozpoznanie to złożony proces, niejednokrotnie wydłużający się w czasie, w dodatku nieco podstępny w swym charakterze. Utrwalone struktury energetyczne nie poddają się łatwo, tymczasem Twoje dziecko dopiero rozpoczyna swoją drogę.
Kiedy więc postanowisz go wysłuchać, odstaw na bok wszystko.
Wtedy samoistnie się otworzysz. I to nie tylko na tę jedną, kilka, czy wiele rozmów z dzieckiem. Otworzysz się całkowicie, nic bowiem nie dzieje się na jednej płaszczyźnie. Tak, jak w Tarocie każdy, opowiadający o twoim życiu, układ kart, nigdy nie jest jednopoziomowy, tak, i analogicznie, nasza psyche, aktywizuje się zawsze na wielu poziomach równocześnie. Na wielu poziomach synchronicznie żyjemy, odczuwamy, myślimy. Stan całkowitego otwarcia spowoduje więc otwarcie u ciebie tego, co kiedyś zostało zamknięte. Może nie od razu, ale... Nigdy nie jest za późno. Bo czas, owszem, jest ważny. Ale po pierwsze - jest umowny. A po drugie - powiedzieć o nim, że jest linearny, to duże uproszczenie.
Ciągle jesteś tamtym dzieckiem.
Nie projektuj go jednak na swoje własne, bo każda taka projekcja jest zaprzeczeniem życia i hamuje jego przepływ.
Słuchaj. A potem działaj według tego, co usłyszysz. Niezależnie od tego, jakie to ci się wyda. Nie znasz tego. Nigdy nie zaistniało to w Twojej głowie tj. nigdy nie było Twoim marzeniem, pragnieniem. Wysłuchaj, zadziałaj adekwatnie. Potem obserwuj uważnie to, co się będzie działo. Zdziwisz się, jak piękne może być to, wobec czego nie ma się żadnych oczekiwań.

sobota, 13 lipca 2013

 "W rzeczywistości prawdziwa poezja niczego nie wypowiada; odhacza tylko możliwości, otwiera wszystkie drzwi. Każdy może przejść przez te, które mu odpowiadają. [...]
   Jeśli moja poezja zmierza ku jakiemuś celowi, to ku temu aby uwolnić ludzi od przymusów, wewnątrz których widzą i czują."


Jim Morrison "Wilderness. Dzikie pustkowie"

poniedziałek, 10 czerwca 2013

To jest seks. Dochodzisz pomału, ale nie możesz tego przerwać, nie możesz przestać - mimo, że czasem naprawdę chcesz, bo w końcu kto lubi, aby cokolwiek było silniejsze od niego. Ale nie dajesz rady. To jest wszędzie tam, gdzie ty, nie odstępuje. Więc ulegasz, i już nie wiesz, kto tu rządzi. Albo po prostu lubisz tak myśleć. Tak jest wygodniej. I w końcu widzisz szczyt. Jest tutaj, czekał od dawna, tylko na ciebie. Brama otwiera się z hukiem, ciężkie, żeliwne skrzydła uderzają na boki z taką siłą, że aż lekko wracają do środka. Ale to wszystko dzieje się tylko w twojej głowie. Albo aż.
Przechodzisz przez bramę.
I wtedy pojawia się pierwsze słowo.
Pociąga za sobą kolejne i kolejne.
Po pewnym bezczasie widzisz przed sobą gotowy wiersz lub opowiadanie.
Gotowość czasem jest pozorna. Czasem poprawiasz tu i ówdzie. Szlifujesz do połysku. Kilka ostatnich pocałunków na przyspieszonym, zduszonym oddechu.
Kropka na końcu ostatniego zdania.
Albo i nie.
To zależy.
To jest papieros po. Może być, jeśli ktoś pali. Albo akurat ma ochotę zapalić. A jeśli nie, to nie.
Czujesz się lekko, nie myślisz o niczym.
Nie musisz się z niczego tłumaczyć. Przed nikim. Przed sobą też nie. Wyzwolenie. Jesteś. Ni mniej ni więcej. W sam raz.
Życie bardzo się upraszcza po udanym seksie.
Tylko na chwilę, ale jednak.

sobota, 01 września 2012

Ludzie się nie zmieniają.
Któregoś błogosławionego dnia, a właściwie w pewnej, błogosławionej chwili, po prostu przestają bać się tego, kim są naprawdę. Nie chcą dłużej być tym, kim im kazano lub kim by wypadało. A nawet nie w tym rzecz, że nie chcą. Nie mają już siły odgrywać ról, nosić masek, przybierać póz. Przekroczenie tego punktu kulminacyjnego jest równoczesne z wyłamaniem się przez nich z układów w których dotąd pozostawali. Układ zaczyna się wtedy chwiać, co zagraża jego misternej, pozorowanej - jak to jest w przypadku każdego układu - konstrukcji. A że wszystko, co kiedykolwiek, jakkolwiek zaistniało w obliczu zagrożenia walczy o przetrwanie, tak jest i tutaj. To właśnie dlatego, ci, którzy siebie odnaleźli, ci, którzy dokonują owego wyłomu i siłą rzeczy muszą iść dalej, słyszą wówczas od innych pełne pretensji, konsternacji i przede wszystkim skrywanego strachu (drżenie układu w posadach sprawia, że ci, którzy go jeszcze nie rozpoznali mają wrażenie, że to ich własny świat zaczyna się rozsypywać, co oczywiście nie jest prawdą) oznajmienia: "No, wiesz, nie poznaję cię", "Takiego cię nie znałem".
Takie słowa należy potraktować jak zielone światło na Drodze.

sobota, 13 sierpnia 2011

Żeby zmienić swoje życie (oczywiście, jeśli taka zmiana jest postrzegana jako upragniona / potrzebna / konieczna) czasem potrzeba wielu, wielu lat.
Ale tak naprawdę wszystko, cały proces rozpoczyna się i jednocześnie kumuluje w jednej, jedynej myśli - "chcę zmienić swoje życie".
Pozostań z tą myślą przez chwilę, pobądź z nią i w niej. Pozwól, żeby wypełniła ciebie całego, twój umysł, każdą komórkę twojego ciała. Nie dywaguj, nie zadawaj pytań, nie oddawaj się wątpliwościom ani nadziejom. Niech ta myśl cię wypełni, niech się w tobie umocni.
Za jakiś czas, może po kilku minutach, godzinach, tygodniach po raz pierwszy usłyszysz od kogoś lub przeczytasz gdzieś zdanie, które będzie niczym znak pokazujący ci w jakim kierunku masz teraz iść. Z upływem czasu tych znaków będzie coraz więcej. Odczytując niektóre z nich będziesz przeżywać olśnienia i uniesienia, inne wywołają u ciebie wewnętrzne wzdrygnięcia, odruchy niechęci, przy jeszcze innych wzruszysz obojętnie ramionami... Będziesz uczyć się siebie od nowa w sposób całkowicie naturalny.  
Nie wszystkie nowe etapy Drogi będą należały do najłatwiejszych na świecie, inne wręcz będą wydawały ci się stratą czasu. Możesz też mieć wrażenie, że to wszystko jest ułudą, że stoisz w miejscu, że nigdzie nie wyruszyłeś. Ale już w następnej chwili, gdy tylko rozejrzysz się wokół siebie, zorientujesz się nagle, że przecież znajdujesz się w miejscu w którym nigdy przedtem nie byłeś, że krajobraz, który cię otacza jest ci zupełnie nieznany. A i ty sam jesteś teraz kimś innym niż byłeś dotąd. Zmiana bowiem rozpoczęła się w twoim wnętrzu, uwolniona energia przemieniła to, co cię otaczało, po czym wróciła do ciebie, "mówiąc": "popatrz, czego dokonałeś, bądź z siebie dumny". Rozpoznasz więc siebie samego na nowo, urodzisz się na nowo - bo to przecież były narodziny, jak każdym innym towarzyszyły im zarówno ból, jak i radość, czasem trudno było rozróżnić jedno od drugiego.
Nikt ci już tego nie odbierze, choć z pewnością niejeden będzie próbować. Jednak raz uwolniona energia jest już nie do zatrzymania, choć działa na bardzo subtelnych, (pozornie) niezauważalnych poziomach.
Nazwij to magią.
Nazwij to swoją własną naturą.
Obie nazwy są jednakowo adekwatne.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Słowo "ucieczka" powinno zostać wykreślone ze wszystkich słowników na świecie.

Nie istnieje coś takiego jak "ucieczka".
Nie ma możliwości ucieczki.

Dziwisz się, dlaczego po raz kolejny jesteś w związku z kimś, kto cię przytłacza i gnębi? Pytasz, jak to się mogło ponownie stać - bo przecież z całą pewnością nie jesteś masochistką. Tak naprawdę nigdy jednak nie rozstałaś się ze swoim oprawcą. Jesteś niewinna, ale on mieszka w tobie i od czasu do czasu uzewnętrznia się, czy też raczej odzwierciedla w mężczyznach, których napotykasz. Dopóki nie zrozumiesz odkąd, w jaki sposób i dlaczego tak się dzieje, nic się nie zmieni. Będziesz wiązała się z kolejnymi, podobnymi do tego jednego dopóty, dopóki nie zrozumiesz, co życie próbuje ci powiedzieć. Tak, niewykluczone, że przez jakiś czas wręcz będziesz musiała pobyć sama, żeby wszystko na nowo poukładać sobie w głowie. Ale czas, jaki poświęcisz sobie nie może być stracony. Stracisz go wtedy, gdy oddasz go komuś, kto nie będzie go szanował, bo nie będzie szanował ciebie.

Kolejna kobieta sprawia, że tracisz siły życiowe, nie masz na nic ochoty i nic cię nie cieszy? Może też przy okazji napomyka ci od czasu do czasu o tych wszystkich innych okropnych kobietach, które niczym bluszcze oplatają się wokół mężczyzn, nie pozwalając im na swobodny oddech, że o rozwijaniu własnych zainteresowań i pasji nie wspomnę. Przedstawia ci się w sposób tak dobitny, a ty nadal nic? Co takiego w tobie i dlaczego na to pozwala? Tak, możesz spakować się choćby w tej chwili, wyjechać jak najdalej od niej, zatrzeć za sobą wszystkie ślady. Jak myślisz, ile minie czasu, zanim znów ją spotkasz? Kilka tygodni, miesięcy, lat? Na pewnym poziomie czas nie istnieje. Oczywiście, będzie miała inaczej na imię, będzie miała inne wykształcenie, kolor włosów, inne przyzwyczajenia, styl ubierania. Ale niebawem znów zacznie brakować ci tlenu i przestrzeni.

Ucieczka jest niemożliwa, ale pożegnania i rozstania tak; jak najbardziej. Prawdziwe zrozumienie powoduje, że przestajesz "karmić" daną sytuację swoją energią, a więc tym samym przestaje ona powtarzać się w twoim życiu.
Zrozumienie sprawi, że zaczniesz widzieć bez przesłon. W twoich ruchach i sposobie bycia pojawi się pewność i jasność - zbyt oślepiająca dla kogoś, kto do tej pory żył w Cieniu i nie pozwalał ci być tym, kim jesteś naprawdę. 

piątek, 17 czerwca 2011

Nawet najgorsze rzeczy w naszym życiu dzieją się po coś; po to mianowicie, aby człowiek zrozumiał kim jest, dokąd dąży i czego tak naprawdę
pragnie. Te najgorsze zdarzenia są niczym klin, który rozszczepia zastałe struktury stworzone z naszych utartych poglądów i przekonań. Prawdziwy tragizm sytuacji polega jednak na tym, że w rzeczywistości nie należą one i nigdy nie należały do danego człowieka, nie są jego; zostały mu bowiem wmówione zanim zdążył cokolwiek w życiu wybrać, zanim zdążył o czymkolwiek zadecydować. Po czym można poznać czy owe idee przynależą do niego, czy też nie? Ano właśnie po sile rażenia wspomnianych zdarzeń, które przychodzą do człowieka wtedy, gdy rodzi się w nim świadomość rozróżniająca. Gdy tylko bowiem raz jeden, jedyny, człowiek zatrzyma się i powie "nie" temu, co nie jest jego, co odczuwa jako zadrę we własnym sercu i we własnej duszy, jako gwałt na swojej psyche - wówczas już nie będzie mógł się cofnąć. 
Czy zawsze tym ponownym niejako narodzinom musi towarzyszyć najpierw ból, a potem walka?
Nie.
Nie, jeśli ktoś dorastał w przyjaznym środowisku, tj. w środowisku, które mówiło "tak" jego najpierwszym wyborom, jego najpierwszym odruchom. W środowisku, które mówiło "tak" zamiast znanego wszem i wobec aż za dobrze: "oszalałeś, nikt w naszej rodzinie nigdy się czymś takim nie zajmował!"
No i co z tego?
Ale teraz się zajmuje.
I też przecież należy do rodziny, a więc ma pełne prawo, aby - zarówno kontynuować usankcjonowane już tradycje - jak i zapoczątkować nowe. W żadnym stopniu nie jest to jego kaprys. Każda bowiem energia, a więc i ta, która służyła podtrzymywaniu, kontynuowaniu i wypełnianiu danej tradycji, kiedyś w końcu się wyczerpuje.
Z upływem czasu okazuje się też, że jedno zawiera w sobie potencjał drugiego.
I tak np. w rodzinie w której tradycją jest prywatna praktyka stomatologiczna w pewnym momencie pojawia się ktoś, kto po godzinach pracy ma zwyczaj malować obrazy. W dodatku zaskakująco (lecz tylko dla otoczenia) różne od tego, jakim człowiekiem wydaje się on na co dzień, bowiem: "Nie jesteśmy tak mało skomplikowani, jakby - dla zaspokojenia swych potrzeb - życzyli sobie tego nasi przyjaciele." (Virginia Woolf "Fale") Ale to już nieco odrębny rozdział. Teraz ważne jest to, że dla następnego członka rodziny malowanie obrazów może okazać się już nie tylko hobby pozwalającym mu na chwilowe "odrywanie się" od rzeczywistości i jej odreagowywanie, lecz wypełni go całego, będzie stanowiło kwintesencję jego życia, podczas gdy sama możliwość kontynuowania (wciąż przykładowej) stomatologicznej praktyki będzie jawiła mu się jako coś zupełnie abstrakcyjnego i w żaden sposób do niego nieprzystającego.
Nie ma nic bardziej naturalnego niż to właśnie przesunięcie. Bo nasze plany i zamysły są tak naprawdę częścią, składową Wielkiego Planu, który realizuje się przez całe pokolenia, ale nie w sposób tak jednostajny i monotonny, jak podpowiada nam to nasz strach i wynikająca z niego skłonność do zachowawczości. Ten Plan jest wiecznie żywy, co więcej - jest tak skonstruowany, aby bezustannie mogła się w nim przejawiać nasza wolna wola; to jej istnienie zapewnia mu realizację.  
Paradoksalne? Wcale nie. Ale o tym pisałam już w innym artykule.

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna