Anna Goluba

Wpisy z tagiem: odczytywanie energii

piątek, 08 sierpnia 2014

Nic tak doskonale nie odzwierciedla nastawienia człowieka do życia, jak jego nastawienie do osoby zajmującej się dywinacją, z usług której ów człowiek korzysta. Polecam to uwadze korzystających i proponuję, tylko i wyłącznie dla ich dobra, aby sięgali po tego typu usługi w chwili, gdy są wyciszeni i otwarci na porady i przepowiednie. Dzięki temu dywinacyjna konsultacja nie zamieni się w koncert życzeń, usilnie i na różne sposoby uaktywniany zawsze tylko z jednej strony, tj. ze strony kwerenda, gdyż żaden wróżbita, żadna wróżka nie spełnia niczyich życzeń. Naszym zadaniem jest bowiem odczytywać karty, dokładnie w taki sposób, w jaki ułożą się one w rozkładzie, ni mniej, ni więcej.

piątek, 28 lutego 2014

Granica, niewidzialna. Przekraczając ją zostaje się bez skóry. Można to robić (w tym sensie, że jest to wykonalne), skóra bowiem z powrotem narasta, i to nawet twardsza; choć prawdę mówiąc to, co skrywa, nagle wydaje się być jeszcze bardziej miękkie niż przedtem, jednak twardość nowej warstwy skóry pozwala nie pamiętać o tym na co dzień... Ową skrywaną miękkość zaś odczuwa się rzadko, w sytuacjach tylko ekstremalnych; wówczas jednak słyszy się krzyk, a właściwie wrzask własnej duszy...
Przekraczając ową niewidzialną granicę, co zawsze, zwłaszcza na początku, daje poczucie, że wszystko jest możliwe, że jest się kimś niezwyciężonym, wszechwładnym; kimś, kto może stwarzać swój świat wciąż od nowa, samą tylko myślą, należy zadać sobie pytanie - czy warto? Czy właśnie tak należy teraz postępować? Czy ze swoją własną mocą, częstokroć jawiącą się innym jako dzika i nieokiełznana, mimo, że do pewnego, bardzo wysokiego poziomu kontrolowana jest od wewnątrz (co zresztą okazuje się być pułapką), nie zostanie się w końcu samemu, nie wiedząc, co począć z umiejętnościami tyleż dla innych zadziwiającymi, co budzącymi ich obawy? Czy to, co zaczęło się w pewnej - uchwytnej, a jakże! - chwili, dziać, nie jest już tylko igraniem z mocą, zabawą dla zabawy, wypróbowaniem własnej wytrzymałości, poszukiwaniem (własnego) nieba lub piekła, prowokowaniem Boga, naigrywaniem się z diabła; kuszeniem losu dla samego kuszenia, po to tylko, żeby zobaczyć, co się stanie, i czy tym razem również wyjdę z tego cało, a jeśli tak - to kim będę, i czy w ogóle siebie rozpoznam?
Warto te pytania sobie zadawać.
I póki jest czas, nadać mocy kierunek; nie zostawać sam na sam z ową mocą dla której nie ma zastosowania, która stopniowo wchłania swojego rzekomego mocodawcę od wewnątrz, sprawiając, że świat zewnętrzny zaczyna mu się jawić jako oddzielony szklaną taflą, przez którą żadną miarą nie może się przedrzeć.
Wszak nie bez kozery, w Tarocie, po karcie Mocy, pojawia się Wisielec...

czwartek, 20 lutego 2014

Wolę dosadność niż gładkie słówka.
Wolę bezpośredniość, nawet jeśli odczuwam ją jako krzywdzącą i niesprawiedliwą dla siebie, niż gładkie, wymuskane słówka.
Od czasu do czasu spotykam wygładzonych ludzi posługujących się właśnie tylko i wyłącznie takimi słówkami.
Są bardzo uprzejmi. Bardzo mili, bardzo eleganccy we wszystkim, co robią. Bardzo bezkrwiści. Bardzo wyjałowieni ze wszelkich emocji. Bardzo sterylni i nieludzcy we wszelkich międzyludzkich kontaktach.
Tak, wiem - jest to jedna, i to pewnie jedna z najsilniejszych barier ochronnych, jaką może stworzyć sobie człowiek w obawie przed zranieniem, ośmieszeniem, wystawieniem na szwank tego, co w nim najcenniejsze; sprzeniewierzeniem tego w imię żadnej racji. Ale prawda jest taka, iż ci wygładzeni ludzie są sami przed sobą bardzo głęboko schowani i niezależnie też od siebie oddziałują na innych tak, jak wampiry energetyczne. Zabijają po cichu i uprzejmie.
Kiedy chce się ich poznać - a wynika to z jednej strony z braku wiary, że można być tak wygładzonym do cna, a z drugiej ze zwykłej reakcji zwrotnej, bo oni bardzo uprzejmie i delikatnie, a jak się z upływem czasu okazuje bezwzględnie i bez cienia empatii, wykazują chęć, aby nie tyle zbliżyć się do nas, co wypełnić sobą naszą mentalną przestrzeń, zająć nasze myśli bez żadnych zobowiązań - trafia się w pustkę, bo zawsze są gdzieś indziej niż zwykłe ludzkie zainteresowanie, współodczuwanie, oddech, odruch i dotyk.
Ta pustka wysysa. Uprzejma, wygładzona, stwarzająca pozory życia, nieludzka pustka.
Parafrazując więc słowa pewnej znanej piosenki, powiem tak: strzeżcie się wygładzonych ludzi. Strzeżcie się tych, którzy stwarzają, wytwarzają pozór życia, bo pozór życia jest gorszy niż śmierć.
Bardzo chcę wierzyć, że ich też kiedyś ktoś, coś przebudzi i to znieruchomienie, zastygnięcie energetyczne w którym tkwią, z pewnością nie do końca zdając sobie z tego sprawę, opuści ich i że jakimś cudem nie sprawi im to bólu, choć każde rozdarcie zasłony, jak sama nazwa wskazuje - rozdarcie - musi boleć. Ale lepsza jest chwila wyzwoleńczego bólu niż grzebanie żywcem samego siebie i innych.
Strzeżcie się, bo energię traci się bardzo szybko, a odzyskuje się ją czasem bardzo wolno, i to w trakcie żmudnego procesu; jeśli więc tylko ktoś jest wobec was bardzo uprzejmy, bardzo uważający, staranny w słowach, podkreślający swoją skromność i niedoskonałość, a jednocześnie waszą wspaniałość, i to od pierwszej chwili waszej znajomości (przy czym pochlebstwa, które słyszycie tak naprawdę mocno was schematyzują i opiniują, trudno się jednak od nich uwolnić i im zaprzeczać, są wszak tak miłe), a was znienacka przechodzi dreszcz lub czujecie zimno, jakby ktoś oblał was wodą - uciekajcie, gdzie pieprz rośnie. Jak już kiedyś wspominałam - instynkt samozachowawczy działa niezawodnie, ale nie w trybie ciągłym. Zlekceważenie go ma cenę, której naprawdę nie warto płacić.

wtorek, 25 czerwca 2013

Tarot to (min., oczywiście) czysta logika. Wystarczy popatrzeć na porządek następujących po sobie kart, czytanych od początku lub od końca, i to zarówno w talii jako takiej, jak i w układzie zaistniałym w kontekście danego pytania lub bez niego.
Ta logika, która nieraz aż krzyczy, jednoznacznie wskazuje, że w życiu, a Tarot jest z nim nierozerwalnie związany, gdyż jest żywy, nie ma miejsca na przypadek.

niedziela, 01 lipca 2012

  - "Kiedy spotkam miłość?" - to pytanie chyba najczęściej jest zadawane Tarotowi. I bywa, że słysząc je podczas konsultacji czuję strach - strach,
który płynie od osoby zadającej pytanie; jest obecny w jej napiętym głosie, ukrywa się w spojrzeniu uciekającym gdzieś w bok. Całe ciało kuli się do środka, kiedy się boimy. Zapadamy się, chowamy do wewnątrz, bo tam czujemy się bezpieczni. Nie chcemy już nigdy więcej być zranieni; tak, jak miało to miejsce w poprzednich związkach, w poprzednich latach. Nigdy więcej bólu. Tymczasem to, czego się boimy jest już przecież poza nami; minęło. My, jako uczestniczący w tamtej historii, w tamtym doświadczeniu, również przeminęliśmy. Takich już nas nie ma. Przez to co się nam wydarzyło, nauczyliśmy się czegoś nowego. Nie musimy sobie tego w pełni uzmysławiać - jeśli będzie to nam potrzebne, odezwie się i nas obroni. Ten system jest niezawodny; nasz wewnętrzny system obronny. Gdyby nie istniał nie bylibyśmy w stanie iść naprzód. A jednak idziemy i pytamy. Pytamy, ale nie wierzymy w samych siebie. Tak, jakbyśmy czuli się winni temu, co nam się przydarza. Tymczasem, rzeczywistość nas otaczająca działa na zasadzie zwierciadła - odbija to, co jest w naszym wnętrzu, pokazuje na jakim etapie Drogi jesteśmy.
  Chcemy miłości, bo słusznie przeczuwamy, że jest największą mocą, jaka istnieje. Wyostrza zmysły, pozwala dostrzec niedostrzegalne, jest delikatna, a jednocześnie trudno się jej oprzeć. Ale nie można chcieć jej dostać. Ona przychodzi, poniekąd sama, wtedy, gdy może... Lubi swobodny przepływ, a strach go uniemożliwia. Człowiek, który się boi jest zawieszony w przeszłości - bo nie można bać się tego, co dopiero ma nadejść. Nie poznamy tego, co nadejdzie, dopóki tego nie doświadczymy. Nawet, jeśli widać to w kartach. Takie rozkłady są warunkowe.
Za każdym więc razem, kiedy pojawiają się nam, wyświetlane wewnętrznym projektorem obrazy, trzeba powiedzieć sobie (można i na głos:-)) - "To już było. Oglądam film, który tak naprawdę znam na pamięć".
  Komuś, kto jest przelękniony Tarot opowiada o tym strachu. Pokazuje jego korzenie, a te czasem sięgają bardzo głęboko; (toksyczne, zniewalające) związki partnerskie, jakie są naszym udziałem są bowiem jego objawem, a nie przyczyną...Korzenie wiją się w mrocznych czeluściach, bywa, że sięgają kilka pokoleń wstecz... Ile trzeba mocy, żeby to przeżyć, ile siły! Ona jest w człowieku, który siedzi przede mną podczas takich spotkań; który przychodzi na nie zwykle zalękniony, ale zaczyna przemieniać się już w trakcie rozmowy; przemienia się dzięki sobie, bo to w głąb siebie zagląda za pośrednictwem Tarota. I jeśli tylko utrzyma w sobie ten stan, nie będzie musiał miłości szukać, ona sama go znajdzie, bo człowiek rozumiejąc samego siebie nawet nie zauważy, kiedy siebie pokocha, a to będzie oznaczało, że jego serce znów bije równo i mocno; bez lęku. I wtedy spotka tego drugiego, bo podobne przyciąga podobne, miłość rozpozna siebie w sobie; to dlatego kochający się ludzie odczytują swoje myśli i dokańczają po sobie zdania. Są jednym, bo miłość jest jedna, przenika wszystko... Zbyt idealistyczne? Nie. Naturalne; idealistycznie może to brzmieć w czasach, jakie są, ale miłość jest uniwersalna, i o tym trzeba pamiętać; ona istnieje poza czasem...Można to rozumieć na bardzo wiele sposobów. Nawet śmierć nie stanowi dla niej bariery, jeśli już raz miłość zaistnieje, prawda? Każdy z nas przecież o tym wie, każdy kto czyta te słowa, potrafi to zrozumieć. Tym samym staje się więc jasne, że strach jest czymś narzuconym, nienaturalnym, jest przywoływaniem diabła, wielkiego pozoranta, bo jego władza jest pozorna, choć może przejawiać się straszliwie, a przez to wydawać się - sic! - autentyczna...
  "To już było" - trzeba więc sobie powiedzieć, i powtarzać do skutku, w chwilach, gdy czujemy szarpnięcie w tył. Miłość przychodzi tam, gdzie ma otwarte drzwi, ona nie jest nachalna. Tacy są najwięksi wojownicy, którzy świadomi są swej mocy. I tacy musimy być my, jeśli ma nas napełnić. Odważni, ale nie buńczuczni. Otwarci, ale nie narzucający się.
  Nie możemy wytwarzać żadnych iluzji, jeśli chcemy prawdziwej miłości, a strach mający swoje źródło w tym, co już się dokonało, jest właśnie tylko iluzją; która jednak będzie mocno trzymała nas w szachu, jeśli na to pozwolimy.
  Tak naprawdę mamy być tacy, jacy jesteśmy; bez przesłon.




piątek, 13 maja 2011

"W dwudziestym wieku fotografie świetlistej poświaty emanującej z liści, przedmiotów nieożywionych i ludzkich odcisków palców dały nam naoczne potwierdzenie tego, co mistycy od wieków nazywali aurą. Wiele osób wierzy, że tak zwana fotografia kirlianowska (nazwana tak od rosyjskiego małżeństwa, które wynalazło cały proces) - rzeczywiście ukazuje pola energii. W latach siedemdziesiątych dalsze badania prowadzone na Standford University przez jednego ze światowych ekspertów nauki o kryształach, Williama A. Tillera, doprowadziły do hipotezy, iż "owo promieniowanie emanujące czy to z liścia, czy odcisku ludzkiego palca, może pochodzić z czegoś, co istniało jeszcze przed uformowaniem się materii [...] i co [...] może być innym poziomem substancji, wytwarzającym hologram, spójny wzorzec energetyczny liścia, który jest polem energetycznym dla organizowania się materii w budowie tej konkretnej organizacji fizycznej".*

[...] naukowe poszukiwanie dowodu istnienia tych tajemniczych energii wciąż trwa. [...] możliwe jest, że kolejne odkrycia docierają do nas poprzez świadomość zbiorową (nasz własny system telekomunikacyjny), tak jakby ktoś wysyłał nam szeptem krótkie wiadomości".


* Peter Tompkins, Christopher Bird, "The Secret Life of Plants"

James Redfield, Carol Adrienne, "Niebiańska przepowiednia. Praktyczny przewodnik"

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna