Anna Goluba

Wpisy z tagiem: kreatywność

niedziela, 17 stycznia 2016

Z małego puzderka, chyba atłasowego, na pewno zaś w kolorze ciemnej czerwieni, wyjąłeś pierścionek. Spojrzeliśmy na siebie i w jednej chwili powiedzieliśmy sobie wszystko, nie wypowiadając ani jednego słowa. Zacząłeś wyjmować pierścionek - wielki, niemalże dwumetrowy facet próbujący ukryć wewnętrzne drżenie, pochylił lekko głowę, a właściwie głowa sama mu się pochyliła pod wpływem napięcia nieudolnie owo drżenie maskującego, a nawet je potęgującego, wielki więc, barczysty facet o mocnym choć zawsze jakby przyciszonym głosie, teraz wyciszony już do cna, wydobywał maleńki pierścionek z małego pudełeczka, jakby to był wielki głaz, który utknął w szczelinie świata, a od tego, czy mu się to uda, czy nie, miały zależeć nasze dalsze losy. Bo i przecież zależały. Po chwili, która na zawsze zawiesiła się w wieczności, i miała do mnie powracać wiele, wiele razy na jawie i we śnie, w końcu się udało. Włożyłeś mi pierścionek na palec. A ja wyprostowałam rękę na całą długość, lekko rozchyliłam palce dłoni, żeby lepiej przyjrzeć się pierścionkowi. Nie podobał mi się. Był ze złota - w żółtym kolorze, którego nie znoszę. To żółte złoto stanowiło oprawę dla czerwonego kamienia. Kamień dla odmiany był piękny, mienił się niezwykłym, głębokim, czystym blaskiem. Tyle, że całość nie komponowała się tak, jak trzeba. Nie przejmowałam się tym jednak. Uśmiechnęłam się patrząc na niego, potem odwróciłam się i spojrzałam na ciebie. Odpowiedziałeś uśmiechem, z nieskrywaną ulgą, wiem, że bałeś się, czy pierścionek mi się spodoba. Mój uśmiech powiedział prawdę, bo kiedy znów spojrzałam na pierścionek, ten wyglądał już inaczej. Żółte złoto zniknęło, zastąpiło je takie, jakie lubię - stylizowane na stare, lekko przyciemnione. Tworzyło ażurową skrytkę, owalną i wypukłą, dla ukrytego wewnątrz niej kamienia. Ten ażur raz przywodził na myśl dalekowschodnie wzory, wydawało się, że widać w nim węże, motyle, rozmaite stworzenia, może maski, innym znów razem kojarzył się z najnowocześniejszymi wzorami geometrycznymi, matematycznymi równaniami w których zaklęta była tajemnica wszelkiego stworzenia, źródło wszechbytu. Kamień zaś uwidoczniał się dopiero wówczas, gdy poruszałam dłonią; gdy nachyliło się pierścionek pod odpowiednim kątem, nagle zaczynał on pobłyskiwać czerwonym światłem, które trudno było od razu pojąć, nikt bowiem nie podejrzewałby, że można w ten sposób wpasować kamień w pierścionek; wszystkie kamienie we wszystkich pierścionkach znanych ludzkości prezentowały się zawsze ostentacyjnie, wypinały się, nadymały sobą, te najmniejsze i największe, te szlachetne i te mniej... A tu taki figiel. Pierścionek był piękny. Magiczny; to była żywa, nieskalana, stara jak świat, magia. Wspięłam się na palce, objęłam cię za szyję, a ty uniosłeś mnie do góry.
  - Musiał być robiony na zamówienie - powiedziałam cicho prosto w twoje ucho. - Nie ma możliwości, żeby istniał na świecie drugi taki pierścionek.
  - Narysowałaś go kiedyś, pamiętasz?
  W pierwszej chwili nie wiedziałam o czym mówisz i już miałam prosić cię o wyjaśnienie, gdy nagle przypłynął do mnie obraz sprzed lat: siedziałam na jakimś obłędnie nudnym i w związku z tym również ciągnącym się w nieskończoność, wykładzie na uniwerku, i nie chcąc usnąć, narysowałam, zaprojektowałam ten pierścionek.
  Pokazałam ci go wtedy. A może w innym czasie, kto to wie?
  - Mogłabym być projektantką biżuterii, nie sądzisz? - zapytałam, śmiejąc się. To miał być trochę żart, trochę nie. Kiedyś marzyłam o takiej pracy, ale zrezygnowałam z tego marzenia, z wielu różnych powodów. A może nie chciałam tego wystarczająco mocno? Może bałam się, że nie okażę się dość dobra? Albo... Marzenie jednak nie całkiem się rozpłynęło. Stałeś przecież wtedy przede mną z moim projektem w ręku, nagle dziwnie zamyślony. Wyglądałeś jak ktoś, kto wpadł na pewien pomysł, ale był tym tak zaskoczony, że wydawało się, iż to pomysł wpadł na niego, przechwycił go, mówiąc - to ja, to mnie szukałeś, choć o tym nie wiedziałeś.
  - Mogę to wziąć? - zapytałeś.
  Pamiętam, jak bardzo się zdziwiłam i jednocześnie ucieszyłam. Nie zapytałam po co ci mój projekt, choć wydawało się, że takie pytanie powinno paść, że aż się ono prosi, aby je postawić, ale byłam zbyt szczęśliwa, że podoba ci się to, co zrobiłam, aby myśleć o jakichkolwiek powinnościach.
  - Jasne - odpowiedziałam, z trudem opanowując się, żeby nie podskoczyć do góry z radości, zupełnie, jakbym była małą dziewczynką.
  I oto miałam go teraz na palcu. Po niewielkiej modyfikacji, która nastąpiła natychmiastowo, spontanicznie i samoistnie, a potem jeszcze znalazła swoją przyczynę we wcześniejszym wydarzeniu, uzasadniła samą siebie, wskazała na swoje pochodzenie, zapuściła korzenie w głąb.
  Taki rodzaj tłumaczenia, wizualnego i równocześnie charakteryzującego się niepodważalną logiką, dopasowującego do siebie poszczególne elementy, znałam również z przebywania na jawie. Nigdy mnie ono nie oszukało. Tu, gdzie teraz byłam, śniąc świadomie, mogłam zrobić o wiele więcej - przemienić kształt, który mi się nie podobał w taki, który bez reszty mnie zachwycił.   
  Zupełnie tak, jakby tutaj, w tej przestrzeni w której sen i świadomość przenikają się, tworząc tym samym nowy rodzaj energii, nową jakość, ta osławiona, wolna wola, przejawiała się najsilniej. Dziwne, prawda? A może jednak nie?

wtorek, 09 czerwca 2015

"[...]
W połowie wieku XIX chemicy ustalali struktury i wzory licznych związków chemicznych, znając wartościowość poszczególnych pierwiastków i ogólny skład chemiczny. W wielu przypadkach rzecz była banalna, ale natrafiono na problem - jak przedstawić wzór benzenu? Związek ten ma wzór C6H6, węgiel ma możność stworzenia czterech wiązań, wodór tylko jednego. Jak wykorzystać trzy nie zużyte możliwości wiązania każdego atomu węgla? Odpowiedź przyszła we śnie: [niemiecki chemik organiczny August ] Kekule zobaczył diabelski krąg: sześciu szatanów trzymających się za ogony! Szatany, jak małpy, mogły się chwytać wszystkimi kończynami. Każdy diabeł łapał jednego kolegę za ogon dwiema nogami, jednego jedną ręką, a drugą trzymał maleńką ofiarę, którą był wodór. Powstał piękny pierścień, w którym naprzemiennie występowały pojedyncze i podwójne wiązania między atomami węgla. I ten wzór, zaproponowany przez Kekulego dokładnie 150 lat temu, obowiązuje do dziś.
[druga historia] Przydarzyła się austriackiemu fizjologowi Otto Loewiemu, który badał, czy sygnał z jednego neuronu na drugi pochodzi na skutek bezpośredniego pobudzenia czy może jest to pobudzenie pośrednie poprzez sygnał chemiczny. Czy transmisja jest elektryczna na styk, czy elektryczno-chemiczna. Którejś nocy, z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę roku 1921, miał sen, jak wykonać doświadczenie, przy którego pomocy można by ten problem rozstrzygnąć. Jak przystało na prawdziwego naukowca, miał notesik przy łóżku; zapisał w nim, co należało, po czym zasnął. Rano okazało się, że nie potrafi odczytać tekstu i całą Wielką Sobotę chodził nieszczęśliwy, że, cholera, nie jest w stanie sobie przypomnieć, jak dokonać epokowego odkrycia. Następnej nocy sen na szczęście się powtórzył; Loewi, mieszkający na terenie instytutu, zbiegł do laboratorium i zrobił doświadczenie, z którego wynikało, że chodzi o drugi przypadek. Za to odkrycie dostał Nagrodę Nobla. [...] oczywiście obaj ci uczeni zasłużyli sobie na swoje sny, ponieważ ich treści tkwiły w ich umyśle.[...]"


Prof. Jerzy Vetulani ("Polska - The Times", 1.02.2015)

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna