Anna Goluba

Wpisy z tagiem: przeznaczenie

poniedziałek, 06 października 2014

Węzeł.
Śmiech i płacz zawiązują się w jedno, bo w jednej chwili staje się jasne, odczuwalne aż do samych trzewi, choć często nie w pełni uświadamiane (i tak jest wszak, z pewnych względów, prawidłowo), że od tej pory już nic nie będzie takie samo, jak przedtem. Że to o czym czasem jeszcze się nawet marzyło, ale marzyło się już niemal ostatnim, heroicznym wysiłkiem woli, wreszcie jest. Wreszcie otworzyły się drzwi. Ta, a nie inna Brama.
Wszystkie dotychczasowe okoliczności, tropy, pomysły, myśli zawiązują się podczas jednego, jakże często niepozornego, zdarzenia, które jednak znaczy i to znaczy o wiele więcej niż pozostałe.
Określenie "węzeł" nie do końca mnie zachwyca, jednak fascynuje mnie to, co (akurat w tym kontekście) kryje się pod nim. Cieszę się też, że ktoś zwrócił na to uwagę - że zrobił zoom na mikrozdarzenia w których przez chwilę odsłania się nasza Droga. Warto je wychwytywać, pamiętać o nich, bo bywają etapy w życiu, że pamięć zdaje się być wszystkim, co mamy; jeśli więc podczas najciemniejszej nocy zacznie nam się wydawać, że już nigdy nic się nie wydarzy, nie zadzieje, nie zmieni, to właśnie przecież tylko z pamięci może wyłonić się informacja, że to nieprawda, że warto jeszcze zaczekać.
O takich właśnie węzłach, czyli o momentach przełomowych, jakiś czas temu w swojej audycji opowiedział Dariusz Bugalski, i od tamtej pory ta opowieść za mną "chodzi" i nie chce puścić :-) Może więc jeszcze komuś się spodoba, i coś ważnego przypomni lub uświadomi...

sobota, 03 maja 2014

"Gdzieś w świecie krąży, płynie tajemnicza energia, która, jeżeli zbliży się i nas wypełni, da nam siłę, aby uruchomić czas - coś zacznie się dziać. Dopóki jednak to nie nastąpi, trzeba czekać - wszelkie inne zachowanie jest złudą i donkiszoterią."

"Heban", Ryszard Kapuściński


To jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie najbardziej trafnych opisów energii reprezentowanej w Tarocie przez Wisielca - XII Wielki Arkan.
Najpiękniejsze zaś w nim jest to, że jak widać nie jest opisem tej karty sensu stricte, nie został zaczerpnięty z żadnej książki o Tarocie, lecz dotyczy właśnie energii w / w karty.
Bo poprzez pryzmat Tarota można odczytać - w sensie dosłownym i przenośnym - absolutnie wszystko, a więc nie tylko słowo pisane, ale też mówione, dzieła sztuki, filmy, sztuki teatralne, krajobrazy; Tarot przenika również poprzez sceny z życia codziennego i niecodziennego - a więc wojny, powodzie, katastrofy, jak też wszelkie radosne święta, nasze własne, prywatne, jak i te o szerszym np. krajowym lub światowym zasięgu.
Mając dar czytania kart, czy też mówiąc szerzej - dar odczytywania energii, jej przejawów, zanim zostaną one zmaterializowane, takie Tarotowe tropy można wyśledzić wszędzie. To bardzo wzbogaca wiedzę, zarówno dotyczącą życia, jak i samego Tarota, który z życiem, a więc i z jego wszelkimi zmianami, postępem ewolucyjnym, jest nierozerwalnie związany i mieści w sobie wszystko od początku stworzenia do wyczerpania wszelkich form, co jest logicznie nieuniknione.
Nie mając daru, również można śledzić Tarotowe przejawy, można poprzez to, co nas dosięga i w nas wnika, odczuć jaka też karta mogłaby to zobrazować. Dla każdego będzie to bardzo, ale bardzo indywidualny odczyt, uwarunkowany przez różne czynniki, takie jak własne przeżycia i doświadczenia, wrażliwość, emocjonalność, inteligencja, otwartość, itp. Przeprowadzając takie własne małe i większe, ukierunkowane lub spontaniczne, śledztwa, można również nauczyć się i pogłębić swoją wiedzę na temat życia i kart, jednak nie można nauczyć się wróżyć. To jest dane - nomen omen - tylko osobie mającej dar.
Tym wpisem odpowiadam na e-maile, które od czasu do czasu dostaję i które dotyczą tego właśnie zagadnienia - mianowicie tego, czy Tarota, wróżenia z niego, można nauczyć się z książek? Jak więc już wspomniałam - wróżenia nie można się nauczyć. Trzeba tę umiejętność mieć w sobie, od urodzenia. Jeśli się jej nie ma, też można zapoznać się z Tarotem, bo to największy fenomen, największy przejaw szeroko rozumianego geniuszu z jakim może zetknąć się człowiek. Absurdem jednak jest uczenie się znaczeń kart na pamięć. Znaczenie karty zmienia się w zależności od kart otaczających ją w układzie, ten zaś zależy od pytania, potrafi przy tym być również wielopoziomowy tj. równocześnie odpowiadać na pytania z różnych dziedzin życia danej osoby. Albo niespodziewanie, sam z siebie, także poprzez ten sam układ, położony przecież na określone pytanie, przed czymś ostrzec lub zapowiedzieć jakąś fantastyczną nowinę. Jaki więc ma sens uczenie się kart na pamięć? Żaden. Kontakt z Tarotem ma być żywy, elastyczny - bo taki jest Tarot.


Rzut na układ kart.  


Ze wszystkich wypowiedzi, jakie słyszałam odnośnie uczenia się Tarota najbardziej wartą wspomnienia była wypowiedź pewnej młodej kobiety w telewizyjnym talk - show. Przyznała, że uczestniczyła kiedyś w kursie nauki Tarota, próbowała go zgłębiać, bo bardzo ją pociągał; chciała też korzystać z niego w życiu, a w przyszłości zająć się wróżeniem zawodowo. W trakcie nauki dotarła do niej - szczęśliwie - jedna, lecz za to bardzo istotna - rzecz. Taka mianowicie, że aby czytać karty trzeba mieć, jak to określiła, tzw. rzut, czyli od jednego spojrzenia na układ kart ogarnąć, poczuć o czym on mówi, jaki jest jego wydźwięk, przekaz. Powiedziała, że jeśli się tego nie ma, prawidłowy odczyt kart jest niewykonalny.
Zgłębiam wszystko, co możliwe i niemożliwe :-), na temat Tarota od wielu lat. I to była naprawdę najbardziej trafna i jednocześnie najbardziej uczciwa wypowiedź w tym temacie z jaką się spotkałam.
Mam nadzieję, że wyczerpująco odpowiedziałam tym, którzy wysyłają do mnie e-maile w powyższej sprawie. Dar czytania kart jest takim samym darem, jak każdy inny w tym sensie, że dany z góry wymaga odkrycia, a następnie wykorzystania - z pełnym zaangażowaniem i szacunkiem. Nie oznacza to oczywiście, że ci, którzy daru nie mają nie powinni dotykać kart. Tak, jak wspomniałam - te karty pomagają lepiej i pełniej żyć, warto więc je poznać. Ale nie obrażać wkuwając ich znaczenia na pamięć, nie nadużywać wróżąc innym, jeśli nie jest to nam przeznaczone - bo tym właśnie jest korzystanie z daru - wypełnieniem przeznaczenia. Najlepszą metodą na spotkanie i zapoznanie się z energią Tarota dla tych, których on pociąga, ale są już na tyle siebie świadomi, iż wiedzą, że ezoteryka nie jest ich drogą, może być np. - na początku - wyciągnięcie karty (może być najpierw właśnie jedna) z intencją, aby zobrazowała wydarzenie, które kiedyś już zaistniało w ich życiu, o którym wiedzą dokładnie czym dla nich było i co im przyniosło. Taki sposób daje możliwość konfrontacji własnych odczuć z wizerunkiem przedstawionym na karcie, ocenieniem na ile wewnętrzne odczucia i wspomnienia oraz Tarotowy obraz synchronizują ze sobą, na ile ujawnia się tu coś, co było zakryte, choć przecież wydawało się, iż rzecz dotyczy przeszłości, która jest już rozdziałem zamkniętym, a przede wszystkim wiadomym... Nic nigdy nie zamyka się do końca, tylko transformuje. I nic nie jest do końca wiadome, bo gdyby było, ten świat nie musiałby trwać dalej; to tajemnica podtrzymuje życie, a stopniowe jej odkrywanie zwyczajowo odbieramy jako ewolucję. Oddziaływania z przeszłości dają znać o sobie na wiele sposobów i to w najmniej spodziewanych momentach. Ileż to razy, wielu z nas (wszyscy? :-)), powiedzieliśmy sami do siebie: "Myślałam / - em, że to już jest skończone..., że już tak nie zareaguję..."
Nie zmienia to jednak faktu, że to konfrontacyjne, synchroniczne ćwiczenie nawiązujące do przeszłości, pozwoli początkującym stopniowo, na tej samej zasadzie, poprzez z kolei zadawanie pytań dotyczących bieżącego dnia, na lepszy wgląd w teraźniejszość, a tym samym - niezauważalnie - również w przyszłość, ponieważ kształtujemy ją w każdej chwili; każda zaś obecna chwila jest zalążkiem następnej...
Nie jest to oczywiście, siłą rzeczy, nauka wróżenia, lecz metoda wyostrzająca intuicję, pobudzająca wyobraźnię i zdolności wizualizacyjne, które silnie mogą wpłynąć na strefę snu, i stać się dodatkowym źródłem, dostępnych już dla każdego, snów proroczych.


Czystość intencji - podstawa i warunek konieczny.


Życzę powodzenia w spotkaniu z Tarotem, które i tak zapewni wszystkim pasjonatom tych magicznych kart, czysta i nieskazitelna intencja, czyli chęć, pragnienie, aby Tarot naprawdę stał się ich powiernikiem, przewodnikiem i doradcą.

czwartek, 15 grudnia 2011

Wystarczy odpuścić, a wtedy to, czego dotąd szukaliśmy pełni napięcia, znajduje się samo. Dlaczego? Bo gdy odpuścimy, ma wreszcie otwartą drogę do nas, napięcie natomiast stwarza niewidzialną, lecz bardzo silną zaporę, blokadę energetyczną, powodującą z kolei, że każda droga zamienia się w ślepą uliczkę w której w dodatku jest ciemno i nerwowo. Jak zatem szukać? Tak, żeby to, czego szukamy nas znalazło?

Spokojnie, z wewnętrznym przekonaniem - "Wiem, że znajdę. Niewykluczone też, że znajdę coś zupełnie innego, niż to, czego szukam, a wtedy okaże się, że właśnie o to chodziło, choć nim wyruszyłam na poszukiwania, nie miałam o tym pojęcia". Sam bowiem już moment "startu", a potem proces poszukiwawczy porusza energię wokół nas.
To jest tak, jakbyśmy - w sposób czynny, będąc swoimi własnymi emisariuszami - wysyłali w świat zawiadomienie o naszym pragnieniu. Prędzej lub później dostaniemy odpowiedź. Taką, jakiej się spodziewaliśmy lub taką, jaka dopiero się przed nami odsłoni. Ale dostaniemy ją na pewno. I odtąd już nic nie będzie takie samo, jak przedtem; zarówno w mikro -, jak i w makroskali naszego świata. Bo temu właśnie służy każda wyprawa - zmianie. 


piątek, 17 czerwca 2011

Nawet najgorsze rzeczy w naszym życiu dzieją się po coś; po to mianowicie, aby człowiek zrozumiał kim jest, dokąd dąży i czego tak naprawdę
pragnie. Te najgorsze zdarzenia są niczym klin, który rozszczepia zastałe struktury stworzone z naszych utartych poglądów i przekonań. Prawdziwy tragizm sytuacji polega jednak na tym, że w rzeczywistości nie należą one i nigdy nie należały do danego człowieka, nie są jego; zostały mu bowiem wmówione zanim zdążył cokolwiek w życiu wybrać, zanim zdążył o czymkolwiek zadecydować. Po czym można poznać czy owe idee przynależą do niego, czy też nie? Ano właśnie po sile rażenia wspomnianych zdarzeń, które przychodzą do człowieka wtedy, gdy rodzi się w nim świadomość rozróżniająca. Gdy tylko bowiem raz jeden, jedyny, człowiek zatrzyma się i powie "nie" temu, co nie jest jego, co odczuwa jako zadrę we własnym sercu i we własnej duszy, jako gwałt na swojej psyche - wówczas już nie będzie mógł się cofnąć. 
Czy zawsze tym ponownym niejako narodzinom musi towarzyszyć najpierw ból, a potem walka?
Nie.
Nie, jeśli ktoś dorastał w przyjaznym środowisku, tj. w środowisku, które mówiło "tak" jego najpierwszym wyborom, jego najpierwszym odruchom. W środowisku, które mówiło "tak" zamiast znanego wszem i wobec aż za dobrze: "oszalałeś, nikt w naszej rodzinie nigdy się czymś takim nie zajmował!"
No i co z tego?
Ale teraz się zajmuje.
I też przecież należy do rodziny, a więc ma pełne prawo, aby - zarówno kontynuować usankcjonowane już tradycje - jak i zapoczątkować nowe. W żadnym stopniu nie jest to jego kaprys. Każda bowiem energia, a więc i ta, która służyła podtrzymywaniu, kontynuowaniu i wypełnianiu danej tradycji, kiedyś w końcu się wyczerpuje.
Z upływem czasu okazuje się też, że jedno zawiera w sobie potencjał drugiego.
I tak np. w rodzinie w której tradycją jest prywatna praktyka stomatologiczna w pewnym momencie pojawia się ktoś, kto po godzinach pracy ma zwyczaj malować obrazy. W dodatku zaskakująco (lecz tylko dla otoczenia) różne od tego, jakim człowiekiem wydaje się on na co dzień, bowiem: "Nie jesteśmy tak mało skomplikowani, jakby - dla zaspokojenia swych potrzeb - życzyli sobie tego nasi przyjaciele." (Virginia Woolf "Fale") Ale to już nieco odrębny rozdział. Teraz ważne jest to, że dla następnego członka rodziny malowanie obrazów może okazać się już nie tylko hobby pozwalającym mu na chwilowe "odrywanie się" od rzeczywistości i jej odreagowywanie, lecz wypełni go całego, będzie stanowiło kwintesencję jego życia, podczas gdy sama możliwość kontynuowania (wciąż przykładowej) stomatologicznej praktyki będzie jawiła mu się jako coś zupełnie abstrakcyjnego i w żaden sposób do niego nieprzystającego.
Nie ma nic bardziej naturalnego niż to właśnie przesunięcie. Bo nasze plany i zamysły są tak naprawdę częścią, składową Wielkiego Planu, który realizuje się przez całe pokolenia, ale nie w sposób tak jednostajny i monotonny, jak podpowiada nam to nasz strach i wynikająca z niego skłonność do zachowawczości. Ten Plan jest wiecznie żywy, co więcej - jest tak skonstruowany, aby bezustannie mogła się w nim przejawiać nasza wolna wola; to jej istnienie zapewnia mu realizację.  
Paradoksalne? Wcale nie. Ale o tym pisałam już w innym artykule.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna