Anna Goluba

Wpisy z tagiem: tarot

sobota, 28 kwietnia 2018

  Na dnie największych, najgęstszych ciemności zawsze iskrzy Światło.


  Jeżeli Anioł, widniejący na XIV Wielkim Arkanie Tarota, zachwieje się, straci równowagę, przestanie być tym, kim jest i stanie się swoim przeciwieństwem. Jeśli bowiem wskutek owego gwałtownego poruszenia, wytrącenia z harmonii, upadnie, przeistoczy się - nie inaczej - w upadłego Anioła, który zobrazowany jest na kolejnym Wielkim Arkanie. Obydwaj zatem stanowią jedność, tyle, że jeden personifikuje moc sprzed upadku, a drugi już po nim, pokazując, poprzez swoje oddziaływanie, skutki zachwiania kosmicznej (a zatem także każdej innej, występującej na każdym poziomie Drzewa Życia) równowagi. To przejście czasem jest trudne do wychwycenia, dlatego, jak zawsze i wszędzie - zwłaszcza podczas dywinacji, kiedy w rozkładzie pojawi się któraś z wymienionych kart - trzeba być uważnym, trzeba o tym pamiętać. O tym, że nic nie jest ostateczne, że żadna, najpotężniejsza nawet energia, wraz ze swoją personifikacją, nie uosabia ostatecznej instancji. Dotyczy to również wysłanników, pośredników, jakimi są Anioły. Na niedosiężnym, niewyobrażalnym dla ludzi poziomie ich moce tracą swoją indywidualność, autonomię, podległe są bowiem Wyższej Woli. Do pewnego momentu jednak decydują sami.
  Karta Umiarkowania, XIV Wielki Arkan, jako wróżba nie oznacza zatem tylko błogiego, bezkarnego nie - dziejstwa, umajonego spokojem dnia, tygodnia, czy roku... Ostrzega również, jak każda karta będąca zarazem przesłaniem i poradą, żeby nie stać, nie zatrzymywać się za długo w jednym miejscu, nie przelewać z pustego w próżne, nie powtarzać w nieskończoność pewnych zachowań, nawyków, etc., gdyż powtarzalność wytwarza energetyczną sieć z której trudno się wyplątać. Sieć ta jednak nie znajduje się już w obszarze oddziaływania XIV - ego Arkanu, tylko właśnie kolejnej karty, kolejnego pola na które przechodzi się niepostrzeżenie, tj. nie będąc tego w pełni świadomym, stosując wobec siebie szereg samooszukańczych sztuczek, byle tylko nie przyznać przed samym sobą, że to, co dotąd się znało, wyczerpało już swój potencjał energetyczny, wypaliło się, nie przekłada się dłużej na sprzyjające okoliczności. Grzęznąc bezrefleksyjnie w umajeniu, (a bywa, że i upojeniu) nie zauważając, że życiodajne soki i wody zamieniły się w truciznę, wkracza się w astralną sferę XV - ego Arkanu, w dziedzinę Diabła.
  Analogicznie, oczywiście - gdyż wszystkie karty Tarota są ze sobą powiązane i każda poszczególna zawiera w sobie pozostałe - Diabeł oznacza owe wędzidła, ale radzi również - zachowaj spokój. Śledź swój oddech, wyrównaj go. Nie szarp się, wyrusz, a zobaczysz gdzie dojdziesz. Nie bój się przy tym niekonwencjonalnych sposobów postępowania, nowatorskich rozwiązań; z czasem wykrystalizuje się z nich nowa wartość. W ten sposób wkracza się z powrotem w obszar kosmicznej równowagi, przed oblicze potężnego Anioła sprzed upadku, w obszar harmonijnego Umiarkowania, gdzie każda najdrobniejsza rzecz, zdarzenie bywa odbierane jako błogosławieństwo, tak samo, jak przedtem, podczas rządów Diabła, zdawało się (sic!) przekleństwem. Nie jest jednak to ten sam Anioł, którego jakiś czas temu się pożegnało. Bo staje się przed Nim już jako ktoś inny - a więc i On jawi się, pokazuje, inaczej, w nowej odsłonie, dotąd niedostępnej. Koło Fortuny, zobrazowane na X Wielkim Arkanie, obraca się bezustannie, ale nigdy nie zabiera tej samej energii, tych samych prądów, tej samej fali.


Dla zainteresowanych, dla pasjonatów Tarota i nie tylko - inne moje teksty prozatorskie i poetyckie na temat Tarota, dywinacji, ezoteryki i magii znajdują się tutaj, tutaj i tutaj

piątek, 16 lutego 2018

Tarot mówi:

0. Głupiec

 - Nawet ignorancję jestem w stanie podnieść do rangi sztuki; lub raczej swego rodzaju artyzmu obliczonego albo tylko dla moich korzyści albo dla czystej (często nieliczącej się z innymi) przyjemności zabawy energią; lubię bowiem się nią bawić, żeby zobaczyć, jaki to przyniesie efekt. Ciekawość, która mnie przepełnia, jest ciekawością eksperymentatora - sprawdzam, jak zadziała dany (od)czynnik (społeczny, socjologiczny, behawioralny, psychologiczny, emocjonalny, laboratoryjny etc.), jak zachowa się istota (człowiek, zwierzę, owad, roślina,), którą poddam eksperymentom. Zanim jednak wychwycisz różnicę między sztuką (którą również czasem zapoczątkowuję, nie przywiązując się do tego zanadto), a pozbawionym głębszej refleksji samozwańczy artyzmem, kuglarstwem, będę już gdzieś indziej.... Jestem tym, co się kształtuje, choć istniało od zawsze.   
  Jestem uporządkowanym chaosem. Jestem Twoją nadzieją i rozpaczą. Jestem Twoim potencjałem i otchłanią. Użyj mnie, zawiruj ze mną, oszalej,  inaczej wiecznie będziesz stać w miejscu. Dzięki mnie możesz odkryć nowe lądy lub wielką pustkę. Takim, jakim mnie użyjesz, takim mnie będziesz miał. Dokładnie tak też będzie na każdym kolejnym etapie; wszystko zależy od tego, jak ukierunkujesz swój potencjał. Możesz go też zmarnować - w tym  wcieleniu; zmarnowanie tego, co drzemie w Twoim wnętrzu spowoduje, że inkarnujesz się i będziesz zaczynać od nowa, przy czym zostanie częściowo  zabrana pamięć przeżywanych obecnie doświadczeń; musisz się więc zastanowić, czego chcesz i na czym Ci zależy. We mnie jest wszystko.


1. Mag

 - Ja też pojawiam się i znikam, ale nie dlatego, że ćwiczę sztukę ignorancji. Chociaż... Jeśli jesteś wyjątkowo podatny na wpływy, prowokujesz mnie tym... Ale przede wszystkim jestem wierny zmienności. Jestem Wielkim Kochankiem Wielkiej Zmiennej. Nie nadążam sam za sobą, ale też i się o to nie staram. Każda chwila niesie prawdę. Prawda chwili następnej może być zupełnie inna od prawdy chwili poprzedniej. Tylko mi nie mów, że Cię mamię lub czaruję... Przecież nie ciągnę Cię nigdzie na siłę. Nigdy niczego nie nakazuję. Za to coś pokazuję. Zadziwiam. Wprawiam w zachwyt. Budzę zgorszenie. Oszałamiam. Proponuję. A potem, często, choć nie zawsze, ta propozycja rozwiewa się, jak mgła; jestem poza tym, nie biorę za to odpowiedzialności. Jednak to właśnie przy mnie i dzięki mnie, pierwszy raz od dawna masz wrażenie, że wreszcie zaczynasz żyć. Dostrzegasz intensywność owego życia w każdym drobiazgu.
  Widocznie tak miało być. Widocznie jestem Ci do czegoś potrzebny. Ale niczego Ci nie obiecuję. Cokolwiek sobie obiecasz w związku ze mną będzie wynikało z Ciebie, a nie ze mnie. I nigdy nie próbuj zamykać mnie w swoich imaginacjach (mimo, że to ja w znacznej mierze je wywołuję), ani w żadnych schematach. Wówczas zniknę tak, jakby mnie nigdy nie było.


2. Kapłanka

  - Nie wiesz, czego nie wiesz.
  I dopóki ta jedyna i niepodważalna prawda nie przeniknie Cię na wskroś możesz spędzić u mych Bram nawet całe wieki. Ja mam czas. Mam cały nieskończony ocean czasu. Stać mnie na to. Stać mnie na to, żeby trwać w milczeniu i znieruchomieniu. Jestem ciszą. Jestem strażniczką Tajemnicy, która ujawni się, gdy nadejdzie właściwy czas; nic i nikt nie będzie w stanie temu zapobiec. A póki co - gromadzę - wszystko i na wszystkich poziomach. Jestem skarbnicą. Jestem intuicją przenikliwą jak strzała, wglądem szybszym od myśli. Sama zaś moja obecność - czysty potencjał wszechmożliwości - otwiera inne światy. Widzę je, przenikam sobą. I nie komentuję. Prawda jest wszak niewyrażalna. Tam, gdzie pojawia się słowo, tam pojawia się równocześnie nazwa, zamknięcie w schemacie, ograniczenie, bowiem żadna nazwa nigdy nie dosięgnie istoty rzeczy, bo owa istota jest zmiennością w swej niezmienności, jest narodzinami i śmiercią zarazem, jest wielością w jedności. Wiedz zatem tylko jedno; jeśli zatrzyma Cię to, iż nie wiesz, czego nie wiesz, a w moim  królestwie będziesz miał nieustannie takie poczucie, bo wszechświat jest wciąż na nową przejawiającą się nieskończonością, nigdy nie ruszysz z miejsca. Ja mam czas. Mówiłam to już? Uważaj, pomału odsłania się moje drugie oblicze... Czy potrafisz to znieść? W tym czasie bowiem, w czasie przeczekanym, tym który przekroczył samego siebie, odsłania się strefa zamieszkana przez istoty zrodzone z Twoich najgłębszych, często nawet nieznanych Ci lęków, wątpliwości, goryczy, niepewności, pragnień... Daję Ci wiedzę, żebyś mógł się z nimi skonfrontować (co - uprzedzam - będzie przypominało walkę na śmierć i życie z samodzielnie istniejącymi potworami; nie daj się zwieść - akurat w ich przypadku tak nie jest), zasymilować, aby stać się (w przyszłości) totalną całością. Spośród umiejętności, tak charakterystycznych dla mojego wymiaru - świata daję Ci też umiejętność śnienia na jawie, a z kolei poprzez jawę przeniknięcia w Wielki Zbiorowy Sen Ludzkości; daję Ci szansę na uświadomienie sobie, że sen i jawa są jednością, różnymi językami opisują - obrazują to samo. To moje dary dla Ciebie. I tak jak na każdym etapie - możesz je przyjąć, albo zlekceważyć. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.


3.Cesarzowa

 - Znam moc oddziaływania myśli. Kreuję z nich całe światy, korzystając z tego, co jest pod ręką, a czego tak wielu nawet nie zauważa. To bardzo twórcze i rozwijające zajęcie. Na poprzednim etapie nie miałam dość odwagi, żeby się go podjąć albo raczej miałam ją, ale wolałam się z tym nie ujawniać. Teraz się nie boję. Bo teraz jestem gotowa. Materia to zagęszczona energia, jeśli więc przekieruję swoją uwagę gdzieś indziej, tam też powstanie moje nowe cesarstwo. Jest nieskończenie wiele możliwości, każdą z nich tworzy myśl. W razie czego się zawsze mogę się wycofać, w razie czego mogę wejść dalej (a potrafię przecisnąć się nawet przez najmniejszą szczelinę między światami; dosłownie i w przenośni), w razie czego pójdę inną drogą; dostrzegam to, co jest niedostrzegalne dla innych, potrafię przyczaić się aż do momentu, kiedy będę mogła w bezpieczny dla siebie sposób wykorzystać swoje talenty, umiejętności; kiedy będę mogła uwolnić swój potencjał. To ja decyduję, kiedy nastąpią narodziny. A żeby każde dziecko - jakkolwiek się przejawi - było w pełni zdrowe, musi pozostać w ukryciu, w macicy, w ciemnościach i w wodzie, w swoim naturalnym środowisku.
  Znam cenę za pośpiech. Poznałam ją, kiedy byłam Głupcem. Znam cenę za igranie z czasem. Poznałam ją na etapie Maga. Znam cenę za czas zmarnotrawiony. Poznałam ją, gdy byłam Kapłanką. Choć jednocześnie, jako Głupiec, nauczyłam się korzystać z chwili. Jako Mag - rozpoznawać i chwytać właściwy moment. Jako Kapłanka nauczyłam się zaś sztuki niezłomnego czekania; poprzez widzenie tego, co nadchodzi, potrafiłam pozostać nieporuszona, wiedząc, że mój najlżejszy ruch mógłby naruszyć harmonię świata. Jestem naturalną równowagą. Jestem zarazem godna podziwu. Prawda? Nie musisz odpowiadać. I tak znam odpowiedź. Myśl o tym, i o mnie, co tylko chcesz. Że jestem zarozumiała. Że znam swoją wartość. Obie odpowiedzi są poprawne, jak zawsze, jak na każdym etapie. Zawsze jedno dopełnia drugie. Dopiero Trójca wieńczy dzieło. Myślałam, że o tym wiesz.


4. Cesarz

  - Wszystko jest dopuszczalne, o ile jest dozwolone, czyli usankcjonowane ogólnie przyjętymi normami. To ja wyznaczam normy. Poznałem swoje  granice, zatem ustanawiam je również na zewnątrz, ponieważ wszystko działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Nikt nie rozpoznaje swojej istoty natychmiastowo i całościowo. Życie polega na odkrywaniu. Jest nim. Dlatego potrzebne są zasady. Bez nich można łatwo zachłysnąć się tym, co się  odkryło. Najpierw trzeba poznać ścianę przez którą chce się przejść. Trzeba ją poznać, żeby zrozumieć, iż jej nie ma. Takie zrozumienie jest jak błysk. Bez odpowiedniego przygotowania mogłoby tylko oślepić. Dlatego musisz najpierw dobrze się usadowić, zorganizować w świecie materii. Skupić się na tym, co racjonalne, na tym, co powstało na długo przed Twoimi narodzinami. Musisz - tak, kocham to słowo - dbać o swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo innych ludzi. Dlatego potrzebne są ramy, wytyczne, zasady. Kim byśmy byli bez nich? Wrócilibyśmy z powrotem do jaskiń.
  Och, tak… Bywam bezwzględny, nie przebieram w słowach. Ale tylko wtedy, gdy mnie nie słuchasz. Gdy myślisz, że jesteś mądrzejszy nie tylko ode mnie, ale też od samego siebie, a siebie jeszcze nie poznałeś. Nie mówiąc o mnie. Jestem od Ciebie odległy, jak Gwiazda. Bo poznałem siebie. Tak, potrafię postawić na swoim. Stąpam twardo po ziemi. Potrafię też wybuchnąć, gdy trzeba. A trzeba wtedy, gdy materia skorupieje. Staram się o tym pamiętać. Gdy zapominam, Twoje śmieszne, małe bunty uświadamiają mi, że czas zmienić strukturę. Podczas, gdy Tobie wydaje się, że dokonałeś rewolty. W obrębie cesarstwa nie ma na nią miejsca. Włączam Twoją rewolucję w mój system, a Ty nawet nie wiesz, jak i kiedy to się dzieje; bo tutaj wszystko jest poddane kontroli. Bez kontroli nie ma cesarstwa. Ale dbam o to, żeby w jego ramach trwało życie. Zauważ - "trwało życie" - to kluczowy zwrot. W każdym trwaniu zawiera się niebezpieczeństwo zastoju, lecz jednocześnie trwanie jest warunkiem niezbędnym w dojrzewaniu, osiągnięciu wewnętrznej mocy. Ja, oczywiście, dbam, żeby w cesarstwie dojrzewał i wzrastał Duch, z którym spotkasz się na kolejnym etapie.


5. Kapłan

  - Nie jesteś tylko tym, czym myślisz, że jesteś. Lub - mówiąc inaczej i nie próbując Ci niczego insynuować - Twoje istnienie nie przejawia się tylko  poprzez świat materii. Jeśli tak właśnie dotąd myślałeś, byłeś w błędzie. Pamiętaj zatem, iż możesz dosięgnąć tego, co jest poza Tobą, i co jednocześnie wypływa z Twojego wnętrza, o ile tylko będziesz prawy i szlachetny. Uczciwy w swoich poszukiwaniach siebie samego. O ile pojmiesz, że wszystko, czego potrzebujesz jest w Tobie, a świat zewnętrzny to odzwierciedla. Era kontrolowanych wybuchów minęła; Duch się wydestylował. Wąska jest ścieżka dla wybranych. Muszą niekiedy przemieszczać się między przepaściami. Nurkować w kosmiczne Czarne Dziury i wychodzić z drugiej strony. Czasem poranieni. Muszą nauczyć się traktować swoje rany jako dowód, świadectwo, część procesu, lecz bez kultywowania ich, bez przywiązania. Rany nie są konieczne, ale są stopniami, szczeblami drabiny. Od Ciebie będzie zależało, czy w górę, czy w dół.
  We mnie masz powiernika i przewodnika. Jedynego. Nie będziesz miał innych poza mną. Choć ukażę Ci się w różnych postaciach, będę miał różne twarze, profesje, płcie; czasem spotkamy się tylko na chwilę, czasem spędzimy razem lata. Jestem bowiem personifikacją tej cząstki Ciebie, którą rozpoznajesz na tym etapie; jak zawsze.
  Jest w tym, czego Cię uczę, miłość; do samego siebie, do innych, ale jest i autorytaryzm - jak zwykle w zależności od ułożonych wokół puzzli. To, jaki obraz utworzą zależy od Twojej woli, świadomości, stopnia samorozpoznania, zdolności do autokrytycyzmu. Pomyśl, a raczej poczuj, że mieszkam w Twoim sercu. Filtruj mój głos, to, co mówię, przez swoje serce. Obserwuj - czy coś się w Tobie otwiera, czy zamyka, kiedy mnie słuchasz. I dlaczego. Czy coś się w  Tobie cofa, czy przybliża do tego, czego zawsze szukałeś nawet jeśli nie potrafiłeś tego nazwać. Bądź uważny - wówczas nie zamienisz się w owcę  podążającą za mną bez żadnej refleksji własnej. Nie potrzebuję ślepych wyznawców. Twoja ślepota zaprzeczyłaby mojej nauce. Nie pozwoliłaby mi  przekazywać wiedzy. Twoja ślepota, głuchota i strach nie pozwoliłyby mi być sobą. A wówczas to mnie obarczyłbyś winą za swoje psychiczne zakleszczenie. Gdy zobaczę, że taki jesteś, przegnam Cię na cztery wiatry. Chyba, że mnie skusisz, zdenerwujesz, zirytujesz swoją postawą; chyba, że wywleczesz na światło mój Cień - wówczas zadrżysz. Uznasz mnie za swojego guru, nie będziesz w stanie myśleć o nikim innym tylko o mnie, nie będziesz w stanie myśleć samodzielnie, a ja będę śmiać się z Ciebie po kątach.
  Już przecież wiesz, że wszystko ze sobą rezonuje. Wsłuchaj się w odgłos liścia opadającego na wietrze. Naucz się widzieć w ciemnościach. Wyostrz wszystkie swoje zmysły. Jednocześnie ucisz swój umysł. Wówczas przeniknie do Ciebie głos Twojego serca. Ono powie Ci, dokąd masz się udać. Jesteś gotów?


6. Kochankowie  

  - Jestem spotkaniem; Twoim z Twoją Duszą; Twoim z drugim człowiekiem, który jest dla Ciebie więcej, jak zwierciadło, z którym możesz stworzyć wartość nadrzędną, niemożliwą do wykreowania przez pojedynczego człowieka.
  Jestem momentem w którym podejmujesz decyzję. Bo skoro tutaj dotarłeś, naprawdę wsłuchałeś się w swoje serce, w swoje wnętrze. I teraz musisz postanowić, jaką drogą będziesz podążać. Nie po to wszak odkryłeś swoją stronę duchową, żeby pozostawać w tym samym miejscu. Zresztą, gdybyś nawet chciał i tak byś nie mógł. Skoro bowiem Ty się zmieniłeś, świat wokół Ciebie również musi ulec zmianie. Tylko synchroniczność między wnętrzem i zewnętrzem zapewni Ci harmonię. Ostrożnie zatem; momentami bowiem będzie Ci się wydawać, że jesteś panem tego świata, że najważniejsze to w ogóle mieć wybór, gorzej jest go nie mieć; już jednak po chwili poczujesz tylko dyskomfort i bezradność. A to dlatego, że pycha jest fasadą dla lęku... Momentami więc będziesz pragnął tylko jednego - żeby ktoś zadecydował za Ciebie, albo, żeby zadecydowało się samo. Ten etap pokazuje, czego tak naprawdę dotąd się nauczyłeś. Czas się usamodzielnić; wybrać nową drogę. A raczej - nauczyć się nowych kroków. Kapłan - czasem w wielu spotykanych po drodze ludziach - powiedział już, co miał do powiedzenia. Nie możesz jednak stać się naśladowcą, po to się uczyłeś, żeby poznać siebie, żeby przez siebie przefiltrować zdobytą  wiedzę. W ten sposób zobaczysz, przekonasz się, kim naprawdę jesteś, i kim możesz się stać - w zależności od tego, jaki krok zrobisz. Możesz teraz spotkać wielu zwodzicieli; niekoniecznie będą Cię mamić i kusić po to, żeby coś zyskać - będą to robić, głównie po to, żebyś Ty stracił. Uważaj więc i bądź cierpliwy; każda maska w końcu spada nie wytrzymując odśrodkowego napięcia, zrzuca ją grymas, nerw twarzy pod nią ukrytej - dla Ciebie oznacza to, że fałszerze sami się odsłonią, nawet o tym nie wiedząc. To ułatwia decyzję, prawda? Czas wcielić w życie wiedzę, jaką dotąd zdobytą. Twoje serce przyprowadziło Cię do tego miejsca i bije mocniej, gdy patrzysz tylko w jednym kierunku, niezależnie od tego, co podpowiada Ci rozum. To jest teraz dla Ciebie najważniejsza wskazówka.


7. Rydwan

  - Nowa droga. Szerokie horyzonty. Wolność. Piękne hasła. Ale czy wolność w ogóle jest możliwa? Czy potrafisz odróżnić ją od zuchwałości, buńczuczności, zarozumialstwa? Czemu odwracasz wzrok? Udajesz, że nie słyszysz? To nic nie da. Na tym etapie wtajemniczenia konfrontujesz zdobytą wiedzę o sobie samym z tym, czego przyjdzie Ci doświadczyć. To będzie miarą Prawdy. Stanięcie z nią twarzą w twarz, bez przesłon, to najtrudniejsza ze sztuk. I jak wszystko, co ma wnieść Twoją rzeczywistość na wyższy poziom, wymaga bezustannej koncentracji przy równoczesnym poczuciu swobody, elastyczności. Mówisz,  że nie da się tego połączyć; że to trudne? No, cóż. Musisz wyjść poza kategoryzację: "łatwe - trudne". Inaczej długa droga przed Tobą. Postaraj się chociaż, żeby była ciekawa... Och... Uważasz, że to zabrzmiało brutalnie? W takim razie musisz cofnąć się o co najmniej jedno pole. I lepiej zrób to świadomie. Żeby życie nie musiało zrobić tego za Ciebie.
  Jeśli jednak uda Ci się być skupionym i zarazem swobodnym w myślach i ruchach, na kolejnym etapie będziesz mieć okazję, aby nauczyć się chodzić  na linie nad Wielką Otchłanią. I to bez zabezpieczenia. Przynajmniej bez takiego, które można dostrzec gołym okiem.


8. Sprawiedliwość

  - Po nauce zachowania równowagi i godzenia ze sobą rzeczy, które pozornie nie dadzą się ze sobą pogodzić, nadszedł więc czas, żebyś zatańczył na ostrzu noża; żebyś przeszedł po linie nad wspomnianą już przeze mnie Otchłanią. Uda Ci się to wtedy i tylko wtedy, gdy zapanujesz nad swoimi emocjami. Gdy nauczysz się nimi zarządzać, gdy nie pozwolisz, aby one dłużej panowały nad Tobą; co i raz będą, oczywiście, przejmowały stery. Pamiętaj zatem, aby traktować takie chwile jako lekcje samopoznania - do czego zresztą daje Ci okazję wszystko, czego w życiu doświadczasz. A gdy już nauczysz się wznosić ponad pozornymi sprzecznościami, i w rezultacie tego odnajdziesz trzecią, nadrzędną wartość, energię dzięki której będziesz widzieć bez przesłon, gdy wzniesiesz się ponad, nie tracąc zarazem gruntu pod nogami - przeniknie Cię wielka jasność,  a cały trud i ciężar, jaki dotąd Ci towarzyszyły znikną w sekundę. Odtąd, gdy już raz poczujesz, że dokładnie wiesz co jest czym, bez zakłamywania, już zawsze będziesz do tego tęsknić i wszędzie będziesz szukać tego uczucia, przywoływać je i do niego dążyć. I będziesz je znajdować, coraz częściej; świat zacznie się przed Tobą rozstępować. Nie muszę Ci oczywiście przypominać, że z chwilą, gdy uznasz się za głosiciela prawdy, wielkiego oświeconego i jedynego sprawiedliwego, Brama Świata zamknie się przed Tobą z hukiem. Wąska jest ścieżka dla wybranych - pamiętasz? Ci, którzy nią kroczą, znają siebie poprzednich i stąd wnioskują o tym, jacy będą w kolejnych wcieleniach; tak w wymiarze materialnym, jak i w każdym innym.


9. Eremita

  - Jestem dalekim echem; echem spraw i wydarzeń, które nigdzie nie zaginęły, choć tak się wydawało (Twoje myślenie życzeniowe miało w tym spory udział). Jestem pieśnią przemijania, która rozpoczęła się na poprzednim etapie, i teraz będzie musiała wybrzmieć do końca. Po tym, gdy wszystko, co znałeś, uległo weryfikacji, zawinąłeś się do środka jak ślimak. I słusznie. To było konieczne. Niektórzy z ludzi, którzy podawali się za Twoich przyjaciół, okazali się wrogami, zawistnikami, okazali się dla Ciebie bardziej obcy niż przechodnie na ulicy. Widząc, że Ty ich widzisz, przestali udawać. Choć nie od razu. Niektórzy po zrzuceniu maski, poczuli się obnażeni i wtedy usłyszałeś ich złowrogie warczenie. Nie bój się jednak. Nie są w stanie Cię dosięgnąć. Niewielu zostaje po takim przesiewie - po wglądzie w istotę rzeczy, po rozeznaniu, jakiego doznałeś na poprzednim etapie, ale Ci, którzy zostaną, zrozumieją, że musisz schować się do siebie.
  Będziesz teraz szukać, i co ważniejsze, znajdować środki dla wyrażenia siebie; będziesz zatem pisać, malować, rzeźbić, lepić, tworzyć. Będziesz poznawać poprzez to siebie. Będziesz wyłaniać się poprzez słowa, obrazy, dźwięki, które jednocześnie staną się dla Ciebie lustrem w którym będziesz mógł się przejrzeć. "Ach, więc to ja" - taka myśl przeniknie Cię tutaj nie raz i nie dwa, podczas oglądania własnego zamkniętego dzieła, będącego jednocześnie częścią nieskończonej całości, prowadzącego Cię do następnego wiersza, obrazu, kompozycji. To się będzie dokonywać w ciszy, w odcięciu od świata zewnętrznego. Tak musi być. Tylko tak jest możliwe. Wyjdziesz, gdy będziesz gotowy. A gdy będziesz gotowy świat wyciągnie po Ciebie rękę; to się stanie równocześnie. I wówczas, jeśli tylko będzie taka możliwość i zapotrzebowanie, będziesz mógł podzielić się z innymi sobą. Wolny od wszelkiego nacisku, czy napięcia. Bo cząstka Ciebie, która przebudzi się w kręgu nocnej lampki, już z Tobą pozostanie. I rozświetli się zawsze wtedy, gdy zajdą stosowne ku temu okoliczności, gdy ją zawezwiesz, gdy będzie Ci potrzebna. Tutaj uszczelniasz się mentalnie, energetycznie, duchowo, budujesz swój wewnętrzny schron. Ta fala jest spokojna, pozornie nieruchoma, jednak unosi Cię dalej. Tylko tego potrzebujesz, takiej harmonii, niczego więcej. Nie próbuj robić niczego na siłę, przyjmuj to, co do Ciebie przychodzi, takim jakie to jest. Pozwalaj odejść temu w czym już nie ma życia. Po co Ci skorupy? Może jako pomysłowe szkatułki na jakieś drobiazgi; tutaj Twoja inwencja nigdzie przecież nie zginęła, masz w sobie przecież min. Maga, który każdy rzecz potrafi przekształcić z korzyścią dla siebie. Kiedy już zbudujesz swój wewnętrzny azyl, wyjdziesz na światło dnia. Pytasz kiedy? Tak, jak mówiłem - wtedy, gdy będziesz gotowy. Nie wcześniej, ani nie później. Skoro dotarłeś aż tutaj, chyba już wiesz, że czas nie istnieje. Już choćby jako Kapłanka przyswoiłeś tę wiedzę. Pamiętaj to, czego się  nauczyłeś, z teorii i praktyki, bo to z kolei pozwala Ci pamiętać, kim jesteś.


10. Koło Fortuny

 - Jestem głosem Przeznaczenia. Jestem Przemianą. Jestem Wzniesieniem - jeśli przedtem byłem Otchłanią; Otchłanią, jeśli przedtem byłem Wzniesieniem. Dokonało się to, co powinno, to, co wynikało z Prawa Karmy - na tym etapie życia. Oczyściło się, skrystalizowało, ziarno oddzieliło się od plew. Jesteś gotowy, aby iść dalej, chociaż momentami może Ci się wydawać, że jest dokładnie odwrotnie; to dlatego, że przed Twoimi oczami otworzył się świat, jakiego do tej pory nie znałeś. Tylko od tego, jak silna jest Twoja wiara w samego siebie będzie zależało, jaki będzie teraz Twój krok - czy chwiejny, czy pewny; czy będziesz się czuł, jak liść na wietrze, czy jak wojownik. Tu, gdzie jesteś, poznasz jaką moc mają Twoje myśli w konfrontacji z Przeznaczeniem, będziesz się uczyć ich sprawczości, a w związku z tym uważności. Tutaj również dostaniesz - o ile zdołasz ją przyjąć - wielką lekcję mówiącą o tym, że istnieje poziom na którym liść i wojownik są tym samym; i nie ma to nic wspólnego z żadną, ludzkim rozumem pojmowaną równością, tylko z potencjałem wszystkiego, co zostało przejawione. Na tym polega Prawo Karmy i dlatego przenika ona absolutnie wszystkie relacje i spotkania - od tych  trwających sekundy do tych, które zakorzenią się w Twoim sercu na całe lata. Jeżeli coś istnieje, jeżeli zostało zmaterializowane, urzeczywistnione, wcielone oznacza to, że wciąż owo coś - relacja, związek, Twoje istnienie - podlega działaniu karmy. Będziesz musiał to zrozumieć, jeżeli chcesz pójść dalej, jeśli chcesz sięgnąć po prawdziwą moc; moc nie wymagającą natężenia i wysiłku, a jednak nie do odparcia, moc pozwalającą przechodzić przez ściany, widzialne, i niewidzialne.
  Jesteś dokładnie w miejscu w którym powinieneś być. To czy Ci się tutaj podoba, czy nie, to zupełnie coś innego i obawiam się, że w pewnym sensie  nie ma to żadnego znaczenia. Jednego musisz się tutaj nauczyć - obrót Koła Fortuny przynosi zmianę, jest z nią synonimiczny. To dobry czas na naukę pokory, która nie każe schylać głowy, a wręcz przeciwnie - pozwala podnieść ją wysoko.


11. Moc

  - Nie ma mnie tam, gdzie nie panujesz nad sobą. Nie ma mnie w sile nacisku, w niezłomności, w brutalności, w przemocy - oczywiście wtedy, gdy występuję w swojej czystej formie. Jestem za to we właściwym ukierunkowaniu. Jestem w Twojej totalnej świadomości. W klarowności. W tak jasnym widzeniu celu, że nie ma nic, co by to mogło zmącić. Kiedy przy Tobie jestem razem kładziemy się spać i razem wstajemy. Nawet, gdy jesteś zmęczony - też jestem. Wystarczy tylko, żebyś o mnie pamiętał. Wtedy momentalnie odzyskasz siły. Lecz jeśli o mnie zapomnisz, zaczniesz się poddawać, a wtedy utożsamisz się ze swoim zmęczeniem. I ono Cię zagarnie. Po mnie nie zostanie nawet ślad, bo nie jestem nachalna. A Ty uświadomisz sobie, na dnie zmęczenia i znużenia, jak potężny jest Twój umysł, jak wiele od niego zależy. To będzie iskra, w którą będziesz musiał dość długo się wpatrywać, kontemplować ją jak nowy punkt odniesienia. Niespodziewanie dla samego siebie znajdziesz się na polu oznaczonym numerem 12, aby tam uczyć się, że mocą się nie szafuje, nie nadwyręża się jej, że moc polega na zrównoważeniu sił. Ta lekcja nie będzie jednak odbywała się wyłącznie na intelektualnym poziomie. W pewnym sensie będziesz musiał zawiesić - nomen omen - swój intelekt na kołku.  


12. Wisielec

  - Jestem Tajemnicą Twojego Wnętrza. Dlatego możesz czuć się teraz pogubiony. Możesz mieć wrażenie, że wszystko wymyka Ci się z rąk. Że czego  się nie dotkniesz - rozsypuje się, odmawia współpracy z Tobą, odpycha Cię. Czasem, z rozpaczy, z niemożności pojęcia, dlaczego tak się dzieje, zaczynasz tutaj pić, narkotyzować się, uciekać przed światem, który jawi się Ci się jak wesołe miasteczko tyle, że w hardcorowym wydaniu. Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, prawda? To wszystko dzieje się dlatego, ponieważ uparcie próbujesz iść utartymi ścieżkami. A przecież na poprzednim etapie poznałeś własną Moc; i zapewne przeczuwasz, że po jej dotknięciu nic już nie jest takie samo. Żeby więc zobaczyć, gdzie są owe nowe ścieżki, bo starymi nie da się już iść, choćby nie wiem, jak się chciało (zresztą owa chęć jest tylko fasadą dla Twojego strachu), ponieważ się wyczerpały, musisz zawinąć się w kokon. Zostać rewolucjonistą w uśpieniu. Złapać nową perspektywę. Wówczas w Twoim umyśle zaczną dojrzewać całe światy. Nowe światy. Z całą pewnością kiedyś ujrzą światło dzienne. Kiedy? Kiedy będą do tego gotowe. Jak? Gdzie? Warunki dojrzewania krystalizują się same. Pozostań w stanie uważnej, lecz niewymuszonej czujności. I nie bój się. Kiedy tutaj będziesz się bać, demony, które wyjdą z Twojej głowy będą wyjątkowo realne. A po co Ci egzorcysta? Chyba wiesz, jak trudno o dobrego fachowca w jakiejkolwiek dziedzinie... No, dobra trochę żartuję. Mam wisielcze (sic!) poczucie humoru.
  Nie bój się nie być - nie bój się zniknąć dla świata zewnętrznego. Zanurz się w siebie. Bądź jednak ostrożny; ten stan może trwać w nieskończoność, jeśli zapomnisz po co to robisz, natomiast światy wewnętrzne - gdy w nie wnikniesz bez lęku - mogą okazać się naprawdę fascynujące. Jeśli jednak uzmysłowisz sobie prawdziwe znaczenia zawartych w nim symboli i archetypowych przedstawień, zmiana, która zajdzie w Twoim życiu będzie gwałtowna i bezkompromisowa. Pozornie, oczywiście. Tak naprawdę to przecież do niej przygotowywałeś przez cały czas, choć nie mogłeś zaplanować jaki będzie rezultat przemiany, to musiało to być przed Tobą ukryte. Niewtajemniczonym, to jest stojącym obok, będzie się wydawało, że w Twoim życiu nastąpił przełom, że przyszedł on z zewnątrz, ale Ty będziesz już wiedzieć, że nie ma nic na zewnątrz, co by nie pochodziło ze środka, z głębi.


13. Śmierć

  - Cóż mogę powiedzieć o sobie? Przede mną nie uciekniesz, choć zawsze próbujesz. Niejeden już ze mną zatańczył i chciał prowadzić, ale jeszcze  nikomu się to nie udało. Sprawiam, że to, co dotychczas działo się w Twoim życiu znika. Znika tak, jakby nigdy przedtem tego nie było. W ułamku  sekundy przenoszę Cię gdzieś indziej. Nikt nie wytrzymuje tego spokojnie. Strasznie się szarpiecie; gdybym mogła cokolwiek czuć byłoby mi może  nawet żal. Raptem zagarnia Was nicość. To na co liczyliście, i nie liczyliście, tych, których kochaliście i wręcz przeciwnie, to, czego chcieliście i nie  chcieliście, przestaje mieć rację bytu. Nie ma nic, co zdołałoby temu zaradzić. Nie ma więc co próbować, ale jeszcze nie spotkałam nikogo, kto by nie  próbował. Rozmawiacie z tymi, których zabrałam, chodzicie oglądać miejsca z których zniknęły Wasze domy. Garściami chwytacie popiół, myśląc, że  Wasze łzy, krzyki, prośby, groźby tchną w niego życie. Gdyby nawet tak się stało wyzwolilibyście w ten sposób tak straszne byty, że nawet ja byłabym  wobec nich bezradna. Nie należą do mojej dziedziny. Do mnie należy ułamek sekundy, który jest niczym blask tak silny, że pochłania to z czym się zetknie. Więc od Was tylko zależy czy po spotkaniu ze mną traficie do nieba i piekła; i nie ma znaczenia na ile są one realne, bo będą tak realne na ile pozwoli na to siła Waszych umysłów. Sami więc możecie skazać się na jedno lub drugie. Najczęściej jednak miotacie się między jednym i drugim. Zwykle trwa to dłuższy czas. Niektórych z Was ta szarpanina prowadzi w końcu do zyskania równowagi; uczycie się chodzić po linie. Nie wszyscy z Was, oczywiście. Dla niektórych z Was dobro i zło stają się relatywne, ale w głębi siebie cierpicie z tego powodu. Zdaję sobie sprawę ze skutków moich działań, choć mnie one nie dotyczą. Ale też na tym etapie rozumiecie już, że jestem z Wami zawsze i wszędzie. Nie jestem za górami, za lasami. Nie oddziela mnie od Was żadna odległość, ani żaden czas. Jestem tu i teraz. Byłam już przy Waszych narodzinach. Tych obecnych i wszystkich poprzednich, i będę przy następnych. Tam, gdzie jest cykl, jakikolwiek cykl, jestem i ja. Beze mnie odnowa - ale bazująca już na przetransformowanych składowych - byłaby niemożliwa. Jestem Początkiem zawierającym Koniec; Końcem zawierającym Początek. Jestem pojedynczym cięciem, szybszym od Twojej myśli; jestem tuż przed nią. Ale to, jak długo będziesz trwać w moich objęciach zależy od tego, jak długo będzie wypalać się to, co trzymało Cię w jednym miejscu. Nieraz goszczę u Ciebie nawet latami; Twoja wola...


14. Umiarkowanie

  - Nie wiem... Ale za chwilę już będę wiedzieć. Znajdę się w nowym wymiarze, która stopniowo, pomału odsłoni przede mną to, co nieznane. Niewiadome. Dlatego nie przywiązuję się do niczego, ani do nikogo. Mam czas. Mam mnóstwo czasu. Wykraczam poza niego i sprawdzam co tam dalej... A dalej znów jedno przemienia się w drugie. Płacz w śmiech. Cisza w hałas. Modlitwa w bluźnierstwo. I tak dalej. I znów. Patrzę co się stanie, gdy wyjdę poza to. I jak myślisz? Czasem beze mnie znika. A czasem... No oczywiście - czasem nie. Słyszysz mój cichy śmiech? Za chwilę przemieni się w szyderczy ryk. Aż w końcu wszystko się uspokoi. Kiedyś będzie musiało. Ale nie tutaj, tutaj trwa alchemiczna przemiana.  
  Jestem poczekalnią; na jednej z moich ścian wisi zegar. Kiedy patrzysz na niego, myśląc, że upłynęło kilka godzin, okazuje się, że upłynęło ledwie kilka minut. Im bardziej będziesz szukać punktu zaczepienia na zewnątrz, tym bardziej będzie się on od Ciebie oddalał. Pozwól, żeby przemieniało się w Tobie, poza czasem i przestrzenią. Teraz skok na główkę zakończyłby się w najlepszym wypadku guzem. Czekaj nie czekając. Wyjdź poza wszelkie dychotomie, pary przeciwieństw. Nie przywiązuj się do niczego.

 
15. Diabeł

 - A więc jednak nie posłuchałeś. Patrzyłeś na zegar, uparłeś się, że to on stanowi o Twojej rzeczywistości, wyznacza ją, uczepiłeś się jego wskazówek, mechanizm nie wytrzymał Twojego ciężaru i stanął, a Ty zostałeś uwięziony na jednej z godzin, w wymiarze nią określonej. I momentalnie, zaskoczony sytuacją, (asekuracyjnie) uznałeś, że to jedyny wymiar jaki istnieje i ma prawo bytu. Strasznie trudno będzie Cię od tego odwieść.
  Albowiem jestem Cieniem Twojego Cienia. Kusicielem dla tego, co w Tobie najtajniejsze i jednocześnie najmroczniejsze, co zawsze skrywałeś przed innymi i jednocześnie przed samym sobą. Będę to z Ciebie wywlekać. Na wszystkie sposoby tego świata. Często będzie bolało. Tak bardzo, że zaprzeczysz, iż masz z tym cokolwiek wspólnego; będziesz wypuszczał swoje demony i będziesz mówił, że nic o nich nie wiesz; albo, że chciałeś dobrze, ale świat Cię nie rozumie. Uruchomisz potężne projekcje, żeby kierować je na innych i ich obwiniać za swoje postępki. Wiele osób, które dotąd Cię znały, nie będą w stanie pojąć kim jesteś. A Ciebie będzie to bawić.  Och, jakim szatańskim śmiechem wybuchniesz. Bo pomyślisz, że dotąd robiłeś ich w konia i w swym (często pijackim, narkomańskim) zwidzie, staniesz się bezkarny, nieustraszony.  
  Troszkę się zlękniesz, kiedy sam nie poznasz się w lustrze. Ale to też w następnej chwili zlekceważysz. To, co dotąd było w Tobie najgłębiej uwięzione, uwolni się i nic więcej nie będzie miało znaczenia.
  Albowiem jestem przenicowaniem od podszewki, odwracam Cię od środka na zewnątrz, tak, aby powypadało to, co skrywane, niechciane, niekochane, stłumione, stłamszone. Wszystko ma się wysypać. Kiedyś będą z tego diamenty, teraz jest węgiel. Z czasem coraz trudniej będzie Ci to znieść; przecież tyle przeżyłeś i doświadczyłeś, tyle się nauczyłeś, tyle razy pędziłeś przed siebie i tyle godzin posłusznie przeczekałeś w poczekalniach tego świata, tyle protestowałeś w słusznych sprawach i tyle czasu przesiedziałeś cicho, jak trusia. Starałeś się. Robiłeś wszystko, co mogłeś. A okazało się nagle, że piwnica jest przepełniona, że bardzo głęboko zalegały sprawy, którym na tym etapie nie masz ochoty nawet się przyglądać, choć już wiesz, że są, zadbałem o to. Im bardziej będziesz szedł w zaparte, tym dla Ciebie gorzej. Nie wierzysz? To wspaniale.


16. Wieża

  - No, i runęło. Tego się nie spodziewałeś, prawda? A właściwie - wszystkiego się spodziewałeś, tylko nie tego. Mimo, że byłeś najmądrzejszy na  świecie, mimo, że Twoje ego napompowało się jak balon, pozwalając Ci unieść się nad światem i patrzeć na wszystkich z góry, to jednak coś poszło  nie tak. A to Ci niespodzianka. Kurtyna się podniosła i okazało się, że jesteś zupełnie gdzieś indziej niż zakładałeś, że jesteś. To musi boleć. To ma  boleć. Dla oczu, które długo pozostawały w ciemnościach, światło jest udręką. Tak, wiem. Nie widzisz jeszcze tego światła, czujesz tylko ból. Nie... Nie staraj się go tłumić. Ten ból, w przeciwieństwie do tego z poprzedniego etapu - uzdrawia. Tłumiąc go, tylko pogorszysz sprawę, zaciemnisz obraz od nowa. Oddychaj. Oddychaj powoli i głęboko. Idź przed siebie. Idź za Gwiazdą, za  nadzieją, choć tli się ona w Tobie teraz tylko jak ledwie widoczna iskierka. Pomału. Wiem, nie widzisz drogi. Nie możesz jej widzieć. Ty masz ją  stworzyć; krok za krokiem. Jeszcze przez jakiś czas będziesz wokół siebie oglądać tylko gruzy. W dodatku, dopiero teraz czujesz się bardzo samotny;  choć ta samotność zagarnęła Cię na poprzednim etapie, wessała, wżarła się w Ciebie, jako podskórny lęk, którego nawet nie śmiałeś nazwać. Ale odczuwasz ją dopiero tutaj, bo już nie jesteś w stanie dłużej znieść siebie samego - po tym, co zrobiłeś ostatnio. I to tak bardzo wbrew samemu sobie. Wbrew pieśni swojej duszy. Jeszcze to do Ciebie nie w pełni dociera, ale dotrze; po tutaj jesteś. Musisz to przeniknąć do samego dna, do końca. Aż w końcu któregoś dnia obudzisz się w nowym świecie. Otworzysz oczy i będziesz miał wrażenie, że właśnie się urodziłeś. Nigdy więcej nie będziesz samotny, bo zjednoczysz się ze Światem, będziesz stanowił z nim jedno - oczywiście na etapie oznaczonym liczbą 21. Stanie się tak, jeśli tylko będziesz mieć odwagę, aby zajrzeć naprawdę głęboko, aby przeprowadzić intensywną, szczerą autoanalizę podczas której wszystkie rzeczy, sprawy, zjawiska, wydarzenia nazywa się po imieniu stwarzając tym samym siebie od nowa. Stanie się tak, jeśli znajdziesz odwagę, aby być sobą ze sobą bez lęku. Takim, jakim jesteś.


17. Gwiazda

  - A więc zdobyłeś się na to. Otworzyłeś oczy i całym sobą czujesz, że dotknąłeś prawdy. Widzisz daleko, odbierasz wszystko szóstym zmysłem. To wszystko jest piękne, dbaj o to piękno. Nie zapominaj jednak o ziemskim wymiarze, o tym, że najważniejszą miarą tego, czego teraz doświadczasz, powinno być to, jak owe doświadczenia, odczucia, wrażenia przekładają się na rzeczywistość. Jeśli się nie przekładają - pozwól im spokojnie ulecieć, lecz jeśli dadzą się zrealizować, urzeczywistnić, wcielić w życie zainicjuj to, nie odkładaj niczego na później; na wszystko i tak jest odpowiedni czas (mimo, że nie istnieje), więc ważne jest aby działać tu i teraz, aby mogło dopełnić się wtedy, kiedy powinno się dopełnić. Jeśli jednak - z jednej strony - nie dasz temu odejść, a z drugiej nie skorzystasz z możliwości, która teraz się przed Tobą otworzy, staniesz się niedookreślony, nieczytelny, nie tylko dla swojego otoczenia, lecz również dla samego siebie. Ciesz się pięknem, harmonią, spokojem, które teraz będzie na Ciebie szczególnie silnie oddziaływać - wszak opuściłeś zagruzowane pole bitwy i nic dziwnego, że wszystko Cię zachwyca, to naturalne i masz do tego pełne prawo; niech zatem Twoja dusza tym się karmi, potraktuj to jak rodzaj rewitalizacji, energetycznego, mentalnego odświeżenia i oczyszczenia - byle nie jako rodzaj ucieczki. Koniecznie bądź w tym obecny. W świadomy, wytrwały, konsekwentny, cierpliwy sposób; tutaj otwierają się dla Ciebie wspaniałe perspektywy; tutaj mogą spełnić się Twoje marzenia i nadzieje, nawet te, których nigdy nie dopuszczałeś do głosu.


18. Księżyc

  - Zatem jednak, pomimo ostrzeżeń, wskazówek, znaków tak licznych na poprzednim etapie zachłysnąłeś się tym, co zobaczyłeś w nagłym przebłysku  światła. Popędziłeś do niego, zamiast dać czasowi czas. A mogło być tak dobrze... Prawda? To światło było obietnicą, wskazywało Ci Drogę do Ziemi Obiecanej. Ale wciąż tam nie dotarłeś, uwolnienie nie nastąpiło. Nie dość, że go nie doświadczyłeś, to w dodatku Gwiazda zaczęła zanikać, a wokół Ciebie zapanowały nieprzeniknione ciemności. Potem wzeszedłem Ja. Ja; odbita, zwodnicza moja moc. Bo moje światło jest inne niż Gwiazdy; Ona rozjaśniała drogę i horyzont, ja nie tylko tego nie robię, lecz także powoduję, że to, co postrzegasz wokół siebie wydaje Ci się z jednej strony pociągające, tajemnicze, kuszące, magnetyczne, z drugiej zaś nienaturalne, absurdalne, koszmarne, przerażające, nie z tego świata. Bo i jest nie z tego świata. Pochodzi z Twojego wnętrza o którym zupełnie zapomniałeś idąc w ślad za Gwiazdą, patrząc po jakimś czasie już wyłącznie w górę, za to nigdy w dół, na ziemię, pod nogi. Nie chodzi nawet o to, ile razy się potknąłeś i nawet tego w swoim uwzniośleniu nie zauważyłeś, to znaczy nie zastanowiłeś się dlaczego się potykasz, co Ci to mówi, czym to jest, na co chce zwrócić Twoją uwagę. Nie. Ty potraktowałeś to jako element swojego uduchowionego tańca. Ale jak wspomniałem - nawet nie to jest najgorsze.   
  Najgorsze jest to, że w swoim pełnym samozachwytu uduchowieniu, idąc ciągle z zadartą głową i starając się za wszelką cenę nie dotykać ziemi, ignorowałeś innych. Zachłysnąłeś się Gwiezdną energią, zbyt przerażony swoim upadkiem z Wieży tak bardzo pragnąłeś ocalenia, aż zatraciłeś to, co w Tobie najlepsze, przekroczyłeś to, co ludzkie... Ale nie możesz przecież stać się duchem za życia... Dlatego jesteś tutaj, w stworzonych przeze mnie fantasmagorycznych ciemnościach. A właściwie, jak wspomniałem, stworzonych przez siebie. Wszystkie stwory, astralne byty, które tutaj napotkasz, nawet jeśli będą wydawały się w pełni samodzielne, tak naprawdę będą zrodzone z Ciebie. Teraz musisz więc bardzo uważnie patrzeć i słuchać; uważnie, ale zarazem bez napięcia, w otwartości, a zarazem czujnie. Musisz patrzeć i słuchać aż to, co fantasmagoryczne stanie się znane, aż to oswoisz, aż znowu stanie się ludzkie. Bo i takie jest, od samego zarania, z całą swoją zawartością, skoro pochodzi z Twojego wnętrza. To jest jeden, jedyny sposób - tutaj uczysz się patrzenia jednoczesnego ze zrozumieniem. Tutaj uczysz się co to jest samoświadomość. W zmieniających się co chwila kształtach ciemności, bez ostrzeżenia przechodzących jeden w drugi uczysz się widzieć, wyostrzasz z kolei swoją świadomość rozróżniającą. Tylko pod wpływem Twojego wewnętrznego widzenia, ciemność, która tak bardzo wydaje się zewnętrzna, zacznie ustępować. Ale to, jak zwykle, zależy od Ciebie. Jeśli zechcesz się jakkolwiek dostroić, za pomocą używek, które tutaj same będą pchać Ci się do rąk, ciemność może zassać Cię naprawdę na długo. Zapamiętaj raz na zawsze - nic nie daje takiego odlotu, tak ostrego widzenia, jak trzeźwy umysł.


19. Słońce

  - Rozświetlam najciemniejsze zakamarki; nic się przede mną nie ukryje. Prawda i fałsz zostaną jednakowo ujawnione, ponieważ jestem Prapoczątkiem - w każdej chwili rodzę się na nowo, wraz z daną rzeczą, dlatego wcześniej lub później zawsze znów rozbłysnę. Jestem czystą radością, śmiechem pośród gałęzi drzew, ale i śmiechem nad przepaścią, śmiechem od którego wyrastają skrzydła i w każdej okoliczności pozwalają wzbić się w powietrze. Jestem czystym potencjałem, iskrą od której może wybuchnąć pożar lub zapłonąć ognisko przy którym ogrzejesz się w bezkresną noc i pozwolisz swojej duszy zaśpiewać pieśń o niewyrażalnej, odwiecznej tęsknocie; ja podpowiem Ci słowa. Jestem Twoją dziecięcą niewinnością i ciekawością świata, dzięki której nawet w tym, co znane, potrafisz odkryć coś nowego. W moim świetle wszystko staje się widoczne; weź to sobie do serca.


20. Zmartwychwstanie

  - Oto jestem. Jestem Twoim ocaleniem i pieśnią Twojej duszy, która rozległa się wreszcie ponownie po rozbrzmiewających, czasami przez całe lata, czasami przez całe eony, kakofonicznych, zgrzytliwych dźwiękach zagłuszających prawdę, tłumiących dostęp w głąb - do muzyki, do rytmu w którym bije Twoje serce, pulsuje Twoja krew. Twoje wewnętrzne dziecko na poprzednim etapie doszło wreszcie do głosu. Wydestylowało się z Ciebie to, co najlepsze. Nigdy, tak naprawdę nigdy nie mogłeś być tego pewny, aż do dziś... Nigdy nie mogłeś być pewny, co niosą Ci te wszystkie doświadczenia i zdarzenia, które dotąd były Twoim udziałem - czy zagładę, czy jednak cud ocalenia. Zawsze albo się to ważyło i wydawało się wówczas nie mieć końca albo jawiło się jako tak jednoznaczne i krańcowe, iż wydawało się, że poza tym nic już nie ma. Na poprzednim etapie wszystko się wyświetliło - pokazało się takim, jakie jest naprawdę. Musiałeś zostać przeprowadzony, musiałeś przejść swoją drogę, aby odnaleźć to, co zawsze było w Tobie, a teraz wreszcie jaśnieje pełnym blaskiem - zajaśniało właśnie poprzednio, a teraz, będąc tutaj, już wiesz, co masz z tym zrobić, dla dobra siebie, a tym samym dla świata. Droga, którą szedłeś nie była ani długa, ani krótka, ale zapewne już wiesz, że jej nie mierzy się ani jednostkami czasu ani odległości. Szedłeś więc tak naprawdę zawsze wewnątrz, więc jej wyznacznikami, etapami, jedynymi miernikami (choć to wszystko również umowne określenia) są wyłącznie Twoje emocje, uczucia, wzruszenia, wrażenia, poruszenia, sny, koszmary, przemilczenia, myśli... Twoja zdolność do przeżywania, Twoja wrażliwość. To Ty jesteś Drogą. Rezonujesz ze wszystkim, co Ci się przydarza, na każdym poziomie, w każdym sensie i wymiarze; ten rezonans stwarza Świat, odbija się echem wszem i wobec. Odnalazłeś siebie; wiesz już kim jesteś.


21. Świat

  - Jestem zamknięciem i zarazem otwarciem; Pełnią, zniwelowaniem przeciwieństw. To wielka sztuka i wielka nauka. Otwieram Cię na Wielkie Nieznane, bo wreszcie przestałeś się bać; wskutek swoich doświadczeń i mądrości, jaką z nich zaczerpnąłeś, przekroczyłeś barierę strachu, a gdy to zrobiłeś ujrzałeś Świat całościowo, ujrzałeś, jak wszystko wzajemnie się dopełnia, współgra ze sobą, jak jest doskonałe i harmonijne w swej istocie. Jesteś więc teraz zamknięty, bo wszystko w Tobie wie, jak wiele kosztowało Cię dotarcie tutaj i nie chcesz, żeby cokolwiek to naruszyło; zachowujesz  zatem czujność, Twoje zamknięcie jest swoistym generowaniem mocy, wtedy, gdy czujesz, że jest Ci ona potrzebna; sam dla siebie jesteś azylem - schronem, asertywność masz opanowaną do perfekcji, bo wreszcie zyskałeś poczucie własnej wartości; jesteś zarazem otwarty, bo potrafisz już wybierać, znasz muzykę wieloświata, potrafisz komponować własne utwory i dzielić się nimi z innymi, bez uszczerbku dla siebie.
  Tu bowiem gdzie jesteś, rozpoznałeś już to, co było Ci potrzebne do Twojego samorozwoju. Uwolniłeś, urzeczywistniłeś swój potencjał. Korzystaj z niego do stworzenia kolejnego Świata. Pamiętaj o tym, czego się nauczyłeś i ucz się nowego, wiesz przecież, że ten cykl, z natury rzeczy, nie ma końca.
  A zatem ruszaj. Powodzenia.

czwartek, 07 września 2017

Baran

Nawet jeśli ostatnie dni nie były dla Ciebie najbardziej pomyślne, teraz się to zmieni. Bolesne skutki nieporozumień i kłótni zostaną zażegnane. Nie odrzucaj żadnych zaproszeń towarzyskich, niewykluczone, że właśnie podczas jakiejś uroczystości będziesz mieć okazję, aby pogodzić się z kimś bliskim Twojemu sercu. Tarot doradza zarazem czujność i ostrożność we wszystkich relacjach w myśl zasady „ufaj i sprawdzaj” - jeśli chcesz uniknąć kolejnych nieporozumień w przyszłości. Pod koniec miesiąca widać w kartach krótki wyjazd, przyśpieszenie spraw, zwłaszcza urzędowych, które dotąd stały w martwym punkcie; możliwe, że jedno będzie powiązane z drugim.


Byk

Najważniejsze będą teraz dla Ciebie sprawy finansowe; pieniądze zainwestowane jakiś czas temu przyniosą wreszcie zyski. To również dobry czas na kupno nieruchomości; domu, mieszkania bądź gruntu. Tarot doradza, żeby transakcję sfinalizować tam, gdzie już jakiś czas temu byłeś; to będzie Twoje miejsce na ziemi.
W tym miesiącu mogą odnowić się problemy związane z układem kostnym; niewykluczone, że to także wpływ wczesnojesiennej aury - ubieraj się zatem ciepło. A jeśli masz zaplanowaną na koniec miesiąca wizytę u dentysty możesz się już cieszyć :-) - zostanie Ci udzielona fachowa, profesjonalna pomoc.


Bliźnięta

Ostrożności nigdy za wiele, zwłaszcza, gdy wypływa się na nowe wody - oczekiwania mogą wtedy przesłonić faktyczny stan rzeczy. Mówimy wówczas, że sami się oszukiwaliśmy - a po co to sobie fundować? To prawda, że doświadczenie uczy, ale na niektóre sprawy, zwłaszcza jeśli niosą w sobie pewną powtarzalność, mają „rys” czegoś, co już przerabialiśmy, zwyczajnie szkoda czasu. Trzeba się im najpierw przyjrzeć, spokojnie, bez uczestniczenia w nich, poczekać, żeby okazały się tym, czym są naprawdę.
Z tego, co już znasz - ze związku, ze sfery zawodowej, etc. - będzie usiłowało wyłonić się coś nowego, ale tylko na pozór. Jeśli chcesz zacząć nowy etap w życiu, niech on będzie faktycznie nowy, bez powiązań z przeszłością. I to niezależnie od tego, co pomyślą i powiedzą o tym inni; a nie będą zachwyceni tym, że chcesz się wybić z dotychczasowym układów; że chcesz się uwolnić.


Rak

Podobnie, jak Zodiakalnym Bliźniętom, tak i Tobie Raku, Tarot radzi, żeby pozwolić odejść temu, co już i tak nie ma racji bytu. Spójrz na swoje sprawy, zwłaszcza te emocjonalne, w zupełnie inny sposób niż dotychczas, w nowym świetle, niczego na sobie jednocześnie nie wymuszając - zajmij się zatem medytacją, zainteresuj się technikami oddechowymi, przemebluj mieszkanie :-), wpuść do swojego życia powiew nowości, świeżości, a wówczas okaże się że uczuciowy „węzeł gordyjski” rozwiąże się poniekąd sam. W drugiej połowie miesiąca możliwe spotkania z osobami, których dawno nie widziałeś. Będziecie mieli wrażenie, że poznajecie się na nowo, w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
Jeśli na początku miesiąca miałeś operację, zabieg chirurgiczny, wiedz, że Twój organizm dobrze się regeneruje, w swoim własnym, jak najbardziej właściwym tempie, wraca do zdrowia.


Lew

Dynamiczny czas - wyjazdy, spotkania - dużo się będzie działo, i to często w tym samym czasie. Wszystko, co jest związane z przekraczaniem granic, w dosłownym i metaforycznym znaczeniu tego słowa, będzie dla Ciebie korzystne, o ile tylko będziesz pamiętać, że wokół Ciebie też są inni ludzie i zachowasz klasę, co w wirze nadchodzących dni może wydać Ci się trudne. Jednak właśnie to będzie wyznacznikiem Twojego powodzenia.
Możliwe też, że na Twojej drodze stanie jakiś raptus, który będzie chciał złapać kilka srok za ogon; wytłumacz mu, że wszystko zależy od organizacji.
Na siedzenie na kanapie z pilotem w ręku raczej się nie nastawiaj; chyba, że w końcu zaśniesz w tej pozycji; albo ktoś Cię zwiąże :-)


Panna

Zrób coś szalonego, zwłaszcza jeśli na początku tego miesiąca ogarnie Cię wielkie niechciejstwo; nie pozwól, żeby pozornie niegroźny marazm, banalne lenistwo przemieniło się w coś większego, czego zupełnie się nie spodziewasz, w jakieś czarne myśli, które niestety mają tę właściwość, że przyciągają ludzi, którzy potrafią posłużyć się słowem tak, jak sztyletem; możliwe też niestety, że Ty sam otrzesz się o autodestrukcję - ale naprawdę nie musisz. Niezależnie od tego, co sam o sobie (sic!) będziesz myśleć, szczególnie w pierwszej połowie września, zrób coś, co dotąd wydawało Ci się nie na miarę Twoich możliwości. Dotyczy to zwłaszcza Twojej twórczości, niezależnie od tego z jaką sferą jest ona związana, a artystą można być przecież w każdym fachu - jeśli więc szukasz pracy wyślij swoje CV w miejsce, które uważasz za optymalne dla siebie, ale nie pozwalasz sobie nawet myśleć, że mógłbyś znaleźć tam zatrudnienie. Weź udział w konkursie tematycznie związanym z Twoją pasją. Zaproponuj spotkanie osobie o której marzysz, a u której - wedle swojej wyłącznie oceny - nie masz szans. Żadne z tych działań nie sfinalizuje się w tym miesiącu, ale pomoże Ci uwolnić zablokowaną energię, bo właśnie to nie pozwala Ci iść dalej. Możesz to zmienić jednym gestem.


Waga

To dobry czas na oddzielenie ziarna od plew; nie dawaj posłuchu plotkom, weryfikuj na bieżąco wszystkie zasłyszane / przeczytane wiadomości. Ktoś palnie coś, co mu ślina język przyniesie i zapomni o sprawie, a Ty będziesz to w sobie nosić, przetwarzać, nawet w nocy, gdzie nieprawdziwa, przekłamana informacja przekształci się w koszmar lub nawet uniemożliwi Ci zaśnięcie. Ów siewca niepokoju jest młodszy od Ciebie, bardzo chce zaistnieć w Twoim otoczeniu (może to być osoba w zespole w którym pracujesz), bardzo chce się wybić; życz mu powodzenia, ale nie pozwól, żeby cokolwiek działo się Twoim kosztem. Wykaż się zdecydowaniem i stanowczością, inaczej Twoi zwierzchnicy, a w życiu prywatnym, bliskie Ci osoby, uznają, że to w Tobie tkwi przyczyna nie najlepszej atmosfery udzielającej się wszystkim innym, podczas, gdy de facto, stałeś się (tylko i aż ) filtrem dla niestabilnych nastrojów kogoś, kto za wszelką cenę chce być zauważony, choć obecnie niewiele ma do zaoferowania. Rozwiąż to w zarodku.


Skorpion

W przeszłości znajdziesz dla siebie źródło inspiracji, o ile nie będziesz zwlekać z działaniem. Coś, co kiedyś było ledwo rozpoczęte lub o czym dopiero myślałeś, żeby wprowadzić to w życie, masz szansę realnie zapoczątkować w tym miesiącu. Tylko nie dziel włosa na czworo, nie gdybaj, nie czekaj aż samo się przetasuje, bo z tego, co ma szanse fajnej realizacji wyłonią się dziwne fantasmagorie złożone głównie z Twoich domniemań, lęków, obaw, założeń pozbawionych podstaw. Idź za głosem serca, to będzie dobry przewodnik. Jeśli jednak tego zaniechasz, odłożysz ad acta, wówczas, niestety, na długo możesz stracić szansę na realizację pomysłu, który byłby bardzo oryginalny, który wyróżniłby Cię z tłumu.
Inspirację możesz znaleźć również w swoich snach. Na powodzenie mogą liczyć zwłaszcza Ci z Was, którzy zawodowo zajmują się pomaganiem innym; lekarze, terapeuci, prawnicy, socjologowie. Niewykluczone, że wpadniesz na pomysł nieznanej dotąd metody terapeutycznej, która wykorzystując kreatywność danego człowieka pomoże mu uporać się z nie w pełni dotąd uświadamianymi problemami; poprzez proces tworzenia stanie z nimi twarzą w twarz, dzięki czemu zacznie odzyskiwać własną moc.


Strzelec

„Bez pracy nie ma kołaczy” - jak to mówią, i słusznie prawią, gdyż Tarot do końca tego miesiąca pokazuje, że - owszem - będziesz musiał zakasać rękawy, ostro wziąć się do pracy, być może nawet pokazać innym, gdzie raki zimują, jeśli będą tego bardzo ciekawi, ale to wszystko będzie dla Ciebie bardzo korzystne, bardzo opłacalne.
Na początku miesiąca mogło wydarzyć się coś, co otworzyło nową przestrzeń w Twoim życiu - czy to osobistym, czy zawodowym. Mogła to być decyzja wysokiego rangą urzędnika pozwalającego Ci, na przykład, na rozpoczęcie działalności Twojej firmy lub budowę domu. Możliwe też, że to właśnie Ty podjąłeś ostatnio ważną, dobrą decyzję. Pogratuluj więc sobie, i tak jak wspomniałam - bierz się do pracy. To, co zbudujesz teraz, będzie miało naprawdę solidny fundament i przetrwa całe lata.


Koziorożec

W ciągu tych tygodni najważniejsze będą dla Ciebie sprawy uczuciowe. Jeśli chcesz powiedzieć najbliższej osobie o czymś, co jest dla Ciebie ważne, wręcz priorytetowe dla dalszego funkcjonowania Waszego związku - zrób to. Bliska Ci osoba nie potrafi odczytywać Twoich myśli, a gdyby nawet potrafiła (i w tym momencie nie żartuję, gdyż oboje pokazujecie się jako osoby bardzo sensytywne) - chce usłyszeć to, co masz do powiedzenia; bo relacja to dialog. Jeśli się na to nie zdobędziesz, między Wami mogą zapanować „ciche dni” w sensie dosłownym, i nikt nawet nie będzie wiedział skąd się wzięły, bo przecież się nie pokłóciliście.
Nikt nie może zranić Cię bardziej niż Ty sam, bardziej niż na to pozwolisz, dlatego nie obawiaj się otworzyć. A jeśli nie wiesz, jak zacząć, zacznij właśnie od tego - że chcesz coś powiedzieć, ale nie wiesz, jak zacząć… Dopiero wówczas może się okazać, że kochający się ludzie faktycznie nie potrzebują wielu słów, żeby się zrozumieć. To, co dla Ciebie jest oczywiste, nie jest takie dla drugiego; dlatego warto i trzeba ze sobą rozmawiać.  


Wodnik

Początek miesiąca może być dla Ciebie dość labilny, w każdej dziedzinie życia, jednak stopniowo zaczniesz odzyskiwać równowagę. I zwłaszcza w sprawach finansowo - zawodowych odczujesz to, jako coś dla siebie bardzo cennego. Zastanów się jednak, czy nie za bardzo walczysz o to, żeby mieć twardy grunt pod nogami. To oczywiście jest ważne, ale czasem trzeba się zrelaksować, zaszaleć, poczuć wiatr we włosach, zatańczyć podczas deszczu :-) .Według kart będziesz kurczowo trzymać się zyskanej równowagi, tak kurczowo, że aż wpłynie to na Twój sposób myślenia, da przyzwolenie do oceniania innych z pozycji kogoś wszystkowiedzącego, spowoduje pewien rodzaj zatrzaśnięcia się w sobie.
Układ kart jest sprzyjający dla tych z Was, którzy z racji swojej pasji i / lub zawodu zajmują się słowem pisanym / mówionym, a więc są nauczycielami. pisarzami, dziennikarzami, wykładowcami, etc. Ale niezależnie od profesji pamiętajcie, żeby znaleźć swój sposób na relaks i od czasu do czasu wszystko puścić; żeby wyłączyć alarmową lampkę - jaka się później włączy, taka będzie; przecież twórcze, innowatorskie myślenie to Wasza specjalność i zawsze pomoże Wam wyjść na prostą.


Ryby

Do końca tego miesiąca spodziewaj się niespodziewanego. Nieplanowane wyjazdy, zaskakujące wizyty, zaproszenia na chrzciny z drugiego końca świata od dawno niewidzianej rodziny - to wszystko może się teraz zdarzyć. Decyzje trzeba będzie podejmować na wczoraj, ale będą miały one długodystansowe, pozytywne skutki.
Jeśli więc lubisz niespodzianki - wszystko będzie OK. Jeśli nie lubisz - zacznij lubić :-) Bo może się okazać, że gdy rano wybierzesz się po bułki do swojej ulubionej piekarni, zastaniesz zamiast niej salon fryzjerski. A w tymże salonie fryzjerskim za jakiś czas spotkasz ulubioną koleżankę z klasy, której nie widziałeś wieki temu. I tak dalej.
Jeśli grasz w gry losowe, to opcja na chybił trafił, będzie teraz dla Ciebie optymalna; najlepiej puść kupon w punkcie w którym nigdy dotąd nie byłeś, a który jak spod ziemi wyrośnie na Twojej drodze…

sobota, 14 maja 2016

Tarot wymaga konkretnych pytań - przy czym, zdarza się, i to dość często, że traktuje dane pytanie, choćby i jak najprecyzyjniej sformułowane, jako punkt wyjściowy do wysnucia w odpowiedzi opowieści, która z zadanym pytaniem związana jest w stopniu niewielkim, albo nawet w żadnym. W opowieści tej zawiera się jednak odpowiedź na pytanie, którego kwerend nie miał odwagi zadać i / lub nie potrafił go sformułować, i które, w sposób nie w pełni dla niego świadomy, w nim funkcjonowało. Owo pytanie, które nie padło, a raczej odpowiedź na nie, okazuje się zawsze dla pytającego na daną chwilę najważniejsza, a nawet decydująca dla jego dalszego życia.

niedziela, 29 listopada 2015

"Kiedy spotkam miłość?" - to pytanie często zadawane jest osobom zajmującym się dywinacją. Zadają je zarówno kobiety, jak i mężczyźni, w różnym wieku, po różnych doświadczeniach.
Tymczasem, odpowiedź na tak właśnie postawione pytanie, jest tylko jedna i brzmi: "Nigdy".
Miłości bowiem się nie spotyka. Miłość rodzi się między dwojgiem ludzi, budzi się wywoływana przez różne wydarzenia, sytuacje, słowa, gesty; przez falę energii, która powstaje ze wzajemnych oddziaływań. Tak, brzmi to trochę jak czysta fizyka, bo jest w tym i fizyka, i biologia, i chemia, i magia, i uczucie. Jest wszystko, ale nic nie dzieje się samo. Nie spotyka się miłości. Ona nigdzie nie stoi za rogiem, na moście, na dachu wieżowca, czy gdziekolwiek indziej i na nikogo ani na nic nie czeka.  
Jest natomiast Twoim dziełem. Aktem tworzenia. Narodzinami nowego, również dlatego, że zakochując się ze wzajemnością, to my sami rodzimy się na nowo - budzi się w nas bowiem nowa świadomość, czy też raczej przebudza ta prawdziwa. Miłość jest przyzwoleniem na to, żeby pewne rzeczy zadziały się między Tobą i drugim człowiekiem; przyzwoleniem, które dajesz sobie i temu komuś.
Oczywiście, że bywa tak, iż rodzi się w jednej chwili, momentalnie; to jest możliwe. Kolokwialnie mówi się wówczas o miłości od pierwszego wejrzenia, ezoterycznie, z poziomu magii - że dwie dusze się rozpoznały. Po spędzeniu razem, w różnych konfiguracjach energetycznych, iluś tam wcieleń, ponownie na siebie trafiły. I to jest związek karmiczny; karmiczny również dlatego, że nie ma niekarmicznych, jeżeli bowiem coś się zawiązuje, jeśli powstaje relacja między dwojgiem ludźmi, to znaczy, że jest w tym karma; czasem tylko przejawia się ona silniej, czasem słabiej.
Czasem jest już już niemal wypalona. Czasem jest jej tyle, że wystarcza akurat na to, że siedząc przed swoim komputerem, czytasz teraz ten tekst i prawdopodobnie raczej osobiście się nie poznamy, choć wszystko jest możliwe.
Bez karmy nie ma żadnej, najsłabszej nawet energetycznie, relacji.
Wracając zaś do meritum - moja porada dla tych z Was, którzy chcą kochać i być kochani - nie pytajcie kart, kiedy spotkacie miłość, bo to abstrakcja z elementami asekuranctwa, czyli ze skrywanym pragnieniem, aby coś zadziało się samo. Tarot odpowie na to pytanie zgodnie z tym, co Wam w duszy gra. Dla tych kart jest to niezwykle proste do zobrazowania, do przedstawienia. Jeżeli więc w Waszym pytaniu będzie się kryła chęć stworzenia autentycznego, opartego na miłości związku z drugim człowiekiem, a pytanie zostanie zadane w sposób mało konkretny, ogólnikowy, tudzież swoiście zakamuflowany, a wszystko to z racji Waszej wrażliwości, nieśmiałości, zwykłej nieumiejętności w zadawaniu tego typu pytań, Tarot odpowie konkretnie, operując datami, a potrafi być niezwykle precyzyjny, mimo, a raczej właśnie dlatego, że jego moc jest ponadczasowa i sam w sobie sytuuje się poza wszelką czasoprzestrzenią. Jeżeli jednak w Waszym pytaniu zawarte będzie owo asekuranctwo i wygodnictwo o którym wspominałam, dostaniecie odpowiedź, która z różnych względów może być dla Was zaskakująca i wywoła u Was konsternację; albo was przestraszy, jeśli traficie na kogoś, kto uważa, że Tarota można nauczyć się z książek i na tej podstawie "wróży" innym.
Tym, którzy zajmują się Tarotem i wróżbiarstwem od pokoleń, często w takiej sytuacji, karty pokażą i Waszą intencję, i jednocześnie dadzą odpowiedź na zadane pytanie.
Jednak to w Waszym interesie leży, aby właściwie je sformułować, bo to przybliża Was do tego, czego szukacie; gdyż, jak wiadomo - właściwie zadane pytanie to połowa sukcesu.
A zatem - powodzenia; i w zadawaniu właściwych pytań, i w świadomym tworzeniu mocnych, szczęśliwych relacji. Skorzystacie z mojej porady albo nie, to zależy od Was. To przecież Wasze życie.

Powyższe pytanie już kiedyś zainspirowało mnie do napisania innego tekstu. Jeśli jesteście ciekawi, zajrzyjcie i tam.

piątek, 20 listopada 2015

Swoboda.
Jedna z tych rzeczy, która może zostać odebrana zanim dobrze się ją poznało lub w ogóle poznało. Bo można jej nie poznać wcale. Nie zaznać.
Swoboda w zachowaniu, w okazywaniu uczuć, w wypowiadaniu tego, co się myśli. Swoboda bycia. Sobą.
Odebrana zanim się jej zaznało, jak wszystko, co zniknęło zanim się zrodziło, może być bardzo trudna do odzyskania.
Dlatego ten tekst jest przeznaczony głównie dla rodziców. Dla tych z Was, którzy zaczynają się orientować, że Wasza relacja z dzieckiem uległa pewnemu usztywnieniu, jakby odśrodkowemu zahamowaniu, a Wy nie wiecie, czemu tak się stało.
Łatwo to jednak ustalić. Trzeba zapytać siebie - dlaczego moje dziecko nie ma ochoty uczestniczyć w zajęciach na które je zapisuję, dlaczego nie chce spędzać czasu w taki sposób w jaki mu proponuję? Przecież to byłoby dla niego najlepsze.
Na pewno?
Najlepsze, tak naprawdę, dla kogo?
W tym momencie może zacząć budzić się Twoja świadomość. Jeśli bowiem uważasz, że to, co proponujesz dziecku jest dla niego najwspanialsze, że Ty zawsze o tym marzyłeś...Zatrzymaj się. Jesteś już w domu. W domu przebudzonej świadomości, musisz teraz tylko rozpoznać, co tu dają :-)
Ty marzyłeś. To Ty marzyłeś.
Nie jesteś swoim dzieckiem, ani ono nie jest Tobą. Twoje dziecko nie musi marzyć o tym samym, o czym marzyłeś Ty. Nie dość na tym. To, co kiedyś było dla Ciebie równie ważne, jak oddech, dla niego może być całkiem obce, a czasem nawet odpychające, tłamszące...
Zamiast więc wpychać dziecko w SWOJE rozmaite wizje dotyczące jego obecnego, a zarazem przyszłego życia, bo każda obecna chwila jest zalążkiem tak przeszłej, jak i następnej, wysłuchaj go. Zapytaj, czy odpowiada mu to ubranie, które na niego zakładasz? Zapytaj, czy na pewno chce chodzić na kurs tańca lub jakikolwiek inny? A może po prostu zapytaj, co go interesuje. Jeśli jednak zabierzesz mu swobodę ruchów, rozumianą w szerokim znaczeniu tego słowa, swobodę przejawiania jego jestestwa... Nie zdziw się, jeśli któregoś dnia, najpierw jako już trochę starsze, coraz bardziej świadome siebie dziecko, a potem już jako dorastający, wreszcie dorosły człowiek, w pewnej chwili zniknie. Nawet jeśli będzie tuż obok Ciebie, nie będziesz w stanie go wyczuć, dosięgnąć, w żadnej sprawie, ani prośbą, ani groźbą. Bo ktoś, komu odebrano swobodę przejawiania się, pozostanie zamknięty - siłą rzeczy. To zamknięcie, z upływem czasu, będzie się coraz bardziej uszczelniać, a wewnątrz niego będą narastać, ogromnieć sprawy, talenty, potrzeby, pragnienia, które nieuwolnione wtedy, gdy była ich pora, stopniowo zaczną wynaturzać się, zaprzeczać same sobie... Z tego, co mogło być dobre, życiodajne, twórcze, zrodzą się dziwne twory - najpierw na poziomie energetycznym, ponieważ jednak nic nigdy na nim nie pozostaje, tylko zaczyna się zagęszczać, a potem materializować, ważny jest czas.
Więc pomyśl. Zacznij słuchać. Słuchaj uważnie tj. w stanie otwartości. Tak, jak pewnie nigdy nie wysłuchano Ciebie, inaczej przecież nie próbowałbyś  niczego dziecku (nieświadomie) narzucać.
Słuchanie, na początku, sprawi Ci trudność. Będziesz musiał bowiem odstawić wszystkie swoje filtry tj. przekonania, zasady z którymi dorastałeś i z których nie wszystkie są Twoje, nie synchronizują z twoim wnętrzem. Będziesz musiał oddzielić jedne od drugich. Te, które nie są twoje będą bardziej napierały na Twój sposób myślenia, po tym je rozpoznasz. Kiedy zaś już zostaniesz z tym, co według Ciebie jest jedynie słuszne i na pewno Twoje, to też będziesz musiał odstawić wsłuchując się w pragnienia i potrzeby Twojego dziecka. Nie jesteś bowiem w stanie szybko rozpoznać co z tego, co teraz wyznajesz, i co pozwala Ci funkcjonować, stanowi składową systemu asekuracyjnego umożliwiającego ci przetrwanie mające niewiele wspólnego z życiem. Takie rozpoznanie to złożony proces, niejednokrotnie wydłużający się w czasie, w dodatku nieco podstępny w swym charakterze. Utrwalone struktury energetyczne nie poddają się łatwo, tymczasem Twoje dziecko dopiero rozpoczyna swoją drogę.
Kiedy więc postanowisz go wysłuchać, odstaw na bok wszystko.
Wtedy samoistnie się otworzysz. I to nie tylko na tę jedną, kilka, czy wiele rozmów z dzieckiem. Otworzysz się całkowicie, nic bowiem nie dzieje się na jednej płaszczyźnie. Tak, jak w Tarocie każdy, opowiadający o twoim życiu, układ kart, nigdy nie jest jednopoziomowy, tak, i analogicznie, nasza psyche, aktywizuje się zawsze na wielu poziomach równocześnie. Na wielu poziomach synchronicznie żyjemy, odczuwamy, myślimy. Stan całkowitego otwarcia spowoduje więc otwarcie u ciebie tego, co kiedyś zostało zamknięte. Może nie od razu, ale... Nigdy nie jest za późno. Bo czas, owszem, jest ważny. Ale po pierwsze - jest umowny. A po drugie - powiedzieć o nim, że jest linearny, to duże uproszczenie.
Ciągle jesteś tamtym dzieckiem.
Nie projektuj go jednak na swoje własne, bo każda taka projekcja jest zaprzeczeniem życia i hamuje jego przepływ.
Słuchaj. A potem działaj według tego, co usłyszysz. Niezależnie od tego, jakie to ci się wyda. Nie znasz tego. Nigdy nie zaistniało to w Twojej głowie tj. nigdy nie było Twoim marzeniem, pragnieniem. Wysłuchaj, zadziałaj adekwatnie. Potem obserwuj uważnie to, co się będzie działo. Zdziwisz się, jak piękne może być to, wobec czego nie ma się żadnych oczekiwań.

środa, 19 sierpnia 2015

Pamięć, jak wiadomo, jest jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem.
Błogosławieństwem - bo to dzięki niej pamiętamy, kim jesteśmy. Na każdym poziomie, również tym podstawowym. Ludzie, którzy wskutek wypadków lub chorób, pozbawieni zostali pamięci długoterminowej, każdego dnia uczą się rozpoznawać siebie od nowa. Wielki wysiłek, jaki w to wkładają, jest jednocześnie wysiłkiem próżnym, pustym działaniem, bo już następnego dnia nie pamiętają siebie. Stojąc przed lustrem doznają wrażenia, że patrzy na nich stamtąd ktoś obcy. Ktoś, kto powtarza ich ruchy i mimikę. O kim nic nie wiedzą. Potrafisz to sobie wyobrazić? Jeśli tak, to już wiesz, jaka jest w tym groza, choć niewykluczone, że ci, którzy utracili pamięć mają też jakiś swój własny zawór bezpieczeństwa, który nie pozwala im tej grozy poczuć. Nie pamiętają (sic!) wszak, jak to jest pamiętać, nie mają już porównania...
Ale pamięć jest również przekleństwem; staje się nim, kiedy pamiętamy aż nazbyt dobrze; kiedy to, co było kiedyś, wciąż w nas pracuje, tworząc filtry przez które spoglądamy na otaczającą rzeczywistość. A każdy filtr, siłą rzeczy, zniekształca, odsiewa; to jaką dokładnie pracę wykonuje zależy od tego ile w nas jest goryczy, żalu, ale i sentymentu, przywiązania... Ile to razy mówimy: "Ja inaczej nie potrafię...". Oczywiście, że potrafisz. Tylko coś cię trzyma. Pamięciowy wzorzec; i wpisane w niego twoje przeszłe doświadczenie wraz z reakcją na nie.
Czy jest na niego sposób? Jest. Taki sam, jak w pokerze; żeby go jednak zastosować, musisz najpierw przestać być wszechwiedzący, czyli jeszcze przedtem zrozumieć, albo chociaż dopuścić do siebie myśl, że działa w tobie, poprzez ciebie, coś, co nie pozwala ci na autentyczną ocenę bieżącej sytuacji, właściwy ogląd tego, co masz przed sobą. Kiedy już poczujesz w sobie tę cudowną niepewność, cudowną, bo świadczącą o tym, że jest w tobie otwartość i gotowość na przyjęcie tego, co jest naprawdę, a nie tego, co jest przefiltrowanym obrazem, cudowną również dlatego, bo świadczącą o tym, że żyjesz, kiedy już więc to poczujesz, to delikatne drżenie, powiedz temu, co jest przed tobą: "sprawdzam". Skonfrontuj rzeczywistość ze swoim przeczuciem. Dowiesz się wówczas, na ile faktycznie jest to przeczucie, a na ile strach, władca podziemi, zarządzający zaskorupiałymi energetycznie wzorcami.
To dlatego w niektórych taliach Tarota, widać wyraźnie, że ów władca, Diabeł, widniejący na XV Wielkim Arkanie, nikogo, tak naprawdę, na siłę przy sobie nie trzyma: żelazne obręcze na szyjach niegdysiejszych Kochanków są luźne i można by je zdjąć jednym ruchem, klatka w której siedzi niegdysiejszy, gotowy na każdą przygodę, Głupiec, jest szeroko otwarta, ale ów Głupiec, skulony, zawinięty w siebie, zupełnie tego nie dostrzega... Stąd szelmowski uśmiech Diabła; który oznacza również, że kogoś, kogo on sygnuje albo czyją sytuację opisuje, stać na rzeczy o jakich filozofom się nie śniło.
I jak to w Tarocie, tak i w życiu, i vice versa - to od ciebie zależy, jakie znaczenie będzie miał ten uśmieszek. Czy będzie to diabelski chichot towarzyszący absurdalnym i jednocześnie wciąż powtarzającym się schematom w twoim życiu, czy to jednak ty się tak uśmiechniesz wiedząc i widząc coś, czego nie wiedzą i nie widzą inni i zaskakując ich tak, że od tej pory (wreszcie) już nic nie będzie takie samo, jak przedtem. Wszak nie bez kozery po karcie przedstawiającej Diabła, pojawia się Wieża, mówiąca o tym, że to, co fałszywe, zakleszczone, etc. zostało właśnie uwolnione...

O logicznych powiązaniach pomiędzy wspomnianymi wyżej kartami pisałam również w tym tekście.

poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Iskra, która
Ożywia nieożywione -
As Buław


Uczucie po brzegi
Wypełnione sobą -
As Pucharów


Decyzja, która
Nie pozostawia złudzeń -
As Mieczy


Kamień węgielny
Pod każdą budowę -
As Denarów

sobota, 14 lutego 2015

Dno nie istnieje.
Jest to, jak myślę, cenna informacja dla wszystkich poszukiwaczy ciemnej strony Księżyca - jakkolwiek by to rozumieć. Każdy taką wędrówkę podejmuje na własną rękę, podług własnych możliwości i środków. Często w ramach buntu do umownej rzeczywistości, często również w związku z doznanymi traumami, których postanawia nijak nie transformować, bo skoro świat (najbliżsi, ludzie na których polegał, itp.) coś takiego mu zafundował nie jest wart żadnych starań z jego strony.
Tak rozpoczyna się pikowanie w dół. Z odśrodkowym założeniem, iż w razie czego natrafi się na dno od którego będzie można się odbić.
Ktoś podstępny i cwany, może jakiś terapeuta samozwaniec, musiał ukuć taką teorię, którą wielu przyjęło za swoją.
Gdyby dno istniało, wielu z tych, którzy by go dotknęli nie uskutecznialiby powtórki z rozrywki, po krótkiej przerwie od wirowania po piekielnych kręgach, z pewnością nie wracaliby na nie. A jednak często wracają, dlatego, iż ów antrakt nie miał nic wspólnego z tzw. dotknięciem własnego dna, lecz z wypoczynkiem wymuszonym przez wycieńczony psychofizycznie organizm. Po odpoczynku zaś (po kuracji, detoksie, egzorcyzmach, energetycznych oczyszczaniach itp.) powstaje wolna przestrzeń, która domaga się wypełnienia. Nie zostaje jednak wypełniona niczym zdrowym ani dobroczynnym, jeśli organizm, jeśli człowiek nie został naprawdę uleczony.
Uleczenie zaś polega tylko i wyłącznie na zmianie nastawienia.
Zmiana nastawienia odbywa się zaś w ciągu nanosekundy; miejsce zdarzenia jest absolutnie dowolne - może to być kozetka u psychoanalityka, ale może być i kanapa własna wysiedziana od wielkiego, wynikającego ze strachu i wygodnictwa, pozoranctwa i asekuranctwa.
Nic nie jest w uleczeniu potrzebne oprócz tego jednego kliknięcia, oprócz przestawienia tej jednej zwrotnicy. Dokonać się to może w każdej chwili, w dowolny, dla każdego najbardziej adekwatny, sposób. Jest to już rzecz drugorzędna.
Nie trzeba wydawać niebotycznych pieniędzy na żadne terapie ani detoksy. Ani niebotycznych ani żadnych. Chyba, że to komuś odpowiada i z nim współgra. Ale można chodzić na rozmaite terapie latami, wirować po znanych na pamięć torach, pikować to w górę, to coraz częściej w dół, i nie osiągać żadnych pozytywnych rezultatów. Jeśli nie wydarzy się nic w głowie, jeśli nie zmieni się swojego nastawienia, jeśli nie zobaczy się siebie w całości - a jest to jak dotknięcie (symbolicznej) śmierci, kiedy to w ułamku sekundy dociera do człowieka znaczenie - obraz tego, co się z nim dzieje wraz z tym, co do tego doprowadziło, co jest teraz i dokąd ewidentnie, o ile nie wprowadzi się żadnych zmian, to prowadzi -wówczas do uzdrowienia nie dojdzie. Stąd Tarotowa Śmierć mówi w takim przypadku o dogłębnej transformacji. I dlatego właśnie następuje po niej Umiarkowanie, alchemiczna destylacja, oddzielanie energetycznych złogów od skarbów. I... tak - potem musi pojawić się Diabeł, który mówi: "Sprawdzam.", co oznacza tyle, że poddaje on próbie to, czego dokonało się najpierw podczas odcięcia, potem podczas wymagającej czasu i cierpliwości alchemicznej przemiany. Po Diabelskim teście przychodzi czas na Tarotową Wieżę - na chwilę prawdy, wynik testu - z tych wszystkich, często koniecznie bolesnych doświadczeń, pozostanie bowiem tylko to, co autentyczne. Wyrwiesz Diabłu diament. On go mocna trzyma, ale tylko pozornie. To Ty nadajesz mu moc.
Posłużyłam się tu językiem Tarota, bo jest bardzo bliski mojemu sercu i mentalności, osobowości, ale do odczynienia swojej rzeczywistości Tarotowa konsultacja - ani żadna inna, że tak powtórzę po raz kolejny - nie jest potrzebna. A skoro mówię to ja, a urodziłam się z umiejętnością odczytywania symboli z różnych światów, z umiejętnością czytania kart, której to umiejętności nie można nijak nabyć, to chyba coś w tym jest, prawda? Taki moment w tekście, który teraz czytasz byłby przecież doskonały do napisania - "Tylko Tarot ci pomoże". (Gwoli wyjaśnienia dla pasjonatów Tarota, a wiem z e-maili, które dostaję, że tacy czytają mojego bloga - moja powyższa interpretacja czterech Wielkich Arkanów nie wyczerpuje oczywiście ich znaczenia, jak zapewne wiecie, żadna interpretacja tego nie robi i nigdy nie zrobi, ta, którą się posłużyłam związana jest z kontekstem mojego eseju, z treścią omawianego zagadnienia.)
Ale ja mówię - tylko Ty możesz sobie pomóc. I nie potrzebujesz do tego nikogo ani niczego z zewnątrz. Bo dno, którego każą Ci szukać, celem odbicia się od niego, nie istnieje, więc jeśli teraz podążasz w jego kierunku, przestań, bo to droga donikąd. Droga na której możesz spotkać wielu pseudodoradców dla których staniesz się pożywką, wielu ludzi, którzy będą uważali, że lepiej od Ciebie wiedzą, kim jesteś. I będą Ci to umiejętnie wmawiać, imputować, sugerować; dyskretnie, wprost i między wierszami. Dlaczego tak wielu z nich zyskuje sławę i renomę, zanim okaże się, kim  są naprawdę i niestety już po tym, gdy skrzywdzą wielu ludzi? Bo są przekonani o swojej nieomylności, bo wierzą, że są dla Ciebie niczym latarnia do której zmierzasz próbując wyrwać się ze szponów sztormu. Swoim zachowaniem dają Ci do zrozumienia, że możesz być zaszczycony, iż poświęcają Ci swój czas. Kwestia pieniędzy za ich usługi; udają - czyli podkreślają często i namiętnie - że są one bez znaczenia, że oni, gdyby tylko mogli, pracowaliby za darmo; albo wręcz przeciwnie - ostentacyjnie afiszują się z dużymi stawkami, sugerując, że mają do zaoferowania coś, czego nie ma nikt inny. Pokora i ostrożność, tak wskazane, kiedy ma się do czynienia z psyche innego człowieka są im obce. Jeśli więc zdecydujesz się na terapię, znajdź profesjonalistę - pasjonata ukierunkowanego na ludzi, a nie na budowanie własnego ego. Twoje własne ciało (napięcie, brak napięcia, ból głowy albo poczucie relaksu, ucisk w splocie słonecznym lub przeciwnie - ciepło w jego okolicy, itp.) podpowie Ci, czy rozmawiasz z właściwym człowiekiem już podczas Waszego pierwszego spotkania. Oczywiście, jeśli będziesz uważny i nie będziesz się oszukiwać.
A zatem szukasz, co oznacza min., że sam na daną chwilę do końca siebie nie rozpoznałeś, więc inni nie mają prawa Cię określać, oceniać, szufladkować (pomijając to, że nigdy nie mają do tego prawa; pomijając - bo to oczywiste). Wiesz tyle, żeby wyruszyć. Inni nie przeżyli tego, co Ty i nie wiedzą, czym to było dla Ciebie, co Cię zabolało, a co nie, co przetasowało w Twojej głowie, co zrodziło się w Twoim sercu. Ilość scenariuszy dla ludzkich historii jest ograniczona. Natomiast ilość sposobów na jakie są one przeżywane nie mieści się w żadnych statystykach, bo każdy przeżywa na swój sposób, uwarunkowany przez wiele różnych czynników splatających się ze sobą ponownie w ileś tam możliwości - to się tylko pomnaża.
Czytaj; książki, gazety, co tylko wpadnie Ci w ręce. Słuchaj; muzyki, tego, co mówią otaczający Cię ludzie, w sklepach, na ulicach, spotkaniach, słuchaj śpiewu ptaków, słuchaj ciszy. Zatrzymaj się. Biegnij. Usiądź nad brzegiem morza. Wejdź na górę. Rób wszystko. Nie rób nic. Ale staraj się jak najczęściej, niczego sobie nie narzucając, sprawdzać - odczuwać, co z Tobą rezonuje. Tak odnajdziesz to, czego szukasz, a czego, przed wyruszeniem, często nawet nie potrafisz nazwać.
Nie leć w dół, licząc na to, że po drodze wydarzy się cud, a jeśli nawet nie, to w końcu, prędzej czy później, uderzysz w coś na tyle twardego, że to Cię zmieni, to Cię olśni. Nie można niczego na życiu wymusić. Można tylko spowodować, wywołać przez odpowiednie nastawienie.
A przecież chcesz dla siebie tylko dobrze, prawda?

piątek, 17 października 2014

Rzecz dzieje się w kasynie. Przy stole do ruletki stoi oczywiście krupier, wokół stołu eleganccy panowie i ona; jedna, jedyna kobieta - w długiej sukni na ramiączkach, z przezroczystym, szerokim szalem zarzuconym na ramiona, z wysoko upiętymi włosami. W dłoniach, na wysokości pasa, trzyma torebkę - kopertówkę.
Panowie mają miny wielce zasmucone, zaskoczone. Na ich twarzach maluje się wielkie niedowierzanie.
Kobieta jest spokojna, sprawia wrażenie kogoś, kogo nic nie jest w stanie zdziwić, kogoś otwartego na to, co niesie życie.
Przed panami, na stole, nie ma nic. Albo mówiąc jeszcze bardziej obrazowo - na stole przed panami zionie pustka.
Przed panią, na stole, piętrzą się stosy żetonów.
Kobieta zwraca się do osłupiałych, zasmuconych, milczących mężczyzn z pytaniem: "Czy któryś z panów mógłby mi wytłumaczyć na czym polega ta gra?"
Pytanie to umieszczone jest w tzw. chmurce umieszczonej nad kobietą, wskazującej na to, co kobieta mówi, bo też i cała krótka, treściwa, a jakże znacząca historyjka to żart rysunkowy, który onegdaj, czyli jakieś sto lat temu, zobaczyłam w jakiejś gazecie - być może był to "Przekrój".
Zobaczyłam raz, naprawdę bardzo, bardzo dawno temu i zapamiętałam, jak się okazuje, raz na zawsze.
Mogłabym teraz postawić retoryczne pytanie "Ciekawe, dlaczego (tak świetnie to zapamiętałam)?", ale to nie jest retoryczne pytanie, gdyż znam na nie odpowiedź, zatem jego retoryczność, a więc i wszelka zasadność w jednej chwili traci tu rację bytu.

Powyższą historyjkę obrazkową dedykuję wszystkim kobietom, w szczególności jednak tym, którym kiedykolwiek stawiałam karty. Na pewno, dziewczyny, wiecie skąd ta dedykacja i co chcę Wam przez to powiedzieć i przypomnieć. Ponieście to ze sobą i niech Wam służy, jak najlepiej.
I nie bójcie się, kiedy w swoich z kolei rozkładach kart zobaczycie tytułową Siódemkę Mieczy, której znaczenie tak wyraźnie przejawia się w przytoczonej przeze mnie opowieści; wszystko zawsze zależy od pytania i od kontekstu stworzonego przez sąsiadujące karty. A im bardziej będziecie się jej bały, tym częściej będzie się pojawiać. Jak min. wykorzystać jej potencjał - już wiecie. 


Panowie też oczywiście mogą, jeśli tylko chcą, z tej opowieści skorzystać. Wystarczy wówczas - w wyobraźni - w/w bohaterów pozamieniać rolami - umieścić wokół stołu kobiety i jednego mężczyznę. Albo nawet zabrać stół (gdyż faktycznie w kasynach jest więcej mężczyzn niż kobiet; jeśli zaś chcemy to, co wyobrażone odnieść do rzeczywistości, wyobrażone musi mieć znamiona tejże - dopiero wtedy można szaleć), następnie zmienić całą scenerię na wybraną przez siebie; i już.

niedziela, 14 września 2014

jedno przemienia się w drugie
drugie w trzecie wciąż
i na zawsze mając w sobie
źródło
istniejące lecz rozpoznawalne tylko
dla wtajemniczonych
trzecie znienacka staje się czwartym
czwarte kolejnym
z którego znów poniekąd samo
wyłania się następne
i nagle już wiem że tak będzie trwało
dopóki się nie wyczerpie
przynajmniej na tym etapie
nie jestem bowiem w stanie
tego przerwać
zupełnie
jakbym śniła na jawie
i może nawet tak jest
przemiany więc trwają
zmarli ożywiają
żywi odchodzą
kształty zatrzymują się w sobie
na coraz krócej
jakby nie wytrzymywały
odśrodkowego ciśnienia
nie mogę nic na to poradzić
obserwuję będąc jednocześnie
wewnątrz
wiedząc że przemienia się
po to żeby się wykrystalizować
uwolnić się z moich oczekiwań
oraz przyzwyczajeń
pozbawiona ich jestem gotowa
na wszystko
i na nic
przerażona
i jednocześnie silna nieznaną wcześniej siłą
w ciemnościach
w wewnętrznym widzeniu
gdyż zewnętrzne oko jest tu
całkowicie bezradne
dostrzegam zarys błoniastych skrzydeł
i twarz obciągniętą skórą suchą jak pergamin
na którym zostały spisane dzieje świata

piątek, 08 sierpnia 2014

Nic tak doskonale nie odzwierciedla nastawienia człowieka do życia, jak jego nastawienie do osoby zajmującej się dywinacją, z usług której ów człowiek korzysta. Polecam to uwadze korzystających i proponuję, tylko i wyłącznie dla ich dobra, aby sięgali po tego typu usługi w chwili, gdy są wyciszeni i otwarci na porady i przepowiednie. Dzięki temu dywinacyjna konsultacja nie zamieni się w koncert życzeń, usilnie i na różne sposoby uaktywniany zawsze tylko z jednej strony, tj. ze strony kwerenda, gdyż żaden wróżbita, żadna wróżka nie spełnia niczyich życzeń. Naszym zadaniem jest bowiem odczytywać karty, dokładnie w taki sposób, w jaki ułożą się one w rozkładzie, ni mniej, ni więcej.

środa, 23 lipca 2014

Projektowanie kart Tarota przypomina pisanie wierszy - niektóre z nich pojawiają się już gotowe, tak jakby w odległych zakamarkach umysłu czekały tylko na to, żeby móc się wreszcie ujawnić. Przedtem zaś tak długo chodzą za tym przez kogo postanowiły wydostać się na światło dzienne, tak uporczywie i cierpliwie zarazem siedzą mu w głowie, aż w końcu spisze je takimi, jakimi są, jakby z jakiejś niewidzialnej tablicy. Inne zaś krystalizują się, powoli, stopniowo wychodzą z ukrycia, z niepewności własnej, przymierzają różne kształty, wcielenia, niczym kobieta, która szykuje się na randkę - przebiera, wybiera, dopasowuje, odrzuca, zestawia - nie dlatego jednak, iż jest kapryśna, niezdecydowana etc. lecz dlatego, iż tak naprawdę wie, że gdzieś w swoich zasobach ma strój w którym będzie czuła się doskonale, a tym samym - również tak wyglądała. Czy więc sama przed sobą odgrywa przedstawienie, przymierzając co i raz inne ubrania, próbując coraz to innych wcieleń? Bynajmniej. To podświadomość łączy się się w ten sposób ze świadomością. To moc uczy się siebie; uruchamia się tutaj proces, który ma uzewnętrznić to, co gra wewnątrz, ale tak, żeby nie zdradzić od razu nazbyt wiele, równocześnie jednak powiedzieć tyle, ile by się chciało, lecz bez narzucania się. Życie często bywa tańcem na linie.
Podobnie z kartami. Niektóre ściąga się - sprowadza poprzez wszystkie poziomy wtajemniczenia w jednej chwili, a właściwie nawet nie sprowadza, co same przychodzą. Inne - szukają swojego kształtu, który dokładnie tak, jak w przypadku tych poprzednich, ujawniających się natychmiastowo w całości, też już jest tak naprawdę od dawna gotowy, jednak do zaistnienia potrzebna jest gotowość obopólna, zewnętrzna i wewnętrzna. Tak, że de facto, to, co wygląda na poszukiwanie jest także ujawnianiem się - tyle, że w innym tempie.
Zasadnicze pytanie, jakie się tu pojawia - czy się stwarza, czy jest się stwarzanym, czy się kreuje, czy jest się kreowanym, czy jest się podmiotem czy przedmiotem we wspomnianym procesie - z oczywistych względów może służyć tylko i aż gimnastyce umysłu.

 
1 , 2
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna