Anna Goluba

Wpisy z tagiem: tarot

sobota, 14 maja 2016

Tarot wymaga konkretnych pytań - przy czym, zdarza się, i to dość często, że traktuje dane pytanie, choćby i jak najprecyzyjniej sformułowane, jako punkt wyjściowy do wysnucia w odpowiedzi opowieści, która z zadanym pytaniem związana jest w stopniu niewielkim, albo nawet w żadnym. W opowieści tej zawiera się jednak odpowiedź na pytanie, którego kwerend nie miał odwagi zadać i / lub nie potrafił go sformułować, i które, w sposób nie w pełni dla niego świadomy, w nim funkcjonowało. Owo pytanie, które nie padło, a raczej odpowiedź na nie, okazuje się zawsze dla pytającego na daną chwilę najważniejsza, a nawet decydująca dla jego dalszego życia.

niedziela, 29 listopada 2015

"Kiedy spotkam miłość?" - to pytanie często zadawane jest osobom zajmującym się dywinacją. Zadają je zarówno kobiety, jak i mężczyźni, w różnym wieku, po różnych doświadczeniach.
Tymczasem, odpowiedź na tak właśnie postawione pytanie, jest tylko jedna i brzmi: "Nigdy".
Miłości bowiem się nie spotyka. Miłość rodzi się między dwojgiem ludzi, budzi się wywoływana przez różne wydarzenia, sytuacje, słowa, gesty; przez falę energii, która powstaje ze wzajemnych oddziaływań. Tak, brzmi to trochę jak czysta fizyka, bo jest w tym i fizyka, i biologia, i chemia, i magia, i uczucie. Jest wszystko, ale nic nie dzieje się samo. Nie spotyka się miłości. Ona nigdzie nie stoi za rogiem, na moście, na dachu wieżowca, czy gdziekolwiek indziej i na nikogo ani na nic nie czeka.  
Jest natomiast Twoim dziełem. Aktem tworzenia. Narodzinami nowego, również dlatego, że zakochując się ze wzajemnością, to my sami rodzimy się na nowo - budzi się w nas bowiem nowa świadomość, czy też raczej przebudza ta prawdziwa. Miłość jest przyzwoleniem na to, żeby pewne rzeczy zadziały się między Tobą i drugim człowiekiem; przyzwoleniem, które dajesz sobie i temu komuś.
Oczywiście, że bywa tak, iż rodzi się w jednej chwili, momentalnie; to jest możliwe. Kolokwialnie mówi się wówczas o miłości od pierwszego wejrzenia, ezoterycznie, z poziomu magii - że dwie dusze się rozpoznały. Po spędzeniu razem, w różnych konfiguracjach energetycznych, iluś tam wcieleń, ponownie na siebie trafiły. I to jest związek karmiczny; karmiczny również dlatego, że nie ma niekarmicznych, jeżeli bowiem coś się zawiązuje, jeśli powstaje relacja między dwojgiem ludźmi, to znaczy, że jest w tym karma; czasem tylko przejawia się ona silniej, czasem słabiej.
Czasem jest już już niemal wypalona. Czasem jest jej tyle, że wystarcza akurat na to, że siedząc przed swoim komputerem, czytasz teraz ten tekst i prawdopodobnie raczej osobiście się nie poznamy, choć wszystko jest możliwe.
Bez karmy nie ma żadnej, najsłabszej nawet energetycznie, relacji.
Wracając zaś do meritum - moja porada dla tych z Was, którzy chcą kochać i być kochani - nie pytajcie kart, kiedy spotkacie miłość, bo to abstrakcja z elementami asekuranctwa, czyli ze skrywanym pragnieniem, aby coś zadziało się samo. Tarot odpowie na to pytanie zgodnie z tym, co Wam w duszy gra. Dla tych kart jest to niezwykle proste do zobrazowania, do przedstawienia. Jeżeli więc w Waszym pytaniu będzie się kryła chęć stworzenia autentycznego, opartego na miłości związku z drugim człowiekiem, a pytanie zostanie zadane w sposób mało konkretny, ogólnikowy, tudzież swoiście zakamuflowany, a wszystko to z racji Waszej wrażliwości, nieśmiałości, zwykłej nieumiejętności w zadawaniu tego typu pytań, Tarot odpowie konkretnie, operując datami, a potrafi być niezwykle precyzyjny, mimo, a raczej właśnie dlatego, że jego moc jest ponadczasowa i sam w sobie sytuuje się poza wszelką czasoprzestrzenią. Jeżeli jednak w Waszym pytaniu zawarte będzie owo asekuranctwo i wygodnictwo o którym wspominałam, dostaniecie odpowiedź, która z różnych względów może być dla Was zaskakująca i wywoła u Was konsternację; albo was przestraszy, jeśli traficie na kogoś, kto uważa, że Tarota można nauczyć się z książek i na tej podstawie "wróży" innym.
Tym, którzy zajmują się Tarotem i wróżbiarstwem od pokoleń, często w takiej sytuacji, karty pokażą i Waszą intencję, i jednocześnie dadzą odpowiedź na zadane pytanie.
Jednak to w Waszym interesie leży, aby właściwie je sformułować, bo to przybliża Was do tego, czego szukacie; gdyż, jak wiadomo - właściwie zadane pytanie to połowa sukcesu.
A zatem - powodzenia; i w zadawaniu właściwych pytań, i w świadomym tworzeniu mocnych, szczęśliwych relacji. Skorzystacie z mojej porady albo nie, to zależy od Was. To przecież Wasze życie.

Powyższe pytanie już kiedyś zainspirowało mnie do napisania innego tekstu. Jeśli jesteście ciekawi, zajrzyjcie i tam.

piątek, 20 listopada 2015

Swoboda.
Jedna z tych rzeczy, która może zostać odebrana zanim dobrze się ją poznało lub w ogóle poznało. Bo można jej nie poznać wcale. Nie zaznać.
Swoboda w zachowaniu, w okazywaniu uczuć, w wypowiadaniu tego, co się myśli. Swoboda bycia. Sobą.
Odebrana zanim się jej zaznało, jak wszystko, co zniknęło zanim się zrodziło, może być bardzo trudna do odzyskania.
Dlatego ten tekst jest przeznaczony głównie dla rodziców. Dla tych z Was, którzy zaczynają się orientować, że Wasza relacja z dzieckiem uległa pewnemu usztywnieniu, jakby odśrodkowemu zahamowaniu, a Wy nie wiecie, czemu tak się stało.
Łatwo to jednak ustalić. Trzeba zapytać siebie - dlaczego moje dziecko nie ma ochoty uczestniczyć w zajęciach na które je zapisuję, dlaczego nie chce spędzać czasu w taki sposób w jaki mu proponuję? Przecież to byłoby dla niego najlepsze.
Na pewno?
Najlepsze, tak naprawdę, dla kogo?
W tym momencie może zacząć budzić się Twoja świadomość. Jeśli bowiem uważasz, że to, co proponujesz dziecku jest dla niego najwspanialsze, że Ty zawsze o tym marzyłeś...Zatrzymaj się. Jesteś już w domu. W domu przebudzonej świadomości, musisz teraz tylko rozpoznać, co tu dają :-)
Ty marzyłeś. To Ty marzyłeś.
Nie jesteś swoim dzieckiem, ani ono nie jest Tobą. Twoje dziecko nie musi marzyć o tym samym, o czym marzyłeś Ty. Nie dość na tym. To, co kiedyś było dla Ciebie równie ważne, jak oddech, dla niego może być całkiem obce, a czasem nawet odpychające, tłamszące...
Zamiast więc wpychać dziecko w SWOJE rozmaite wizje dotyczące jego obecnego, a zarazem przyszłego życia, bo każda obecna chwila jest zalążkiem tak przeszłej, jak i następnej, wysłuchaj go. Zapytaj, czy odpowiada mu to ubranie, które na niego zakładasz? Zapytaj, czy na pewno chce chodzić na kurs tańca lub jakikolwiek inny? A może po prostu zapytaj, co go interesuje. Jeśli jednak zabierzesz mu swobodę ruchów, rozumianą w szerokim znaczeniu tego słowa, swobodę przejawiania jego jestestwa... Nie zdziw się, jeśli któregoś dnia, najpierw jako już trochę starsze, coraz bardziej świadome siebie dziecko, a potem już jako dorastający, wreszcie dorosły człowiek, w pewnej chwili zniknie. Nawet jeśli będzie tuż obok Ciebie, nie będziesz w stanie go wyczuć, dosięgnąć, w żadnej sprawie, ani prośbą, ani groźbą. Bo ktoś, komu odebrano swobodę przejawiania się, pozostanie zamknięty - siłą rzeczy. To zamknięcie, z upływem czasu, będzie się coraz bardziej uszczelniać, a wewnątrz niego będą narastać, ogromnieć sprawy, talenty, potrzeby, pragnienia, które nieuwolnione wtedy, gdy była ich pora, stopniowo zaczną wynaturzać się, zaprzeczać same sobie... Z tego, co mogło być dobre, życiodajne, twórcze, zrodzą się dziwne twory - najpierw na poziomie energetycznym, ponieważ jednak nic nigdy na nim nie pozostaje, tylko zaczyna się zagęszczać, a potem materializować, ważny jest czas.
Więc pomyśl. Zacznij słuchać. Słuchaj uważnie tj. w stanie otwartości. Tak, jak pewnie nigdy nie wysłuchano Ciebie, inaczej przecież nie próbowałbyś  niczego dziecku (nieświadomie) narzucać.
Słuchanie, na początku, sprawi Ci trudność. Będziesz musiał bowiem odstawić wszystkie swoje filtry tj. przekonania, zasady z którymi dorastałeś i z których nie wszystkie są Twoje, nie synchronizują z twoim wnętrzem. Będziesz musiał oddzielić jedne od drugich. Te, które nie są twoje będą bardziej napierały na Twój sposób myślenia, po tym je rozpoznasz. Kiedy zaś już zostaniesz z tym, co według Ciebie jest jedynie słuszne i na pewno Twoje, to też będziesz musiał odstawić wsłuchując się w pragnienia i potrzeby Twojego dziecka. Nie jesteś bowiem w stanie szybko rozpoznać co z tego, co teraz wyznajesz, i co pozwala Ci funkcjonować, stanowi składową systemu asekuracyjnego umożliwiającego ci przetrwanie mające niewiele wspólnego z życiem. Takie rozpoznanie to złożony proces, niejednokrotnie wydłużający się w czasie, w dodatku nieco podstępny w swym charakterze. Utrwalone struktury energetyczne nie poddają się łatwo, tymczasem Twoje dziecko dopiero rozpoczyna swoją drogę.
Kiedy więc postanowisz go wysłuchać, odstaw na bok wszystko.
Wtedy samoistnie się otworzysz. I to nie tylko na tę jedną, kilka, czy wiele rozmów z dzieckiem. Otworzysz się całkowicie, nic bowiem nie dzieje się na jednej płaszczyźnie. Tak, jak w Tarocie każdy, opowiadający o twoim życiu, układ kart, nigdy nie jest jednopoziomowy, tak, i analogicznie, nasza psyche, aktywizuje się zawsze na wielu poziomach równocześnie. Na wielu poziomach synchronicznie żyjemy, odczuwamy, myślimy. Stan całkowitego otwarcia spowoduje więc otwarcie u ciebie tego, co kiedyś zostało zamknięte. Może nie od razu, ale... Nigdy nie jest za późno. Bo czas, owszem, jest ważny. Ale po pierwsze - jest umowny. A po drugie - powiedzieć o nim, że jest linearny, to duże uproszczenie.
Ciągle jesteś tamtym dzieckiem.
Nie projektuj go jednak na swoje własne, bo każda taka projekcja jest zaprzeczeniem życia i hamuje jego przepływ.
Słuchaj. A potem działaj według tego, co usłyszysz. Niezależnie od tego, jakie to ci się wyda. Nie znasz tego. Nigdy nie zaistniało to w Twojej głowie tj. nigdy nie było Twoim marzeniem, pragnieniem. Wysłuchaj, zadziałaj adekwatnie. Potem obserwuj uważnie to, co się będzie działo. Zdziwisz się, jak piękne może być to, wobec czego nie ma się żadnych oczekiwań.

środa, 19 sierpnia 2015

Pamięć, jak wiadomo, jest jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem.
Błogosławieństwem - bo to dzięki niej pamiętamy, kim jesteśmy. Na każdym poziomie, również tym podstawowym. Ludzie, którzy wskutek wypadków lub chorób, pozbawieni zostali pamięci długoterminowej, każdego dnia uczą się rozpoznawać siebie od nowa. Wielki wysiłek, jaki w to wkładają, jest jednocześnie wysiłkiem próżnym, pustym działaniem, bo już następnego dnia nie pamiętają siebie. Stojąc przed lustrem doznają wrażenia, że patrzy na nich stamtąd ktoś obcy. Ktoś, kto powtarza ich ruchy i mimikę. O kim nic nie wiedzą. Potrafisz to sobie wyobrazić? Jeśli tak, to już wiesz, jaka jest w tym groza, choć niewykluczone, że ci, którzy utracili pamięć mają też jakiś swój własny zawór bezpieczeństwa, który nie pozwala im tej grozy poczuć. Nie pamiętają (sic!) wszak, jak to jest pamiętać, nie mają już porównania...
Ale pamięć jest również przekleństwem; staje się nim, kiedy pamiętamy aż nazbyt dobrze; kiedy to, co było kiedyś, wciąż w nas pracuje, tworząc filtry przez które spoglądamy na otaczającą rzeczywistość. A każdy filtr, siłą rzeczy, zniekształca, odsiewa; to jaką dokładnie pracę wykonuje zależy od tego ile w nas jest goryczy, żalu, ale i sentymentu, przywiązania... Ile to razy mówimy: "Ja inaczej nie potrafię...". Oczywiście, że potrafisz. Tylko coś cię trzyma. Pamięciowy wzorzec; i wpisane w niego twoje przeszłe doświadczenie wraz z reakcją na nie.
Czy jest na niego sposób? Jest. Taki sam, jak w pokerze; żeby go jednak zastosować, musisz najpierw przestać być wszechwiedzący, czyli jeszcze przedtem zrozumieć, albo chociaż dopuścić do siebie myśl, że działa w tobie, poprzez ciebie, coś, co nie pozwala ci na autentyczną ocenę bieżącej sytuacji, właściwy ogląd tego, co masz przed sobą. Kiedy już poczujesz w sobie tę cudowną niepewność, cudowną, bo świadczącą o tym, że jest w tobie otwartość i gotowość na przyjęcie tego, co jest naprawdę, a nie tego, co jest przefiltrowanym obrazem, cudowną również dlatego, bo świadczącą o tym, że żyjesz, kiedy już więc to poczujesz, to delikatne drżenie, powiedz temu, co jest przed tobą: "sprawdzam". Skonfrontuj rzeczywistość ze swoim przeczuciem. Dowiesz się wówczas, na ile faktycznie jest to przeczucie, a na ile strach, władca podziemi, zarządzający zaskorupiałymi energetycznie wzorcami.
To dlatego w niektórych taliach Tarota, widać wyraźnie, że ów władca, Diabeł, widniejący na XV Wielkim Arkanie, nikogo, tak naprawdę, na siłę przy sobie nie trzyma: żelazne obręcze na szyjach niegdysiejszych Kochanków są luźne i można by je zdjąć jednym ruchem, klatka w której siedzi niegdysiejszy, gotowy na każdą przygodę, Głupiec, jest szeroko otwarta, ale ów Głupiec, skulony, zawinięty w siebie, zupełnie tego nie dostrzega... Stąd szelmowski uśmiech Diabła; który oznacza również, że kogoś, kogo on sygnuje albo czyją sytuację opisuje, stać na rzeczy o jakich filozofom się nie śniło.
I jak to w Tarocie, tak i w życiu, i vice versa - to od ciebie zależy, jakie znaczenie będzie miał ten uśmieszek. Czy będzie to diabelski chichot towarzyszący absurdalnym i jednocześnie wciąż powtarzającym się schematom w twoim życiu, czy to jednak ty się tak uśmiechniesz wiedząc i widząc coś, czego nie wiedzą i nie widzą inni i zaskakując ich tak, że od tej pory (wreszcie) już nic nie będzie takie samo, jak przedtem. Wszak nie bez kozery po karcie przedstawiającej Diabła, pojawia się Wieża, mówiąca o tym, że to, co fałszywe, zakleszczone, etc. zostało właśnie uwolnione...

O logicznych powiązaniach pomiędzy wspomnianymi wyżej kartami pisałam również w tym tekście.

poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Iskra, która
Ożywia nieożywione -
As Buław


Uczucie po brzegi
Wypełnione sobą -
As Pucharów


Decyzja, która
Nie pozostawia złudzeń -
As Mieczy


Kamień węgielny
Pod każdą budowę -
As Denarów

sobota, 14 lutego 2015

Dno nie istnieje.
Jest to, jak myślę, cenna informacja dla wszystkich poszukiwaczy ciemnej strony Księżyca - jakkolwiek by to rozumieć. Każdy taką wędrówkę podejmuje na własną rękę, podług własnych możliwości i środków. Często w ramach buntu do umownej rzeczywistości, często również w związku z doznanymi traumami, których postanawia nijak nie transformować, bo skoro świat (najbliżsi, ludzie na których polegał, itp.) coś takiego mu zafundował nie jest wart żadnych starań z jego strony.
Tak rozpoczyna się pikowanie w dół. Z odśrodkowym założeniem, iż w razie czego natrafi się na dno od którego będzie można się odbić.
Ktoś podstępny i cwany, może jakiś terapeuta samozwaniec, musiał ukuć taką teorię, którą wielu przyjęło za swoją.
Gdyby dno istniało, wielu z tych, którzy by go dotknęli nie uskutecznialiby powtórki z rozrywki, po krótkiej przerwie od wirowania po piekielnych kręgach, z pewnością nie wracaliby na nie. A jednak często wracają, dlatego, iż ów antrakt nie miał nic wspólnego z tzw. dotknięciem własnego dna, lecz z wypoczynkiem wymuszonym przez wycieńczony psychofizycznie organizm. Po odpoczynku zaś (po kuracji, detoksie, egzorcyzmach, energetycznych oczyszczaniach itp.) powstaje wolna przestrzeń, która domaga się wypełnienia. Nie zostaje jednak wypełniona niczym zdrowym ani dobroczynnym, jeśli organizm, jeśli człowiek nie został naprawdę uleczony.
Uleczenie zaś polega tylko i wyłącznie na zmianie nastawienia.
Zmiana nastawienia odbywa się zaś w ciągu nanosekundy; miejsce zdarzenia jest absolutnie dowolne - może to być kozetka u psychoanalityka, ale może być i kanapa własna wysiedziana od wielkiego, wynikającego ze strachu i wygodnictwa, pozoranctwa i asekuranctwa.
Nic nie jest w uleczeniu potrzebne oprócz tego jednego kliknięcia, oprócz przestawienia tej jednej zwrotnicy. Dokonać się to może w każdej chwili, w dowolny, dla każdego najbardziej adekwatny, sposób. Jest to już rzecz drugorzędna.
Nie trzeba wydawać niebotycznych pieniędzy na żadne terapie ani detoksy. Ani niebotycznych ani żadnych. Chyba, że to komuś odpowiada i z nim współgra. Ale można chodzić na rozmaite terapie latami, wirować po znanych na pamięć torach, pikować to w górę, to coraz częściej w dół, i nie osiągać żadnych pozytywnych rezultatów. Jeśli nie wydarzy się nic w głowie, jeśli nie zmieni się swojego nastawienia, jeśli nie zobaczy się siebie w całości - a jest to jak dotknięcie (symbolicznej) śmierci, kiedy to w ułamku sekundy dociera do człowieka znaczenie - obraz tego, co się z nim dzieje wraz z tym, co do tego doprowadziło, co jest teraz i dokąd ewidentnie, o ile nie wprowadzi się żadnych zmian, to prowadzi -wówczas do uzdrowienia nie dojdzie. Stąd Tarotowa Śmierć mówi w takim przypadku o dogłębnej transformacji. I dlatego właśnie następuje po niej Umiarkowanie, alchemiczna destylacja, oddzielanie energetycznych złogów od skarbów. I... tak - potem musi pojawić się Diabeł, który mówi: "Sprawdzam.", co oznacza tyle, że poddaje on próbie to, czego dokonało się najpierw podczas odcięcia, potem podczas wymagającej czasu i cierpliwości alchemicznej przemiany. Po Diabelskim teście przychodzi czas na Tarotową Wieżę - na chwilę prawdy, wynik testu - z tych wszystkich, często koniecznie bolesnych doświadczeń, pozostanie bowiem tylko to, co autentyczne. Wyrwiesz Diabłu diament. On go mocna trzyma, ale tylko pozornie. To Ty nadajesz mu moc.
Posłużyłam się tu językiem Tarota, bo jest bardzo bliski mojemu sercu i mentalności, osobowości, ale do odczynienia swojej rzeczywistości Tarotowa konsultacja - ani żadna inna, że tak powtórzę po raz kolejny - nie jest potrzebna. A skoro mówię to ja, a urodziłam się z umiejętnością odczytywania symboli z różnych światów, z umiejętnością czytania kart, której to umiejętności nie można nijak nabyć, to chyba coś w tym jest, prawda? Taki moment w tekście, który teraz czytasz byłby przecież doskonały do napisania - "Tylko Tarot ci pomoże". (Gwoli wyjaśnienia dla pasjonatów Tarota, a wiem z e-maili, które dostaję, że tacy czytają mojego bloga - moja powyższa interpretacja czterech Wielkich Arkanów nie wyczerpuje oczywiście ich znaczenia, jak zapewne wiecie, żadna interpretacja tego nie robi i nigdy nie zrobi, ta, którą się posłużyłam związana jest z kontekstem mojego eseju, z treścią omawianego zagadnienia.)
Ale ja mówię - tylko Ty możesz sobie pomóc. I nie potrzebujesz do tego nikogo ani niczego z zewnątrz. Bo dno, którego każą Ci szukać, celem odbicia się od niego, nie istnieje, więc jeśli teraz podążasz w jego kierunku, przestań, bo to droga donikąd. Droga na której możesz spotkać wielu pseudodoradców dla których staniesz się pożywką, wielu ludzi, którzy będą uważali, że lepiej od Ciebie wiedzą, kim jesteś. I będą Ci to umiejętnie wmawiać, imputować, sugerować; dyskretnie, wprost i między wierszami. Dlaczego tak wielu z nich zyskuje sławę i renomę, zanim okaże się, kim  są naprawdę i niestety już po tym, gdy skrzywdzą wielu ludzi? Bo są przekonani o swojej nieomylności, bo wierzą, że są dla Ciebie niczym latarnia do której zmierzasz próbując wyrwać się ze szponów sztormu. Swoim zachowaniem dają Ci do zrozumienia, że możesz być zaszczycony, iż poświęcają Ci swój czas. Kwestia pieniędzy za ich usługi; udają - czyli podkreślają często i namiętnie - że są one bez znaczenia, że oni, gdyby tylko mogli, pracowaliby za darmo; albo wręcz przeciwnie - ostentacyjnie afiszują się z dużymi stawkami, sugerując, że mają do zaoferowania coś, czego nie ma nikt inny. Pokora i ostrożność, tak wskazane, kiedy ma się do czynienia z psyche innego człowieka są im obce. Jeśli więc zdecydujesz się na terapię, znajdź profesjonalistę - pasjonata ukierunkowanego na ludzi, a nie na budowanie własnego ego. Twoje własne ciało (napięcie, brak napięcia, ból głowy albo poczucie relaksu, ucisk w splocie słonecznym lub przeciwnie - ciepło w jego okolicy, itp.) podpowie Ci, czy rozmawiasz z właściwym człowiekiem już podczas Waszego pierwszego spotkania. Oczywiście, jeśli będziesz uważny i nie będziesz się oszukiwać.
A zatem szukasz, co oznacza min., że sam na daną chwilę do końca siebie nie rozpoznałeś, więc inni nie mają prawa Cię określać, oceniać, szufladkować (pomijając to, że nigdy nie mają do tego prawa; pomijając - bo to oczywiste). Wiesz tyle, żeby wyruszyć. Inni nie przeżyli tego, co Ty i nie wiedzą, czym to było dla Ciebie, co Cię zabolało, a co nie, co przetasowało w Twojej głowie, co zrodziło się w Twoim sercu. Ilość scenariuszy dla ludzkich historii jest ograniczona. Natomiast ilość sposobów na jakie są one przeżywane nie mieści się w żadnych statystykach, bo każdy przeżywa na swój sposób, uwarunkowany przez wiele różnych czynników splatających się ze sobą ponownie w ileś tam możliwości - to się tylko pomnaża.
Czytaj; książki, gazety, co tylko wpadnie Ci w ręce. Słuchaj; muzyki, tego, co mówią otaczający Cię ludzie, w sklepach, na ulicach, spotkaniach, słuchaj śpiewu ptaków, słuchaj ciszy. Zatrzymaj się. Biegnij. Usiądź nad brzegiem morza. Wejdź na górę. Rób wszystko. Nie rób nic. Ale staraj się jak najczęściej, niczego sobie nie narzucając, sprawdzać - odczuwać, co z Tobą rezonuje. Tak odnajdziesz to, czego szukasz, a czego, przed wyruszeniem, często nawet nie potrafisz nazwać.
Nie leć w dół, licząc na to, że po drodze wydarzy się cud, a jeśli nawet nie, to w końcu, prędzej czy później, uderzysz w coś na tyle twardego, że to Cię zmieni, to Cię olśni. Nie można niczego na życiu wymusić. Można tylko spowodować, wywołać przez odpowiednie nastawienie.
A przecież chcesz dla siebie tylko dobrze, prawda?

piątek, 17 października 2014

Rzecz dzieje się w kasynie. Przy stole do ruletki stoi oczywiście krupier, wokół stołu eleganccy panowie i ona; jedna, jedyna kobieta - w długiej sukni na ramiączkach, z przezroczystym, szerokim szalem zarzuconym na ramiona, z wysoko upiętymi włosami. W dłoniach, na wysokości pasa, trzyma torebkę - kopertówkę.
Panowie mają miny wielce zasmucone, zaskoczone. Na ich twarzach maluje się wielkie niedowierzanie.
Kobieta jest spokojna, sprawia wrażenie kogoś, kogo nic nie jest w stanie zdziwić, kogoś otwartego na to, co niesie życie.
Przed panami, na stole, nie ma nic. Albo mówiąc jeszcze bardziej obrazowo - na stole przed panami zionie pustka.
Przed panią, na stole, piętrzą się stosy żetonów.
Kobieta zwraca się do osłupiałych, zasmuconych, milczących mężczyzn z pytaniem: "Czy któryś z panów mógłby mi wytłumaczyć na czym polega ta gra?"
Pytanie to umieszczone jest w tzw. chmurce umieszczonej nad kobietą, wskazującej na to, co kobieta mówi, bo też i cała krótka, treściwa, a jakże znacząca historyjka to żart rysunkowy, który onegdaj, czyli jakieś sto lat temu, zobaczyłam w jakiejś gazecie - być może był to "Przekrój".
Zobaczyłam raz, naprawdę bardzo, bardzo dawno temu i zapamiętałam, jak się okazuje, raz na zawsze.
Mogłabym teraz postawić retoryczne pytanie "Ciekawe, dlaczego (tak świetnie to zapamiętałam)?", ale to nie jest retoryczne pytanie, gdyż znam na nie odpowiedź, zatem jego retoryczność, a więc i wszelka zasadność w jednej chwili traci tu rację bytu.

Powyższą historyjkę obrazkową dedykuję wszystkim kobietom, w szczególności jednak tym, którym kiedykolwiek stawiałam karty. Na pewno, dziewczyny, wiecie skąd ta dedykacja i co chcę Wam przez to powiedzieć i przypomnieć. Ponieście to ze sobą i niech Wam służy, jak najlepiej.
I nie bójcie się, kiedy w swoich z kolei rozkładach kart zobaczycie tytułową Siódemkę Mieczy, której znaczenie tak wyraźnie przejawia się w przytoczonej przeze mnie opowieści; wszystko zawsze zależy od pytania i od kontekstu stworzonego przez sąsiadujące karty. A im bardziej będziecie się jej bały, tym częściej będzie się pojawiać. Jak min. wykorzystać jej potencjał - już wiecie. 


Panowie też oczywiście mogą, jeśli tylko chcą, z tej opowieści skorzystać. Wystarczy wówczas - w wyobraźni - w/w bohaterów pozamieniać rolami - umieścić wokół stołu kobiety i jednego mężczyznę. Albo nawet zabrać stół (gdyż faktycznie w kasynach jest więcej mężczyzn niż kobiet; jeśli zaś chcemy to, co wyobrażone odnieść do rzeczywistości, wyobrażone musi mieć znamiona tejże - dopiero wtedy można szaleć), następnie zmienić całą scenerię na wybraną przez siebie; i już.

niedziela, 14 września 2014

jedno przemienia się w drugie
drugie w trzecie wciąż
i na zawsze mając w sobie
źródło
istniejące lecz rozpoznawalne tylko
dla wtajemniczonych
trzecie znienacka staje się czwartym
czwarte kolejnym
z którego znów poniekąd samo
wyłania się następne
i nagle już wiem że tak będzie trwało
dopóki się nie wyczerpie
przynajmniej na tym etapie
nie jestem bowiem w stanie
tego przerwać
zupełnie
jakbym śniła na jawie
i może nawet tak jest
przemiany więc trwają
zmarli ożywiają
żywi odchodzą
kształty zatrzymują się w sobie
na coraz krócej
jakby nie wytrzymywały
odśrodkowego ciśnienia
nie mogę nic na to poradzić
obserwuję będąc jednocześnie
wewnątrz
wiedząc że przemienia się
po to żeby się wykrystalizować
uwolnić się z moich oczekiwań
oraz przyzwyczajeń
pozbawiona ich jestem gotowa
na wszystko
i na nic
przerażona
i jednocześnie silna nieznaną wcześniej siłą
w ciemnościach
w wewnętrznym widzeniu
gdyż zewnętrzne oko jest tu
całkowicie bezradne
dostrzegam zarys błoniastych skrzydeł
i twarz obciągniętą skórą suchą jak pergamin
na którym zostały spisane dzieje świata

piątek, 08 sierpnia 2014

Nic tak doskonale nie odzwierciedla nastawienia człowieka do życia, jak jego nastawienie do osoby zajmującej się dywinacją, z usług której ów człowiek korzysta. Polecam to uwadze korzystających i proponuję, tylko i wyłącznie dla ich dobra, aby sięgali po tego typu usługi w chwili, gdy są wyciszeni i otwarci na porady i przepowiednie. Dzięki temu dywinacyjna konsultacja nie zamieni się w koncert życzeń, usilnie i na różne sposoby uaktywniany zawsze tylko z jednej strony, tj. ze strony kwerenda, gdyż żaden wróżbita, żadna wróżka nie spełnia niczyich życzeń. Naszym zadaniem jest bowiem odczytywać karty, dokładnie w taki sposób, w jaki ułożą się one w rozkładzie, ni mniej, ni więcej.

środa, 23 lipca 2014

Projektowanie kart Tarota przypomina pisanie wierszy - niektóre z nich pojawiają się już gotowe, tak jakby w odległych zakamarkach umysłu czekały tylko na to, żeby móc się wreszcie ujawnić. Przedtem zaś tak długo chodzą za tym przez kogo postanowiły wydostać się na światło dzienne, tak uporczywie i cierpliwie zarazem siedzą mu w głowie, aż w końcu spisze je takimi, jakimi są, jakby z jakiejś niewidzialnej tablicy. Inne zaś krystalizują się, powoli, stopniowo wychodzą z ukrycia, z niepewności własnej, przymierzają różne kształty, wcielenia, niczym kobieta, która szykuje się na randkę - przebiera, wybiera, dopasowuje, odrzuca, zestawia - nie dlatego jednak, iż jest kapryśna, niezdecydowana etc. lecz dlatego, iż tak naprawdę wie, że gdzieś w swoich zasobach ma strój w którym będzie czuła się doskonale, a tym samym - również tak wyglądała. Czy więc sama przed sobą odgrywa przedstawienie, przymierzając co i raz inne ubrania, próbując coraz to innych wcieleń? Bynajmniej. To podświadomość łączy się się w ten sposób ze świadomością. To moc uczy się siebie; uruchamia się tutaj proces, który ma uzewnętrznić to, co gra wewnątrz, ale tak, żeby nie zdradzić od razu nazbyt wiele, równocześnie jednak powiedzieć tyle, ile by się chciało, lecz bez narzucania się. Życie często bywa tańcem na linie.
Podobnie z kartami. Niektóre ściąga się - sprowadza poprzez wszystkie poziomy wtajemniczenia w jednej chwili, a właściwie nawet nie sprowadza, co same przychodzą. Inne - szukają swojego kształtu, który dokładnie tak, jak w przypadku tych poprzednich, ujawniających się natychmiastowo w całości, też już jest tak naprawdę od dawna gotowy, jednak do zaistnienia potrzebna jest gotowość obopólna, zewnętrzna i wewnętrzna. Tak, że de facto, to, co wygląda na poszukiwanie jest także ujawnianiem się - tyle, że w innym tempie.
Zasadnicze pytanie, jakie się tu pojawia - czy się stwarza, czy jest się stwarzanym, czy się kreuje, czy jest się kreowanym, czy jest się podmiotem czy przedmiotem we wspomnianym procesie - z oczywistych względów może służyć tylko i aż gimnastyce umysłu.

sobota, 03 maja 2014

"Gdzieś w świecie krąży, płynie tajemnicza energia, która, jeżeli zbliży się i nas wypełni, da nam siłę, aby uruchomić czas - coś zacznie się dziać. Dopóki jednak to nie nastąpi, trzeba czekać - wszelkie inne zachowanie jest złudą i donkiszoterią."

"Heban", Ryszard Kapuściński


To jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie najbardziej trafnych opisów energii reprezentowanej w Tarocie przez Wisielca - XII Wielki Arkan.
Najpiękniejsze zaś w nim jest to, że jak widać nie jest opisem tej karty sensu stricte, nie został zaczerpnięty z żadnej książki o Tarocie, lecz dotyczy właśnie energii w / w karty.
Bo poprzez pryzmat Tarota można odczytać - w sensie dosłownym i przenośnym - absolutnie wszystko, a więc nie tylko słowo pisane, ale też mówione, dzieła sztuki, filmy, sztuki teatralne, krajobrazy; Tarot przenika również poprzez sceny z życia codziennego i niecodziennego - a więc wojny, powodzie, katastrofy, jak też wszelkie radosne święta, nasze własne, prywatne, jak i te o szerszym np. krajowym lub światowym zasięgu.
Mając dar czytania kart, czy też mówiąc szerzej - dar odczytywania energii, jej przejawów, zanim zostaną one zmaterializowane, takie Tarotowe tropy można wyśledzić wszędzie. To bardzo wzbogaca wiedzę, zarówno dotyczącą życia, jak i samego Tarota, który z życiem, a więc i z jego wszelkimi zmianami, postępem ewolucyjnym, jest nierozerwalnie związany i mieści w sobie wszystko od początku stworzenia do wyczerpania wszelkich form, co jest logicznie nieuniknione.
Nie mając daru, również można śledzić Tarotowe przejawy, można poprzez to, co nas dosięga i w nas wnika, odczuć jaka też karta mogłaby to zobrazować. Dla każdego będzie to bardzo, ale bardzo indywidualny odczyt, uwarunkowany przez różne czynniki, takie jak własne przeżycia i doświadczenia, wrażliwość, emocjonalność, inteligencja, otwartość, itp. Przeprowadzając takie własne małe i większe, ukierunkowane lub spontaniczne, śledztwa, można również nauczyć się i pogłębić swoją wiedzę na temat życia i kart, jednak nie można nauczyć się wróżyć. To jest dane - nomen omen - tylko osobie mającej dar.
Tym wpisem odpowiadam na e-maile, które od czasu do czasu dostaję i które dotyczą tego właśnie zagadnienia - mianowicie tego, czy Tarota, wróżenia z niego, można nauczyć się z książek? Jak więc już wspomniałam - wróżenia nie można się nauczyć. Trzeba tę umiejętność mieć w sobie, od urodzenia. Jeśli się jej nie ma, też można zapoznać się z Tarotem, bo to największy fenomen, największy przejaw szeroko rozumianego geniuszu z jakim może zetknąć się człowiek. Absurdem jednak jest uczenie się znaczeń kart na pamięć. Znaczenie karty zmienia się w zależności od kart otaczających ją w układzie, ten zaś zależy od pytania, potrafi przy tym być również wielopoziomowy tj. równocześnie odpowiadać na pytania z różnych dziedzin życia danej osoby. Albo niespodziewanie, sam z siebie, także poprzez ten sam układ, położony przecież na określone pytanie, przed czymś ostrzec lub zapowiedzieć jakąś fantastyczną nowinę. Jaki więc ma sens uczenie się kart na pamięć? Żaden. Kontakt z Tarotem ma być żywy, elastyczny - bo taki jest Tarot.


Rzut na układ kart.  


Ze wszystkich wypowiedzi, jakie słyszałam odnośnie uczenia się Tarota najbardziej wartą wspomnienia była wypowiedź pewnej młodej kobiety w telewizyjnym talk - show. Przyznała, że uczestniczyła kiedyś w kursie nauki Tarota, próbowała go zgłębiać, bo bardzo ją pociągał; chciała też korzystać z niego w życiu, a w przyszłości zająć się wróżeniem zawodowo. W trakcie nauki dotarła do niej - szczęśliwie - jedna, lecz za to bardzo istotna - rzecz. Taka mianowicie, że aby czytać karty trzeba mieć, jak to określiła, tzw. rzut, czyli od jednego spojrzenia na układ kart ogarnąć, poczuć o czym on mówi, jaki jest jego wydźwięk, przekaz. Powiedziała, że jeśli się tego nie ma, prawidłowy odczyt kart jest niewykonalny.
Zgłębiam wszystko, co możliwe i niemożliwe :-), na temat Tarota od wielu lat. I to była naprawdę najbardziej trafna i jednocześnie najbardziej uczciwa wypowiedź w tym temacie z jaką się spotkałam.
Mam nadzieję, że wyczerpująco odpowiedziałam tym, którzy wysyłają do mnie e-maile w powyższej sprawie. Dar czytania kart jest takim samym darem, jak każdy inny w tym sensie, że dany z góry wymaga odkrycia, a następnie wykorzystania - z pełnym zaangażowaniem i szacunkiem. Nie oznacza to oczywiście, że ci, którzy daru nie mają nie powinni dotykać kart. Tak, jak wspomniałam - te karty pomagają lepiej i pełniej żyć, warto więc je poznać. Ale nie obrażać wkuwając ich znaczenia na pamięć, nie nadużywać wróżąc innym, jeśli nie jest to nam przeznaczone - bo tym właśnie jest korzystanie z daru - wypełnieniem przeznaczenia. Najlepszą metodą na spotkanie i zapoznanie się z energią Tarota dla tych, których on pociąga, ale są już na tyle siebie świadomi, iż wiedzą, że ezoteryka nie jest ich drogą, może być np. - na początku - wyciągnięcie karty (może być najpierw właśnie jedna) z intencją, aby zobrazowała wydarzenie, które kiedyś już zaistniało w ich życiu, o którym wiedzą dokładnie czym dla nich było i co im przyniosło. Taki sposób daje możliwość konfrontacji własnych odczuć z wizerunkiem przedstawionym na karcie, ocenieniem na ile wewnętrzne odczucia i wspomnienia oraz Tarotowy obraz synchronizują ze sobą, na ile ujawnia się tu coś, co było zakryte, choć przecież wydawało się, iż rzecz dotyczy przeszłości, która jest już rozdziałem zamkniętym, a przede wszystkim wiadomym... Nic nigdy nie zamyka się do końca, tylko transformuje. I nic nie jest do końca wiadome, bo gdyby było, ten świat nie musiałby trwać dalej; to tajemnica podtrzymuje życie, a stopniowe jej odkrywanie zwyczajowo odbieramy jako ewolucję. Oddziaływania z przeszłości dają znać o sobie na wiele sposobów i to w najmniej spodziewanych momentach. Ileż to razy, wielu z nas (wszyscy? :-)), powiedzieliśmy sami do siebie: "Myślałam / - em, że to już jest skończone..., że już tak nie zareaguję..."
Nie zmienia to jednak faktu, że to konfrontacyjne, synchroniczne ćwiczenie nawiązujące do przeszłości, pozwoli początkującym stopniowo, na tej samej zasadzie, poprzez z kolei zadawanie pytań dotyczących bieżącego dnia, na lepszy wgląd w teraźniejszość, a tym samym - niezauważalnie - również w przyszłość, ponieważ kształtujemy ją w każdej chwili; każda zaś obecna chwila jest zalążkiem następnej...
Nie jest to oczywiście, siłą rzeczy, nauka wróżenia, lecz metoda wyostrzająca intuicję, pobudzająca wyobraźnię i zdolności wizualizacyjne, które silnie mogą wpłynąć na strefę snu, i stać się dodatkowym źródłem, dostępnych już dla każdego, snów proroczych.


Czystość intencji - podstawa i warunek konieczny.


Życzę powodzenia w spotkaniu z Tarotem, które i tak zapewni wszystkim pasjonatom tych magicznych kart, czysta i nieskazitelna intencja, czyli chęć, pragnienie, aby Tarot naprawdę stał się ich powiernikiem, przewodnikiem i doradcą.

wtorek, 08 kwietnia 2014

Unaocznienie - to daje Tarot.
Gdyż cała wiedza jest wewnątrz, ale dopiero wydobyta na światło dzienne - unaoczniona - zaczyna żyć własnym życiem tj. działać, być użyteczna. Sam moment unaocznienia jest do tego impulsem; oczywiście to, co powinno iść za nim to praca na rzecz dalszego wdrażania tejże wiedzy w sprawy dnia codziennego. Pozostając bowiem wewnątrz wiedza obumiera, wygasa niczym ogień, którego nikt nie podtrzymuje, a przeciwnie tłamsi go i dusi. Wszystko zaś, co umarło choć mogło i miało się urodzić, lepiej żeby nie zaistniało w ogóle, ponieważ pozostając w takim wewnętrznym nie - przejawieniu staje się źródłem Wielkiego Zgorzknienia.
Stąd mówi się, że Tarot jest jak lustro. I nie, nie jest to przeznaczone dla odważnych, tylko dla tych, którzy chcą (wreszcie) żyć w zgodzie ze sobą, bo wiedzą, że nic innego nie ma sensu.

piątek, 28 lutego 2014

Granica, niewidzialna. Przekraczając ją zostaje się bez skóry. Można to robić (w tym sensie, że jest to wykonalne), skóra bowiem z powrotem narasta, i to nawet twardsza; choć prawdę mówiąc to, co skrywa, nagle wydaje się być jeszcze bardziej miękkie niż przedtem, jednak twardość nowej warstwy skóry pozwala nie pamiętać o tym na co dzień... Ową skrywaną miękkość zaś odczuwa się rzadko, w sytuacjach tylko ekstremalnych; wówczas jednak słyszy się krzyk, a właściwie wrzask własnej duszy...
Przekraczając ową niewidzialną granicę, co zawsze, zwłaszcza na początku, daje poczucie, że wszystko jest możliwe, że jest się kimś niezwyciężonym, wszechwładnym; kimś, kto może stwarzać swój świat wciąż od nowa, samą tylko myślą, należy zadać sobie pytanie - czy warto? Czy właśnie tak należy teraz postępować? Czy ze swoją własną mocą, częstokroć jawiącą się innym jako dzika i nieokiełznana, mimo, że do pewnego, bardzo wysokiego poziomu kontrolowana jest od wewnątrz (co zresztą okazuje się być pułapką), nie zostanie się w końcu samemu, nie wiedząc, co począć z umiejętnościami tyleż dla innych zadziwiającymi, co budzącymi ich obawy? Czy to, co zaczęło się w pewnej - uchwytnej, a jakże! - chwili, dziać, nie jest już tylko igraniem z mocą, zabawą dla zabawy, wypróbowaniem własnej wytrzymałości, poszukiwaniem (własnego) nieba lub piekła, prowokowaniem Boga, naigrywaniem się z diabła; kuszeniem losu dla samego kuszenia, po to tylko, żeby zobaczyć, co się stanie, i czy tym razem również wyjdę z tego cało, a jeśli tak - to kim będę, i czy w ogóle siebie rozpoznam?
Warto te pytania sobie zadawać.
I póki jest czas, nadać mocy kierunek; nie zostawać sam na sam z ową mocą dla której nie ma zastosowania, która stopniowo wchłania swojego rzekomego mocodawcę od wewnątrz, sprawiając, że świat zewnętrzny zaczyna mu się jawić jako oddzielony szklaną taflą, przez którą żadną miarą nie może się przedrzeć.
Wszak nie bez kozery, w Tarocie, po karcie Mocy, pojawia się Wisielec...

niedziela, 22 grudnia 2013

Pisanie to czysta magia, wydobywanie siebie z siebie, z najbardziej utajonych zakątków, regresing bez niepożądanych świadków, akt niejednokrotnie mocno mediumiczny.
W połączeniu zaś z projektem, który od swojego twórcy wymaga sięgnięcia w głąb duszy, a takowym jest tworzenie własnej talii Tarota, staje się to szczególne widoczne i odczuwalne. Ten bowiem projekt, bardziej niż jakikolwiek inny udowadnia, że czas nie istnieje. W trakcie pracy nad talią przychodzą do człowieka wspomnienia ilustrujące daną kartę, wrażenia, doświadczenia, które kiedyś były jego udziałem, na planie realnym, wizualnym, lub onirycznym. Zaraz jednak okazują się być nie tylko echem tego, co już (niby) się wydarzyło, lecz również proroctwem, żywą przepowiednią, przywołaniem tego, co dopiero ma się zmaterializować w świecie fizykalnym. To, co, jak się wydawało, należy już do przeszłości, stanowi zamknięty rozdział, nagle odsłania swój nowy wymiar, a tym samym nowe znaczenie poprzez które na nowo realizuje się i urzeczywistnia.
Bo, jak wspomniałam, czas nie istnieje - to również ważna uwaga dla wszystkich, którzy podczas Tarotowych konsultacji, zaczynają swoje pytania od słowa: "Kiedy...?" Odpowiedź na to jest właściwie jedna - wtedy, kiedy będziesz na to gotowy, kiedy zrobisz temu miejsce, nie wcześniej ani nie później.

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna