Anna Goluba
piątek, 20 maja 2016

Wydawca Asahi Haikuist Network, profesor David McMurray, opublikował kolejne moje haiku wraz ze swoim komentarzem i moją refleksją na temat synchroniczności:

"Anna Goluba studied her hands. She concluded that the cracks in the earth caused by tremors resemble palm lines, noting “It was an incredible discovery for me, a very powerful image especially remembering that palm lines are not fixed--they change during our lifetime.”"

After the earth tremor
Palm line
I hadn’t had before


wtorek, 17 maja 2016

Nasza kolejna randka...
Coraz głębiej we mnie
Zapada noc

sobota, 14 maja 2016

Na łamach magazynu The Bamboo Hut zostały opublikowane moje haiku i tanki:


Vernal equinox -
Waterfall frozen
In half


***


Middle of the night...
From the baker's shop
Operatic music


***


Crowded
In the glass box...
People in the bus


***


Yesterday
I put a vase of flowers
In the center of table -
Finally, I have
My reference point


***


Just before
A final result...
Unlimited sky


***


Connected roots
Of these two trees...
As the years go by
We understand each other
Without words





Tarot wymaga konkretnych pytań - przy czym, zdarza się, i to dość często, że traktuje dane pytanie, choćby i jak najprecyzyjniej sformułowane, jako punkt wyjściowy do wysnucia w odpowiedzi opowieści, która z zadanym pytaniem związana jest w stopniu niewielkim, albo nawet w żadnym. W opowieści tej zawiera się jednak odpowiedź na pytanie, którego kwerend nie miał odwagi zadać i / lub nie potrafił go sformułować, i które, w sposób nie w pełni dla niego świadomy, w nim funkcjonowało. Owo pytanie, które nie padło, a raczej odpowiedź na nie, okazuje się zawsze dla pytającego na daną chwilę najważniejsza, a nawet decydująca dla jego dalszego życia.


More and more
Crowded pubs...
Night downpour

wtorek, 10 maja 2016

   To był zwyczajny dzień, jak ich wiele. Chyba słoneczny. Tak, to na pewno było lato. Ciepłe, bezwietrzne, i zdaje się, że była pełnia sezonu. A one zostały w pewnym sensie same. To znaczy nagle zorientowały się, że mają tylko siebie. Trudno dociec, dlaczego tak znienacka objawiła im się ta prawda. Codzienna, snująca się od lat tą samą ścieżyną. Nagle po prostu zrozumiały, że nie spotykają się z nikim innym poza sobą. No, dobrze, może się i spotykały. Ale tylko ze sobą rozmawiały w taki, a nie inny sposób. Schodziły do podziemi i badały, co tam jest. Oglądały podziemne źródła. Wdychały chłodne, przejrzyste powietrze. Nadziwić się nie mogły spotykanym tu i ówdzie kłębowiskom korzeni; korzeni tego wszystkiego, co objawiało się potem tam, na górze, zwykle w bardzo zawoalowanej i szczątkowej formie. Rozmawiały o tym, o czym nikt ze sobą nie rozmawia. Nawet gdyby chciały, nie mogłyby prowadzić ze sobą żadnej z gier w które grali ludzie dookoła. Może znały się już kiedyś, może przeżywały właśnie razem kolejne wcielenie, a w poprzednim dały sobie już tak wiele, że teraz mogły ze sobą po prostu być. Może rzucone kiedyś przez jedną z nich słowo, albo zobaczony wspólnie krajobraz, przechwycony wspólnym spojrzeniem dryfujący w powietrzu liść, który opadł na środek parkowego stawu niczym mała, nikomu niepotrzebna łódka, może któreś z takich mikro - lub makro - zdarzeń sprawiły, że runęła między nimi fasada, jaka rodzi się zawsze z większości spotkań, może rozszczelniły się światy pozwalając im zajrzeć poprzez i w głąb. Dość, że inaczej nie potrafiły nawet gdyby chciały i nagle tamtego, słonecznego dnia, spacerując w środku betonowego miasta zorientowały się, jak jest. Może zresztą w jakiejś mierze odbyło się to jednak również za sprawą pory roku. Bo przestrzeń ewidentnie była podziurawiona. Panował sezon urlopowy i dużo ludzi powyjeżdżało z miasta. To się czuło pod skórą. Czasoprzestrzenne dziury zasysały i pozbawiały energii.
   Akurat więc przechodziły koło dworca. Czy cokolwiek do siebie powiedziały? Czy doszło do jakichś oficjalnych uzgodnień, słownego podkreślenia i usensownienia? Nawet gdyby, odbyłoby się to tylko pro forma. Ach, tak... Jedna z nich rzuciła znienacka, znienacka również dla samej siebie: "Jedźmy na lody do... " - i tu padła nazwa miasteczka. Oddalonego od stolicy w której przebywały o ponad trzydzieści kilometrów, znanego z jeziora, które się w nim znajdowało. Coś bowiem musiały zrobić, to było pewne. Odkąd wyszły tamtego dnia z domu, od razu poczuły tę otaczającą ich zewsząd, prześwitującą pojedynczymi czasoprzestrzennymi dziurami, pustotę betonowego miasta w pełni sezonu. Musiały opuścić go choć na chwilę. Bo wiedziały, że kiedy wrócą, ono znowu wypełni się życiem. Pojechały zatem, tak, jakby od dawna wszystko prowadziło je właśnie do tego punktu. Wszak nie bez kozery przechodziły przecież obok dworca, gdzie przeniknęła je równocześnie świadomość wzajemnego zespolenia, jak i obecność wydrążonego nagle energetycznego leja. Nazwa miasteczka wpadła jednej z nich do głowy niespodziewanie, a jednocześnie, jak na zawołanie. Której z nich, nie ma to przecież znaczenia; to znaczenie znosiło się, kiedy były razem. Ważne było (choć tak naprawdę wszystko było zarazem ważne i nieważne), że zapamiętała tamtejsze jezioro. Wielkie jezioro okolone lasami, jezioro z żaglówkami, ze znieruchomiałymi na plażowych kocach graczami, którzy tym razem byli tymi, którzy odpoczywają po wielkiej, wytężonej pracy. Improwizowali wielkie wypoczywanie z taką samą podskórną zaciekłością i zewnętrzną quasi swobodą z jaką przedtem stali przy taśmach w swoich fabrykach (to, że czasem siedzieli, a nie stali, i nie przy taśmach, a przy biurkach, było oczywiście tylko umowne i na jedno wychodziło, dawało im tylko poczucie źle skrywanej wyższości lub niższości i takiegoż, zarówno tu i tam, poczucia niespełnienia, braku przynależności wobec którego czuli się bezradni); większość z nich zresztą nawet już zapomniała, że improwizuje. Ale tam, gdzie teraz przebywali, nad jeziorem, jednak tliło się życie. Za sprawą jeziora, wolnego od gry i nigdy się jej nie poddającemu. To dlatego ludzie, przynajmniej niektórzy, tak kochają przyrodę - bo nie ma w niej udawania. Życie owo zostało też tam przeniesione razem z ich dziećmi, które jeszcze nie wiedziały, co to wielka gra i niczego jeszcze nie udawały. Przypominały diamenty obracane w palcach pod światło - mieniły się blaskiem, z chwili na chwilę zmieniał się ich nastrój, poddawały się falom o nic nie pytając.   
   Przede wszystkim zaś życie doszło tam do głosu, choć może raczej do szeptu, za sprawą ich wiecznie żywej, podskórnej, nieuświadamianej nadziei, że ktoś kiedyś ich uwolni; z czego - tego też już nie pamiętali, a ta ich nadzieja zrównoważona była ze strachem przed uwolnieniem, powstałe zaś z tego napięcie rzuciło ich, znieruchomiałych, na kocyki, wcisnęło w ręce piwa, frytki i inne zagłuszacze, zapychacze czasu, ale jednak - ta iskra istniała, a zebrana w jednym miejscu dawała małe ognisko. Dlatego pojechały za nimi. Przesnuły się, niemal niewidzialne, między kocykami, profilaktycznie cynicznymi minami, skrywanymi lękiem uśmiechami, wybuchami niekontrolowanego i niewytłumaczalnego śmiechu, którym życie chwilami się uwalniało, upominało o siebie... Kupiły lody; dokładnie te po które pojechały, choć przed wyjazdem nic o nich nie wiedziały, żadna z nich przedtem ich nie próbowała; również pomysłodawczyni całego wypadu. Wypad po lody do miasteczka był wszak impulsem, któremu pozwoliły rozkwitnąć, pojawił się w odpowiedzi na ich wszystkie dzisiejsze odkrycia i odczucia. Lody okazały się więc najlepsze na świecie, inne nie mogły; zakręcone do samego nieba, jednakowe, kawowo - śmietankowe w cienkich, wyprofilowanych stożkowato waflach. Zjadły je, nie mówiąc do siebie ani słowa. Tylko patrząc. Obserwując. Nie zatrzymując się na niczym ani na nikim.    
  Wróciły do betonowej stolicy. W niczym nie przypominała już dziurawego plasterka sera. A one miały poczucie, że przeżyły niezwykłą przygodę. Przygodę, której nie dałoby się w żaden sposób opisać.

poniedziałek, 09 maja 2016

Na chwilę schodzę
Ze swojej ścieżki...
Kwitnące kasztany

niedziela, 01 maja 2016

Na łamach Brass Bell; a haiku journal został opublikowany mój kolejny utwór:

Finally together...
Family reunion
In dollhouse

piątek, 29 kwietnia 2016

Moje kolejne haiku trafiło na łamy Asahi Haikuist Network:

From among green blades
Its stubborn stare...
Grasshopper

czwartek, 28 kwietnia 2016

Te wszystkie
Niepodjęte decyzje...
U stropu jaskini
Zawinięte w siebie
Nietoperze


Nietoperze -
W zamkniętych parasolkach
Gotowość do lotu

środa, 20 kwietnia 2016

On the bench
Where they sat
Forgotten rose

wtorek, 19 kwietnia 2016

Annual Selection 2015. Selections and comments by Isamu Hashimoto.







poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Pisarz (z prawdziwego zdarzenia), swoim pisarstwem powołując do życia daną postać jednocześnie staje się nią. Pisząc, wchodzi bowiem w jej przestrzeń energetyczną, myśli tak, jak ona, używa słów, takich, jakich używa ona. Śmieje się i płacze razem z nią. Bywa też przez nią zaskakiwany - w jego głowie, przez cały czas tworzenia, utrzymuje się całościowy obraz tego, co poprzez słowa przekłada na opowiadanie, powieść, baśń, jednak niejednokrotnie szczegóły tego obrazu ujawniają się dopiero w trakcie procesu twórczego, w trakcie pisania. Jedyne, co pisarz może wówczas zrobić, to przyzwolić na takie prowadzenie. Wszystko odbywa się na zasadzie sprzężenia zwrotnego między nim, a postaciami z jego własnych dzieł, co jednocześnie dowodzi, że postacie te czekały na niego od dawna, w przestrzeni zwanej Kroniką Akaszy.
Poprzez pisanie, owe spersonifikowane aspekty osobowości pisarza - jego bohaterowie - podlegają transformacjom, co oznacza prawdziwe błogosławieństwo, wzmocnienie, uzdrowienie dla każdej, a więc również dla danego pisarza, psyche.


Kiedy tonął w oceanie
Uratowała go syrena,
Która wypłynęła
Z najciemniejszej głębi...
Bajkopisarz

niedziela, 17 kwietnia 2016

"[...] uważam opowiadanie za najwspanialszą rzecz, za coś, co nie tylko wzbogaca ludzi wewnętrznie, ale też ich chroni. I nie mówię tego w sensie metaforycznym. Moim zdaniem dobre pisarstwo - dobre opowiadania - stanowi cudowny gejzer wyobraźni, a wyobraźnia, w moim pojęciu, ma przynosić ukojenie i ratunek w sytuacjach krańcowych, na gwałtownych wirażach życia, które, bez takiej pociechy, stałoby się nie do zniesienia. Mogę, naturalnie, mówić tylko za siebie i opierając się wyłącznie na własnym doświadczeniu, ale właśnie w moim przypadku wyobraźnia, która po wielokroć powodowała, iż w dzieciństwie nie mogłem ze strachu zasnąć, później, kiedy już wkroczyłem w wiek męski, przeprowadziła mnie bezpiecznie przez wiele straszliwych zakoli życiowych i mrocznych krajobrazów rzeczywistości."

Stephen King

czwartek, 14 kwietnia 2016

Hard time...
Only funeral haiku
Comes to my mind

sobota, 09 kwietnia 2016



| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna