Anna Goluba
wtorek, 27 lutego 2018

Pogrzeb
W dołku z piasku
Kąpie się wróbel

piątek, 16 lutego 2018

Tarot mówi:

0. Głupiec

 - Nawet ignorancję jestem w stanie podnieść do rangi sztuki; lub raczej swego rodzaju artyzmu obliczonego albo tylko dla moich korzyści albo dla czystej (często nieliczącej się z innymi) przyjemności zabawy energią; lubię bowiem się nią bawić, żeby zobaczyć, jaki to przyniesie efekt. Ciekawość, która mnie przepełnia, jest ciekawością eksperymentatora - sprawdzam, jak zadziała dany (od)czynnik (społeczny, socjologiczny, behawioralny, psychologiczny, emocjonalny, laboratoryjny etc.), jak zachowa się istota (człowiek, zwierzę, owad, roślina,), którą poddam eksperymentom. Zanim jednak wychwycisz różnicę między sztuką (którą również czasem zapoczątkowuję, nie przywiązując się do tego zanadto), a pozbawionym głębszej refleksji samozwańczy artyzmem, kuglarstwem, będę już gdzieś indziej.... Jestem tym, co się kształtuje, choć istniało od zawsze.   
  Jestem uporządkowanym chaosem. Jestem Twoją nadzieją i rozpaczą. Jestem Twoim potencjałem i otchłanią. Użyj mnie, zawiruj ze mną, oszalej,  inaczej wiecznie będziesz stać w miejscu. Dzięki mnie możesz odkryć nowe lądy lub wielką pustkę. Takim, jakim mnie użyjesz, takim mnie będziesz miał. Dokładnie tak też będzie na każdym kolejnym etapie; wszystko zależy od tego, jak ukierunkujesz swój potencjał. Możesz go też zmarnować - w tym  wcieleniu; zmarnowanie tego, co drzemie w Twoim wnętrzu spowoduje, że inkarnujesz się i będziesz zaczynać od nowa, przy czym zostanie częściowo  zabrana pamięć przeżywanych obecnie doświadczeń; musisz się więc zastanowić, czego chcesz i na czym Ci zależy. We mnie jest wszystko.


1. Mag

 - Ja też pojawiam się i znikam, ale nie dlatego, że ćwiczę sztukę ignorancji. Chociaż... Jeśli jesteś wyjątkowo podatny na wpływy, prowokujesz mnie tym... Ale przede wszystkim jestem wierny zmienności. Jestem Wielkim Kochankiem Wielkiej Zmiennej. Nie nadążam sam za sobą, ale też i się o to nie staram. Każda chwila niesie prawdę. Prawda chwili następnej może być zupełnie inna od prawdy chwili poprzedniej. Tylko mi nie mów, że Cię mamię lub czaruję... Przecież nie ciągnę Cię nigdzie na siłę. Nigdy niczego nie nakazuję. Za to coś pokazuję. Zadziwiam. Wprawiam w zachwyt. Budzę zgorszenie. Oszałamiam. Proponuję. A potem, często, choć nie zawsze, ta propozycja rozwiewa się, jak mgła; jestem poza tym, nie biorę za to odpowiedzialności. Jednak to właśnie przy mnie i dzięki mnie, pierwszy raz od dawna masz wrażenie, że wreszcie zaczynasz żyć. Dostrzegasz intensywność owego życia w każdym drobiazgu.
  Widocznie tak miało być. Widocznie jestem Ci do czegoś potrzebny. Ale niczego Ci nie obiecuję. Cokolwiek sobie obiecasz w związku ze mną będzie wynikało z Ciebie, a nie ze mnie. I nigdy nie próbuj zamykać mnie w swoich imaginacjach (mimo, że to ja w znacznej mierze je wywołuję), ani w żadnych schematach. Wówczas zniknę tak, jakby mnie nigdy nie było.


2. Kapłanka

  - Nie wiesz, czego nie wiesz.
  I dopóki ta jedyna i niepodważalna prawda nie przeniknie Cię na wskroś możesz spędzić u mych Bram nawet całe wieki. Ja mam czas. Mam cały nieskończony ocean czasu. Stać mnie na to. Stać mnie na to, żeby trwać w milczeniu i znieruchomieniu. Jestem ciszą. Jestem strażniczką Tajemnicy, która ujawni się, gdy nadejdzie właściwy czas; nic i nikt nie będzie w stanie temu zapobiec. A póki co - gromadzę - wszystko i na wszystkich poziomach. Jestem skarbnicą. Jestem intuicją przenikliwą jak strzała, wglądem szybszym od myśli. Sama zaś moja obecność - czysty potencjał wszechmożliwości - otwiera inne światy. Widzę je, przenikam sobą. I nie komentuję. Prawda jest wszak niewyrażalna. Tam, gdzie pojawia się słowo, tam pojawia się równocześnie nazwa, zamknięcie w schemacie, ograniczenie, bowiem żadna nazwa nigdy nie dosięgnie istoty rzeczy, bo owa istota jest zmiennością w swej niezmienności, jest narodzinami i śmiercią zarazem, jest wielością w jedności. Wiedz zatem tylko jedno; jeśli zatrzyma Cię to, iż nie wiesz, czego nie wiesz, a w moim  królestwie będziesz miał nieustannie takie poczucie, bo wszechświat jest wciąż na nową przejawiającą się nieskończonością, nigdy nie ruszysz z miejsca. Ja mam czas. Mówiłam to już? Uważaj, pomału odsłania się moje drugie oblicze... Czy potrafisz to znieść? W tym czasie bowiem, w czasie przeczekanym, tym który przekroczył samego siebie, odsłania się strefa zamieszkana przez istoty zrodzone z Twoich najgłębszych, często nawet nieznanych Ci lęków, wątpliwości, goryczy, niepewności, pragnień... Daję Ci wiedzę, żebyś mógł się z nimi skonfrontować (co - uprzedzam - będzie przypominało walkę na śmierć i życie z samodzielnie istniejącymi potworami; nie daj się zwieść - akurat w ich przypadku tak nie jest), zasymilować, aby stać się (w przyszłości) totalną całością. Spośród umiejętności, tak charakterystycznych dla mojego wymiaru - świata daję Ci też umiejętność śnienia na jawie, a z kolei poprzez jawę przeniknięcia w Wielki Zbiorowy Sen Ludzkości; daję Ci szansę na uświadomienie sobie, że sen i jawa są jednością, różnymi językami opisują - obrazują to samo. To moje dary dla Ciebie. I tak jak na każdym etapie - możesz je przyjąć, albo zlekceważyć. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.


3.Cesarzowa

 - Znam moc oddziaływania myśli. Kreuję z nich całe światy, korzystając z tego, co jest pod ręką, a czego tak wielu nawet nie zauważa. To bardzo twórcze i rozwijające zajęcie. Na poprzednim etapie nie miałam dość odwagi, żeby się go podjąć albo raczej miałam ją, ale wolałam się z tym nie ujawniać. Teraz się nie boję. Bo teraz jestem gotowa. Materia to zagęszczona energia, jeśli więc przekieruję swoją uwagę gdzieś indziej, tam też powstanie moje nowe cesarstwo. Jest nieskończenie wiele możliwości, każdą z nich tworzy myśl. W razie czego się zawsze mogę się wycofać, w razie czego mogę wejść dalej (a potrafię przecisnąć się nawet przez najmniejszą szczelinę między światami; dosłownie i w przenośni), w razie czego pójdę inną drogą; dostrzegam to, co jest niedostrzegalne dla innych, potrafię przyczaić się aż do momentu, kiedy będę mogła w bezpieczny dla siebie sposób wykorzystać swoje talenty, umiejętności; kiedy będę mogła uwolnić swój potencjał. To ja decyduję, kiedy nastąpią narodziny. A żeby każde dziecko - jakkolwiek się przejawi - było w pełni zdrowe, musi pozostać w ukryciu, w macicy, w ciemnościach i w wodzie, w swoim naturalnym środowisku.
  Znam cenę za pośpiech. Poznałam ją, kiedy byłam Głupcem. Znam cenę za igranie z czasem. Poznałam ją na etapie Maga. Znam cenę za czas zmarnotrawiony. Poznałam ją, gdy byłam Kapłanką. Choć jednocześnie, jako Głupiec, nauczyłam się korzystać z chwili. Jako Mag - rozpoznawać i chwytać właściwy moment. Jako Kapłanka nauczyłam się zaś sztuki niezłomnego czekania; poprzez widzenie tego, co nadchodzi, potrafiłam pozostać nieporuszona, wiedząc, że mój najlżejszy ruch mógłby naruszyć harmonię świata. Jestem naturalną równowagą. Jestem zarazem godna podziwu. Prawda? Nie musisz odpowiadać. I tak znam odpowiedź. Myśl o tym, i o mnie, co tylko chcesz. Że jestem zarozumiała. Że znam swoją wartość. Obie odpowiedzi są poprawne, jak zawsze, jak na każdym etapie. Zawsze jedno dopełnia drugie. Dopiero Trójca wieńczy dzieło. Myślałam, że o tym wiesz.


4. Cesarz

  - Wszystko jest dopuszczalne, o ile jest dozwolone, czyli usankcjonowane ogólnie przyjętymi normami. To ja wyznaczam normy. Poznałem swoje  granice, zatem ustanawiam je również na zewnątrz, ponieważ wszystko działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Nikt nie rozpoznaje swojej istoty natychmiastowo i całościowo. Życie polega na odkrywaniu. Jest nim. Dlatego potrzebne są zasady. Bez nich można łatwo zachłysnąć się tym, co się  odkryło. Najpierw trzeba poznać ścianę przez którą chce się przejść. Trzeba ją poznać, żeby zrozumieć, iż jej nie ma. Takie zrozumienie jest jak błysk. Bez odpowiedniego przygotowania mogłoby tylko oślepić. Dlatego musisz najpierw dobrze się usadowić, zorganizować w świecie materii. Skupić się na tym, co racjonalne, na tym, co powstało na długo przed Twoimi narodzinami. Musisz - tak, kocham to słowo - dbać o swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo innych ludzi. Dlatego potrzebne są ramy, wytyczne, zasady. Kim byśmy byli bez nich? Wrócilibyśmy z powrotem do jaskiń.
  Och, tak… Bywam bezwzględny, nie przebieram w słowach. Ale tylko wtedy, gdy mnie nie słuchasz. Gdy myślisz, że jesteś mądrzejszy nie tylko ode mnie, ale też od samego siebie, a siebie jeszcze nie poznałeś. Nie mówiąc o mnie. Jestem od Ciebie odległy, jak Gwiazda. Bo poznałem siebie. Tak, potrafię postawić na swoim. Stąpam twardo po ziemi. Potrafię też wybuchnąć, gdy trzeba. A trzeba wtedy, gdy materia skorupieje. Staram się o tym pamiętać. Gdy zapominam, Twoje śmieszne, małe bunty uświadamiają mi, że czas zmienić strukturę. Podczas, gdy Tobie wydaje się, że dokonałeś rewolty. W obrębie cesarstwa nie ma na nią miejsca. Włączam Twoją rewolucję w mój system, a Ty nawet nie wiesz, jak i kiedy to się dzieje; bo tutaj wszystko jest poddane kontroli. Bez kontroli nie ma cesarstwa. Ale dbam o to, żeby w jego ramach trwało życie. Zauważ - "trwało życie" - to kluczowy zwrot. W każdym trwaniu zawiera się niebezpieczeństwo zastoju, lecz jednocześnie trwanie jest warunkiem niezbędnym w dojrzewaniu, osiągnięciu wewnętrznej mocy. Ja, oczywiście, dbam, żeby w cesarstwie dojrzewał i wzrastał Duch, z którym spotkasz się na kolejnym etapie.


5. Kapłan

  - Nie jesteś tylko tym, czym myślisz, że jesteś. Lub - mówiąc inaczej i nie próbując Ci niczego insynuować - Twoje istnienie nie przejawia się tylko  poprzez świat materii. Jeśli tak właśnie dotąd myślałeś, byłeś w błędzie. Pamiętaj zatem, iż możesz dosięgnąć tego, co jest poza Tobą, i co jednocześnie wypływa z Twojego wnętrza, o ile tylko będziesz prawy i szlachetny. Uczciwy w swoich poszukiwaniach siebie samego. O ile pojmiesz, że wszystko, czego potrzebujesz jest w Tobie, a świat zewnętrzny to odzwierciedla. Era kontrolowanych wybuchów minęła; Duch się wydestylował. Wąska jest ścieżka dla wybranych. Muszą niekiedy przemieszczać się między przepaściami. Nurkować w kosmiczne Czarne Dziury i wychodzić z drugiej strony. Czasem poranieni. Muszą nauczyć się traktować swoje rany jako dowód, świadectwo, część procesu, lecz bez kultywowania ich, bez przywiązania. Rany nie są konieczne, ale są stopniami, szczeblami drabiny. Od Ciebie będzie zależało, czy w górę, czy w dół.
  We mnie masz powiernika i przewodnika. Jedynego. Nie będziesz miał innych poza mną. Choć ukażę Ci się w różnych postaciach, będę miał różne twarze, profesje, płcie; czasem spotkamy się tylko na chwilę, czasem spędzimy razem lata. Jestem bowiem personifikacją tej cząstki Ciebie, którą rozpoznajesz na tym etapie; jak zawsze.
  Jest w tym, czego Cię uczę, miłość; do samego siebie, do innych, ale jest i autorytaryzm - jak zwykle w zależności od ułożonych wokół puzzli. To, jaki obraz utworzą zależy od Twojej woli, świadomości, stopnia samorozpoznania, zdolności do autokrytycyzmu. Pomyśl, a raczej poczuj, że mieszkam w Twoim sercu. Filtruj mój głos, to, co mówię, przez swoje serce. Obserwuj - czy coś się w Tobie otwiera, czy zamyka, kiedy mnie słuchasz. I dlaczego. Czy coś się w  Tobie cofa, czy przybliża do tego, czego zawsze szukałeś nawet jeśli nie potrafiłeś tego nazwać. Bądź uważny - wówczas nie zamienisz się w owcę  podążającą za mną bez żadnej refleksji własnej. Nie potrzebuję ślepych wyznawców. Twoja ślepota zaprzeczyłaby mojej nauce. Nie pozwoliłaby mi  przekazywać wiedzy. Twoja ślepota, głuchota i strach nie pozwoliłyby mi być sobą. A wówczas to mnie obarczyłbyś winą za swoje psychiczne zakleszczenie. Gdy zobaczę, że taki jesteś, przegnam Cię na cztery wiatry. Chyba, że mnie skusisz, zdenerwujesz, zirytujesz swoją postawą; chyba, że wywleczesz na światło mój Cień - wówczas zadrżysz. Uznasz mnie za swojego guru, nie będziesz w stanie myśleć o nikim innym tylko o mnie, nie będziesz w stanie myśleć samodzielnie, a ja będę śmiać się z Ciebie po kątach.
  Już przecież wiesz, że wszystko ze sobą rezonuje. Wsłuchaj się w odgłos liścia opadającego na wietrze. Naucz się widzieć w ciemnościach. Wyostrz wszystkie swoje zmysły. Jednocześnie ucisz swój umysł. Wówczas przeniknie do Ciebie głos Twojego serca. Ono powie Ci, dokąd masz się udać. Jesteś gotów?


6. Kochankowie  

  - Jestem spotkaniem; Twoim z Twoją Duszą; Twoim z drugim człowiekiem, który jest dla Ciebie więcej, jak zwierciadło, z którym możesz stworzyć wartość nadrzędną, niemożliwą do wykreowania przez pojedynczego człowieka.
  Jestem momentem w którym podejmujesz decyzję. Bo skoro tutaj dotarłeś, naprawdę wsłuchałeś się w swoje serce, w swoje wnętrze. I teraz musisz postanowić, jaką drogą będziesz podążać. Nie po to wszak odkryłeś swoją stronę duchową, żeby pozostawać w tym samym miejscu. Zresztą, gdybyś nawet chciał i tak byś nie mógł. Skoro bowiem Ty się zmieniłeś, świat wokół Ciebie również musi ulec zmianie. Tylko synchroniczność między wnętrzem i zewnętrzem zapewni Ci harmonię. Ostrożnie zatem; momentami bowiem będzie Ci się wydawać, że jesteś panem tego świata, że najważniejsze to w ogóle mieć wybór, gorzej jest go nie mieć; już jednak po chwili poczujesz tylko dyskomfort i bezradność. A to dlatego, że pycha jest fasadą dla lęku... Momentami więc będziesz pragnął tylko jednego - żeby ktoś zadecydował za Ciebie, albo, żeby zadecydowało się samo. Ten etap pokazuje, czego tak naprawdę dotąd się nauczyłeś. Czas się usamodzielnić; wybrać nową drogę. A raczej - nauczyć się nowych kroków. Kapłan - czasem w wielu spotykanych po drodze ludziach - powiedział już, co miał do powiedzenia. Nie możesz jednak stać się naśladowcą, po to się uczyłeś, żeby poznać siebie, żeby przez siebie przefiltrować zdobytą  wiedzę. W ten sposób zobaczysz, przekonasz się, kim naprawdę jesteś, i kim możesz się stać - w zależności od tego, jaki krok zrobisz. Możesz teraz spotkać wielu zwodzicieli; niekoniecznie będą Cię mamić i kusić po to, żeby coś zyskać - będą to robić, głównie po to, żebyś Ty stracił. Uważaj więc i bądź cierpliwy; każda maska w końcu spada nie wytrzymując odśrodkowego napięcia, zrzuca ją grymas, nerw twarzy pod nią ukrytej - dla Ciebie oznacza to, że fałszerze sami się odsłonią, nawet o tym nie wiedząc. To ułatwia decyzję, prawda? Czas wcielić w życie wiedzę, jaką dotąd zdobytą. Twoje serce przyprowadziło Cię do tego miejsca i bije mocniej, gdy patrzysz tylko w jednym kierunku, niezależnie od tego, co podpowiada Ci rozum. To jest teraz dla Ciebie najważniejsza wskazówka.


7. Rydwan

  - Nowa droga. Szerokie horyzonty. Wolność. Piękne hasła. Ale czy wolność w ogóle jest możliwa? Czy potrafisz odróżnić ją od zuchwałości, buńczuczności, zarozumialstwa? Czemu odwracasz wzrok? Udajesz, że nie słyszysz? To nic nie da. Na tym etapie wtajemniczenia konfrontujesz zdobytą wiedzę o sobie samym z tym, czego przyjdzie Ci doświadczyć. To będzie miarą Prawdy. Stanięcie z nią twarzą w twarz, bez przesłon, to najtrudniejsza ze sztuk. I jak wszystko, co ma wnieść Twoją rzeczywistość na wyższy poziom, wymaga bezustannej koncentracji przy równoczesnym poczuciu swobody, elastyczności. Mówisz,  że nie da się tego połączyć; że to trudne? No, cóż. Musisz wyjść poza kategoryzację: "łatwe - trudne". Inaczej długa droga przed Tobą. Postaraj się chociaż, żeby była ciekawa... Och... Uważasz, że to zabrzmiało brutalnie? W takim razie musisz cofnąć się o co najmniej jedno pole. I lepiej zrób to świadomie. Żeby życie nie musiało zrobić tego za Ciebie.
  Jeśli jednak uda Ci się być skupionym i zarazem swobodnym w myślach i ruchach, na kolejnym etapie będziesz mieć okazję, aby nauczyć się chodzić  na linie nad Wielką Otchłanią. I to bez zabezpieczenia. Przynajmniej bez takiego, które można dostrzec gołym okiem.


8. Sprawiedliwość

  - Po nauce zachowania równowagi i godzenia ze sobą rzeczy, które pozornie nie dadzą się ze sobą pogodzić, nadszedł więc czas, żebyś zatańczył na ostrzu noża; żebyś przeszedł po linie nad wspomnianą już przeze mnie Otchłanią. Uda Ci się to wtedy i tylko wtedy, gdy zapanujesz nad swoimi emocjami. Gdy nauczysz się nimi zarządzać, gdy nie pozwolisz, aby one dłużej panowały nad Tobą; co i raz będą, oczywiście, przejmowały stery. Pamiętaj zatem, aby traktować takie chwile jako lekcje samopoznania - do czego zresztą daje Ci okazję wszystko, czego w życiu doświadczasz. A gdy już nauczysz się wznosić ponad pozornymi sprzecznościami, i w rezultacie tego odnajdziesz trzecią, nadrzędną wartość, energię dzięki której będziesz widzieć bez przesłon, gdy wzniesiesz się ponad, nie tracąc zarazem gruntu pod nogami - przeniknie Cię wielka jasność,  a cały trud i ciężar, jaki dotąd Ci towarzyszyły znikną w sekundę. Odtąd, gdy już raz poczujesz, że dokładnie wiesz co jest czym, bez zakłamywania, już zawsze będziesz do tego tęsknić i wszędzie będziesz szukać tego uczucia, przywoływać je i do niego dążyć. I będziesz je znajdować, coraz częściej; świat zacznie się przed Tobą rozstępować. Nie muszę Ci oczywiście przypominać, że z chwilą, gdy uznasz się za głosiciela prawdy, wielkiego oświeconego i jedynego sprawiedliwego, Brama Świata zamknie się przed Tobą z hukiem. Wąska jest ścieżka dla wybranych - pamiętasz? Ci, którzy nią kroczą, znają siebie poprzednich i stąd wnioskują o tym, jacy będą w kolejnych wcieleniach; tak w wymiarze materialnym, jak i w każdym innym.


9. Eremita

  - Jestem dalekim echem; echem spraw i wydarzeń, które nigdzie nie zaginęły, choć tak się wydawało (Twoje myślenie życzeniowe miało w tym spory udział). Jestem pieśnią przemijania, która rozpoczęła się na poprzednim etapie, i teraz będzie musiała wybrzmieć do końca. Po tym, gdy wszystko, co znałeś, uległo weryfikacji, zawinąłeś się do środka jak ślimak. I słusznie. To było konieczne. Niektórzy z ludzi, którzy podawali się za Twoich przyjaciół, okazali się wrogami, zawistnikami, okazali się dla Ciebie bardziej obcy niż przechodnie na ulicy. Widząc, że Ty ich widzisz, przestali udawać. Choć nie od razu. Niektórzy po zrzuceniu maski, poczuli się obnażeni i wtedy usłyszałeś ich złowrogie warczenie. Nie bój się jednak. Nie są w stanie Cię dosięgnąć. Niewielu zostaje po takim przesiewie - po wglądzie w istotę rzeczy, po rozeznaniu, jakiego doznałeś na poprzednim etapie, ale Ci, którzy zostaną, zrozumieją, że musisz schować się do siebie.
  Będziesz teraz szukać, i co ważniejsze, znajdować środki dla wyrażenia siebie; będziesz zatem pisać, malować, rzeźbić, lepić, tworzyć. Będziesz poznawać poprzez to siebie. Będziesz wyłaniać się poprzez słowa, obrazy, dźwięki, które jednocześnie staną się dla Ciebie lustrem w którym będziesz mógł się przejrzeć. "Ach, więc to ja" - taka myśl przeniknie Cię tutaj nie raz i nie dwa, podczas oglądania własnego zamkniętego dzieła, będącego jednocześnie częścią nieskończonej całości, prowadzącego Cię do następnego wiersza, obrazu, kompozycji. To się będzie dokonywać w ciszy, w odcięciu od świata zewnętrznego. Tak musi być. Tylko tak jest możliwe. Wyjdziesz, gdy będziesz gotowy. A gdy będziesz gotowy świat wyciągnie po Ciebie rękę; to się stanie równocześnie. I wówczas, jeśli tylko będzie taka możliwość i zapotrzebowanie, będziesz mógł podzielić się z innymi sobą. Wolny od wszelkiego nacisku, czy napięcia. Bo cząstka Ciebie, która przebudzi się w kręgu nocnej lampki, już z Tobą pozostanie. I rozświetli się zawsze wtedy, gdy zajdą stosowne ku temu okoliczności, gdy ją zawezwiesz, gdy będzie Ci potrzebna. Tutaj uszczelniasz się mentalnie, energetycznie, duchowo, budujesz swój wewnętrzny schron. Ta fala jest spokojna, pozornie nieruchoma, jednak unosi Cię dalej. Tylko tego potrzebujesz, takiej harmonii, niczego więcej. Nie próbuj robić niczego na siłę, przyjmuj to, co do Ciebie przychodzi, takim jakie to jest. Pozwalaj odejść temu w czym już nie ma życia. Po co Ci skorupy? Może jako pomysłowe szkatułki na jakieś drobiazgi; tutaj Twoja inwencja nigdzie przecież nie zginęła, masz w sobie przecież min. Maga, który każdy rzecz potrafi przekształcić z korzyścią dla siebie. Kiedy już zbudujesz swój wewnętrzny azyl, wyjdziesz na światło dnia. Pytasz kiedy? Tak, jak mówiłem - wtedy, gdy będziesz gotowy. Nie wcześniej, ani nie później. Skoro dotarłeś aż tutaj, chyba już wiesz, że czas nie istnieje. Już choćby jako Kapłanka przyswoiłeś tę wiedzę. Pamiętaj to, czego się  nauczyłeś, z teorii i praktyki, bo to z kolei pozwala Ci pamiętać, kim jesteś.


10. Koło Fortuny

 - Jestem głosem Przeznaczenia. Jestem Przemianą. Jestem Wzniesieniem - jeśli przedtem byłem Otchłanią; Otchłanią, jeśli przedtem byłem Wzniesieniem. Dokonało się to, co powinno, to, co wynikało z Prawa Karmy - na tym etapie życia. Oczyściło się, skrystalizowało, ziarno oddzieliło się od plew. Jesteś gotowy, aby iść dalej, chociaż momentami może Ci się wydawać, że jest dokładnie odwrotnie; to dlatego, że przed Twoimi oczami otworzył się świat, jakiego do tej pory nie znałeś. Tylko od tego, jak silna jest Twoja wiara w samego siebie będzie zależało, jaki będzie teraz Twój krok - czy chwiejny, czy pewny; czy będziesz się czuł, jak liść na wietrze, czy jak wojownik. Tu, gdzie jesteś, poznasz jaką moc mają Twoje myśli w konfrontacji z Przeznaczeniem, będziesz się uczyć ich sprawczości, a w związku z tym uważności. Tutaj również dostaniesz - o ile zdołasz ją przyjąć - wielką lekcję mówiącą o tym, że istnieje poziom na którym liść i wojownik są tym samym; i nie ma to nic wspólnego z żadną, ludzkim rozumem pojmowaną równością, tylko z potencjałem wszystkiego, co zostało przejawione. Na tym polega Prawo Karmy i dlatego przenika ona absolutnie wszystkie relacje i spotkania - od tych  trwających sekundy do tych, które zakorzenią się w Twoim sercu na całe lata. Jeżeli coś istnieje, jeżeli zostało zmaterializowane, urzeczywistnione, wcielone oznacza to, że wciąż owo coś - relacja, związek, Twoje istnienie - podlega działaniu karmy. Będziesz musiał to zrozumieć, jeżeli chcesz pójść dalej, jeśli chcesz sięgnąć po prawdziwą moc; moc nie wymagającą natężenia i wysiłku, a jednak nie do odparcia, moc pozwalającą przechodzić przez ściany, widzialne, i niewidzialne.
  Jesteś dokładnie w miejscu w którym powinieneś być. To czy Ci się tutaj podoba, czy nie, to zupełnie coś innego i obawiam się, że w pewnym sensie  nie ma to żadnego znaczenia. Jednego musisz się tutaj nauczyć - obrót Koła Fortuny przynosi zmianę, jest z nią synonimiczny. To dobry czas na naukę pokory, która nie każe schylać głowy, a wręcz przeciwnie - pozwala podnieść ją wysoko.


11. Moc

  - Nie ma mnie tam, gdzie nie panujesz nad sobą. Nie ma mnie w sile nacisku, w niezłomności, w brutalności, w przemocy - oczywiście wtedy, gdy występuję w swojej czystej formie. Jestem za to we właściwym ukierunkowaniu. Jestem w Twojej totalnej świadomości. W klarowności. W tak jasnym widzeniu celu, że nie ma nic, co by to mogło zmącić. Kiedy przy Tobie jestem razem kładziemy się spać i razem wstajemy. Nawet, gdy jesteś zmęczony - też jestem. Wystarczy tylko, żebyś o mnie pamiętał. Wtedy momentalnie odzyskasz siły. Lecz jeśli o mnie zapomnisz, zaczniesz się poddawać, a wtedy utożsamisz się ze swoim zmęczeniem. I ono Cię zagarnie. Po mnie nie zostanie nawet ślad, bo nie jestem nachalna. A Ty uświadomisz sobie, na dnie zmęczenia i znużenia, jak potężny jest Twój umysł, jak wiele od niego zależy. To będzie iskra, w którą będziesz musiał dość długo się wpatrywać, kontemplować ją jak nowy punkt odniesienia. Niespodziewanie dla samego siebie znajdziesz się na polu oznaczonym numerem 12, aby tam uczyć się, że mocą się nie szafuje, nie nadwyręża się jej, że moc polega na zrównoważeniu sił. Ta lekcja nie będzie jednak odbywała się wyłącznie na intelektualnym poziomie. W pewnym sensie będziesz musiał zawiesić - nomen omen - swój intelekt na kołku.  


12. Wisielec

  - Jestem Tajemnicą Twojego Wnętrza. Dlatego możesz czuć się teraz pogubiony. Możesz mieć wrażenie, że wszystko wymyka Ci się z rąk. Że czego  się nie dotkniesz - rozsypuje się, odmawia współpracy z Tobą, odpycha Cię. Czasem, z rozpaczy, z niemożności pojęcia, dlaczego tak się dzieje, zaczynasz tutaj pić, narkotyzować się, uciekać przed światem, który jawi się Ci się jak wesołe miasteczko tyle, że w hardcorowym wydaniu. Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, prawda? To wszystko dzieje się dlatego, ponieważ uparcie próbujesz iść utartymi ścieżkami. A przecież na poprzednim etapie poznałeś własną Moc; i zapewne przeczuwasz, że po jej dotknięciu nic już nie jest takie samo. Żeby więc zobaczyć, gdzie są owe nowe ścieżki, bo starymi nie da się już iść, choćby nie wiem, jak się chciało (zresztą owa chęć jest tylko fasadą dla Twojego strachu), ponieważ się wyczerpały, musisz zawinąć się w kokon. Zostać rewolucjonistą w uśpieniu. Złapać nową perspektywę. Wówczas w Twoim umyśle zaczną dojrzewać całe światy. Nowe światy. Z całą pewnością kiedyś ujrzą światło dzienne. Kiedy? Kiedy będą do tego gotowe. Jak? Gdzie? Warunki dojrzewania krystalizują się same. Pozostań w stanie uważnej, lecz niewymuszonej czujności. I nie bój się. Kiedy tutaj będziesz się bać, demony, które wyjdą z Twojej głowy będą wyjątkowo realne. A po co Ci egzorcysta? Chyba wiesz, jak trudno o dobrego fachowca w jakiejkolwiek dziedzinie... No, dobra trochę żartuję. Mam wisielcze (sic!) poczucie humoru.
  Nie bój się nie być - nie bój się zniknąć dla świata zewnętrznego. Zanurz się w siebie. Bądź jednak ostrożny; ten stan może trwać w nieskończoność, jeśli zapomnisz po co to robisz, natomiast światy wewnętrzne - gdy w nie wnikniesz bez lęku - mogą okazać się naprawdę fascynujące. Jeśli jednak uzmysłowisz sobie prawdziwe znaczenia zawartych w nim symboli i archetypowych przedstawień, zmiana, która zajdzie w Twoim życiu będzie gwałtowna i bezkompromisowa. Pozornie, oczywiście. Tak naprawdę to przecież do niej przygotowywałeś przez cały czas, choć nie mogłeś zaplanować jaki będzie rezultat przemiany, to musiało to być przed Tobą ukryte. Niewtajemniczonym, to jest stojącym obok, będzie się wydawało, że w Twoim życiu nastąpił przełom, że przyszedł on z zewnątrz, ale Ty będziesz już wiedzieć, że nie ma nic na zewnątrz, co by nie pochodziło ze środka, z głębi.


13. Śmierć

  - Cóż mogę powiedzieć o sobie? Przede mną nie uciekniesz, choć zawsze próbujesz. Niejeden już ze mną zatańczył i chciał prowadzić, ale jeszcze  nikomu się to nie udało. Sprawiam, że to, co dotychczas działo się w Twoim życiu znika. Znika tak, jakby nigdy przedtem tego nie było. W ułamku  sekundy przenoszę Cię gdzieś indziej. Nikt nie wytrzymuje tego spokojnie. Strasznie się szarpiecie; gdybym mogła cokolwiek czuć byłoby mi może  nawet żal. Raptem zagarnia Was nicość. To na co liczyliście, i nie liczyliście, tych, których kochaliście i wręcz przeciwnie, to, czego chcieliście i nie  chcieliście, przestaje mieć rację bytu. Nie ma nic, co zdołałoby temu zaradzić. Nie ma więc co próbować, ale jeszcze nie spotkałam nikogo, kto by nie  próbował. Rozmawiacie z tymi, których zabrałam, chodzicie oglądać miejsca z których zniknęły Wasze domy. Garściami chwytacie popiół, myśląc, że  Wasze łzy, krzyki, prośby, groźby tchną w niego życie. Gdyby nawet tak się stało wyzwolilibyście w ten sposób tak straszne byty, że nawet ja byłabym  wobec nich bezradna. Nie należą do mojej dziedziny. Do mnie należy ułamek sekundy, który jest niczym blask tak silny, że pochłania to z czym się zetknie. Więc od Was tylko zależy czy po spotkaniu ze mną traficie do nieba i piekła; i nie ma znaczenia na ile są one realne, bo będą tak realne na ile pozwoli na to siła Waszych umysłów. Sami więc możecie skazać się na jedno lub drugie. Najczęściej jednak miotacie się między jednym i drugim. Zwykle trwa to dłuższy czas. Niektórych z Was ta szarpanina prowadzi w końcu do zyskania równowagi; uczycie się chodzić po linie. Nie wszyscy z Was, oczywiście. Dla niektórych z Was dobro i zło stają się relatywne, ale w głębi siebie cierpicie z tego powodu. Zdaję sobie sprawę ze skutków moich działań, choć mnie one nie dotyczą. Ale też na tym etapie rozumiecie już, że jestem z Wami zawsze i wszędzie. Nie jestem za górami, za lasami. Nie oddziela mnie od Was żadna odległość, ani żaden czas. Jestem tu i teraz. Byłam już przy Waszych narodzinach. Tych obecnych i wszystkich poprzednich, i będę przy następnych. Tam, gdzie jest cykl, jakikolwiek cykl, jestem i ja. Beze mnie odnowa - ale bazująca już na przetransformowanych składowych - byłaby niemożliwa. Jestem Początkiem zawierającym Koniec; Końcem zawierającym Początek. Jestem pojedynczym cięciem, szybszym od Twojej myśli; jestem tuż przed nią. Ale to, jak długo będziesz trwać w moich objęciach zależy od tego, jak długo będzie wypalać się to, co trzymało Cię w jednym miejscu. Nieraz goszczę u Ciebie nawet latami; Twoja wola...


14. Umiarkowanie

  - Nie wiem... Ale za chwilę już będę wiedzieć. Znajdę się w nowym wymiarze, która stopniowo, pomału odsłoni przede mną to, co nieznane. Niewiadome. Dlatego nie przywiązuję się do niczego, ani do nikogo. Mam czas. Mam mnóstwo czasu. Wykraczam poza niego i sprawdzam co tam dalej... A dalej znów jedno przemienia się w drugie. Płacz w śmiech. Cisza w hałas. Modlitwa w bluźnierstwo. I tak dalej. I znów. Patrzę co się stanie, gdy wyjdę poza to. I jak myślisz? Czasem beze mnie znika. A czasem... No oczywiście - czasem nie. Słyszysz mój cichy śmiech? Za chwilę przemieni się w szyderczy ryk. Aż w końcu wszystko się uspokoi. Kiedyś będzie musiało. Ale nie tutaj, tutaj trwa alchemiczna przemiana.  
  Jestem poczekalnią; na jednej z moich ścian wisi zegar. Kiedy patrzysz na niego, myśląc, że upłynęło kilka godzin, okazuje się, że upłynęło ledwie kilka minut. Im bardziej będziesz szukać punktu zaczepienia na zewnątrz, tym bardziej będzie się on od Ciebie oddalał. Pozwól, żeby przemieniało się w Tobie, poza czasem i przestrzenią. Teraz skok na główkę zakończyłby się w najlepszym wypadku guzem. Czekaj nie czekając. Wyjdź poza wszelkie dychotomie, pary przeciwieństw. Nie przywiązuj się do niczego.

 
15. Diabeł

 - A więc jednak nie posłuchałeś. Patrzyłeś na zegar, uparłeś się, że to on stanowi o Twojej rzeczywistości, wyznacza ją, uczepiłeś się jego wskazówek, mechanizm nie wytrzymał Twojego ciężaru i stanął, a Ty zostałeś uwięziony na jednej z godzin, w wymiarze nią określonej. I momentalnie, zaskoczony sytuacją, (asekuracyjnie) uznałeś, że to jedyny wymiar jaki istnieje i ma prawo bytu. Strasznie trudno będzie Cię od tego odwieść.
  Albowiem jestem Cieniem Twojego Cienia. Kusicielem dla tego, co w Tobie najtajniejsze i jednocześnie najmroczniejsze, co zawsze skrywałeś przed innymi i jednocześnie przed samym sobą. Będę to z Ciebie wywlekać. Na wszystkie sposoby tego świata. Często będzie bolało. Tak bardzo, że zaprzeczysz, iż masz z tym cokolwiek wspólnego; będziesz wypuszczał swoje demony i będziesz mówił, że nic o nich nie wiesz; albo, że chciałeś dobrze, ale świat Cię nie rozumie. Uruchomisz potężne projekcje, żeby kierować je na innych i ich obwiniać za swoje postępki. Wiele osób, które dotąd Cię znały, nie będą w stanie pojąć kim jesteś. A Ciebie będzie to bawić.  Och, jakim szatańskim śmiechem wybuchniesz. Bo pomyślisz, że dotąd robiłeś ich w konia i w swym (często pijackim, narkomańskim) zwidzie, staniesz się bezkarny, nieustraszony.  
  Troszkę się zlękniesz, kiedy sam nie poznasz się w lustrze. Ale to też w następnej chwili zlekceważysz. To, co dotąd było w Tobie najgłębiej uwięzione, uwolni się i nic więcej nie będzie miało znaczenia.
  Albowiem jestem przenicowaniem od podszewki, odwracam Cię od środka na zewnątrz, tak, aby powypadało to, co skrywane, niechciane, niekochane, stłumione, stłamszone. Wszystko ma się wysypać. Kiedyś będą z tego diamenty, teraz jest węgiel. Z czasem coraz trudniej będzie Ci to znieść; przecież tyle przeżyłeś i doświadczyłeś, tyle się nauczyłeś, tyle razy pędziłeś przed siebie i tyle godzin posłusznie przeczekałeś w poczekalniach tego świata, tyle protestowałeś w słusznych sprawach i tyle czasu przesiedziałeś cicho, jak trusia. Starałeś się. Robiłeś wszystko, co mogłeś. A okazało się nagle, że piwnica jest przepełniona, że bardzo głęboko zalegały sprawy, którym na tym etapie nie masz ochoty nawet się przyglądać, choć już wiesz, że są, zadbałem o to. Im bardziej będziesz szedł w zaparte, tym dla Ciebie gorzej. Nie wierzysz? To wspaniale.


16. Wieża

  - No, i runęło. Tego się nie spodziewałeś, prawda? A właściwie - wszystkiego się spodziewałeś, tylko nie tego. Mimo, że byłeś najmądrzejszy na  świecie, mimo, że Twoje ego napompowało się jak balon, pozwalając Ci unieść się nad światem i patrzeć na wszystkich z góry, to jednak coś poszło  nie tak. A to Ci niespodzianka. Kurtyna się podniosła i okazało się, że jesteś zupełnie gdzieś indziej niż zakładałeś, że jesteś. To musi boleć. To ma  boleć. Dla oczu, które długo pozostawały w ciemnościach, światło jest udręką. Tak, wiem. Nie widzisz jeszcze tego światła, czujesz tylko ból. Nie... Nie staraj się go tłumić. Ten ból, w przeciwieństwie do tego z poprzedniego etapu - uzdrawia. Tłumiąc go, tylko pogorszysz sprawę, zaciemnisz obraz od nowa. Oddychaj. Oddychaj powoli i głęboko. Idź przed siebie. Idź za Gwiazdą, za  nadzieją, choć tli się ona w Tobie teraz tylko jak ledwie widoczna iskierka. Pomału. Wiem, nie widzisz drogi. Nie możesz jej widzieć. Ty masz ją  stworzyć; krok za krokiem. Jeszcze przez jakiś czas będziesz wokół siebie oglądać tylko gruzy. W dodatku, dopiero teraz czujesz się bardzo samotny;  choć ta samotność zagarnęła Cię na poprzednim etapie, wessała, wżarła się w Ciebie, jako podskórny lęk, którego nawet nie śmiałeś nazwać. Ale odczuwasz ją dopiero tutaj, bo już nie jesteś w stanie dłużej znieść siebie samego - po tym, co zrobiłeś ostatnio. I to tak bardzo wbrew samemu sobie. Wbrew pieśni swojej duszy. Jeszcze to do Ciebie nie w pełni dociera, ale dotrze; po tutaj jesteś. Musisz to przeniknąć do samego dna, do końca. Aż w końcu któregoś dnia obudzisz się w nowym świecie. Otworzysz oczy i będziesz miał wrażenie, że właśnie się urodziłeś. Nigdy więcej nie będziesz samotny, bo zjednoczysz się ze Światem, będziesz stanowił z nim jedno - oczywiście na etapie oznaczonym liczbą 21. Stanie się tak, jeśli tylko będziesz mieć odwagę, aby zajrzeć naprawdę głęboko, aby przeprowadzić intensywną, szczerą autoanalizę podczas której wszystkie rzeczy, sprawy, zjawiska, wydarzenia nazywa się po imieniu stwarzając tym samym siebie od nowa. Stanie się tak, jeśli znajdziesz odwagę, aby być sobą ze sobą bez lęku. Takim, jakim jesteś.


17. Gwiazda

  - A więc zdobyłeś się na to. Otworzyłeś oczy i całym sobą czujesz, że dotknąłeś prawdy. Widzisz daleko, odbierasz wszystko szóstym zmysłem. To wszystko jest piękne, dbaj o to piękno. Nie zapominaj jednak o ziemskim wymiarze, o tym, że najważniejszą miarą tego, czego teraz doświadczasz, powinno być to, jak owe doświadczenia, odczucia, wrażenia przekładają się na rzeczywistość. Jeśli się nie przekładają - pozwól im spokojnie ulecieć, lecz jeśli dadzą się zrealizować, urzeczywistnić, wcielić w życie zainicjuj to, nie odkładaj niczego na później; na wszystko i tak jest odpowiedni czas (mimo, że nie istnieje), więc ważne jest aby działać tu i teraz, aby mogło dopełnić się wtedy, kiedy powinno się dopełnić. Jeśli jednak - z jednej strony - nie dasz temu odejść, a z drugiej nie skorzystasz z możliwości, która teraz się przed Tobą otworzy, staniesz się niedookreślony, nieczytelny, nie tylko dla swojego otoczenia, lecz również dla samego siebie. Ciesz się pięknem, harmonią, spokojem, które teraz będzie na Ciebie szczególnie silnie oddziaływać - wszak opuściłeś zagruzowane pole bitwy i nic dziwnego, że wszystko Cię zachwyca, to naturalne i masz do tego pełne prawo; niech zatem Twoja dusza tym się karmi, potraktuj to jak rodzaj rewitalizacji, energetycznego, mentalnego odświeżenia i oczyszczenia - byle nie jako rodzaj ucieczki. Koniecznie bądź w tym obecny. W świadomy, wytrwały, konsekwentny, cierpliwy sposób; tutaj otwierają się dla Ciebie wspaniałe perspektywy; tutaj mogą spełnić się Twoje marzenia i nadzieje, nawet te, których nigdy nie dopuszczałeś do głosu.


18. Księżyc

  - Zatem jednak, pomimo ostrzeżeń, wskazówek, znaków tak licznych na poprzednim etapie zachłysnąłeś się tym, co zobaczyłeś w nagłym przebłysku  światła. Popędziłeś do niego, zamiast dać czasowi czas. A mogło być tak dobrze... Prawda? To światło było obietnicą, wskazywało Ci Drogę do Ziemi Obiecanej. Ale wciąż tam nie dotarłeś, uwolnienie nie nastąpiło. Nie dość, że go nie doświadczyłeś, to w dodatku Gwiazda zaczęła zanikać, a wokół Ciebie zapanowały nieprzeniknione ciemności. Potem wzeszedłem Ja. Ja; odbita, zwodnicza moja moc. Bo moje światło jest inne niż Gwiazdy; Ona rozjaśniała drogę i horyzont, ja nie tylko tego nie robię, lecz także powoduję, że to, co postrzegasz wokół siebie wydaje Ci się z jednej strony pociągające, tajemnicze, kuszące, magnetyczne, z drugiej zaś nienaturalne, absurdalne, koszmarne, przerażające, nie z tego świata. Bo i jest nie z tego świata. Pochodzi z Twojego wnętrza o którym zupełnie zapomniałeś idąc w ślad za Gwiazdą, patrząc po jakimś czasie już wyłącznie w górę, za to nigdy w dół, na ziemię, pod nogi. Nie chodzi nawet o to, ile razy się potknąłeś i nawet tego w swoim uwzniośleniu nie zauważyłeś, to znaczy nie zastanowiłeś się dlaczego się potykasz, co Ci to mówi, czym to jest, na co chce zwrócić Twoją uwagę. Nie. Ty potraktowałeś to jako element swojego uduchowionego tańca. Ale jak wspomniałem - nawet nie to jest najgorsze.   
  Najgorsze jest to, że w swoim pełnym samozachwytu uduchowieniu, idąc ciągle z zadartą głową i starając się za wszelką cenę nie dotykać ziemi, ignorowałeś innych. Zachłysnąłeś się Gwiezdną energią, zbyt przerażony swoim upadkiem z Wieży tak bardzo pragnąłeś ocalenia, aż zatraciłeś to, co w Tobie najlepsze, przekroczyłeś to, co ludzkie... Ale nie możesz przecież stać się duchem za życia... Dlatego jesteś tutaj, w stworzonych przeze mnie fantasmagorycznych ciemnościach. A właściwie, jak wspomniałem, stworzonych przez siebie. Wszystkie stwory, astralne byty, które tutaj napotkasz, nawet jeśli będą wydawały się w pełni samodzielne, tak naprawdę będą zrodzone z Ciebie. Teraz musisz więc bardzo uważnie patrzeć i słuchać; uważnie, ale zarazem bez napięcia, w otwartości, a zarazem czujnie. Musisz patrzeć i słuchać aż to, co fantasmagoryczne stanie się znane, aż to oswoisz, aż znowu stanie się ludzkie. Bo i takie jest, od samego zarania, z całą swoją zawartością, skoro pochodzi z Twojego wnętrza. To jest jeden, jedyny sposób - tutaj uczysz się patrzenia jednoczesnego ze zrozumieniem. Tutaj uczysz się co to jest samoświadomość. W zmieniających się co chwila kształtach ciemności, bez ostrzeżenia przechodzących jeden w drugi uczysz się widzieć, wyostrzasz z kolei swoją świadomość rozróżniającą. Tylko pod wpływem Twojego wewnętrznego widzenia, ciemność, która tak bardzo wydaje się zewnętrzna, zacznie ustępować. Ale to, jak zwykle, zależy od Ciebie. Jeśli zechcesz się jakkolwiek dostroić, za pomocą używek, które tutaj same będą pchać Ci się do rąk, ciemność może zassać Cię naprawdę na długo. Zapamiętaj raz na zawsze - nic nie daje takiego odlotu, tak ostrego widzenia, jak trzeźwy umysł.


19. Słońce

  - Rozświetlam najciemniejsze zakamarki; nic się przede mną nie ukryje. Prawda i fałsz zostaną jednakowo ujawnione, ponieważ jestem Prapoczątkiem - w każdej chwili rodzę się na nowo, wraz z daną rzeczą, dlatego wcześniej lub później zawsze znów rozbłysnę. Jestem czystą radością, śmiechem pośród gałęzi drzew, ale i śmiechem nad przepaścią, śmiechem od którego wyrastają skrzydła i w każdej okoliczności pozwalają wzbić się w powietrze. Jestem czystym potencjałem, iskrą od której może wybuchnąć pożar lub zapłonąć ognisko przy którym ogrzejesz się w bezkresną noc i pozwolisz swojej duszy zaśpiewać pieśń o niewyrażalnej, odwiecznej tęsknocie; ja podpowiem Ci słowa. Jestem Twoją dziecięcą niewinnością i ciekawością świata, dzięki której nawet w tym, co znane, potrafisz odkryć coś nowego. W moim świetle wszystko staje się widoczne; weź to sobie do serca.


20. Zmartwychwstanie

  - Oto jestem. Jestem Twoim ocaleniem i pieśnią Twojej duszy, która rozległa się wreszcie ponownie po rozbrzmiewających, czasami przez całe lata, czasami przez całe eony, kakofonicznych, zgrzytliwych dźwiękach zagłuszających prawdę, tłumiących dostęp w głąb - do muzyki, do rytmu w którym bije Twoje serce, pulsuje Twoja krew. Twoje wewnętrzne dziecko na poprzednim etapie doszło wreszcie do głosu. Wydestylowało się z Ciebie to, co najlepsze. Nigdy, tak naprawdę nigdy nie mogłeś być tego pewny, aż do dziś... Nigdy nie mogłeś być pewny, co niosą Ci te wszystkie doświadczenia i zdarzenia, które dotąd były Twoim udziałem - czy zagładę, czy jednak cud ocalenia. Zawsze albo się to ważyło i wydawało się wówczas nie mieć końca albo jawiło się jako tak jednoznaczne i krańcowe, iż wydawało się, że poza tym nic już nie ma. Na poprzednim etapie wszystko się wyświetliło - pokazało się takim, jakie jest naprawdę. Musiałeś zostać przeprowadzony, musiałeś przejść swoją drogę, aby odnaleźć to, co zawsze było w Tobie, a teraz wreszcie jaśnieje pełnym blaskiem - zajaśniało właśnie poprzednio, a teraz, będąc tutaj, już wiesz, co masz z tym zrobić, dla dobra siebie, a tym samym dla świata. Droga, którą szedłeś nie była ani długa, ani krótka, ale zapewne już wiesz, że jej nie mierzy się ani jednostkami czasu ani odległości. Szedłeś więc tak naprawdę zawsze wewnątrz, więc jej wyznacznikami, etapami, jedynymi miernikami (choć to wszystko również umowne określenia) są wyłącznie Twoje emocje, uczucia, wzruszenia, wrażenia, poruszenia, sny, koszmary, przemilczenia, myśli... Twoja zdolność do przeżywania, Twoja wrażliwość. To Ty jesteś Drogą. Rezonujesz ze wszystkim, co Ci się przydarza, na każdym poziomie, w każdym sensie i wymiarze; ten rezonans stwarza Świat, odbija się echem wszem i wobec. Odnalazłeś siebie; wiesz już kim jesteś.


21. Świat

  - Jestem zamknięciem i zarazem otwarciem; Pełnią, zniwelowaniem przeciwieństw. To wielka sztuka i wielka nauka. Otwieram Cię na Wielkie Nieznane, bo wreszcie przestałeś się bać; wskutek swoich doświadczeń i mądrości, jaką z nich zaczerpnąłeś, przekroczyłeś barierę strachu, a gdy to zrobiłeś ujrzałeś Świat całościowo, ujrzałeś, jak wszystko wzajemnie się dopełnia, współgra ze sobą, jak jest doskonałe i harmonijne w swej istocie. Jesteś więc teraz zamknięty, bo wszystko w Tobie wie, jak wiele kosztowało Cię dotarcie tutaj i nie chcesz, żeby cokolwiek to naruszyło; zachowujesz  zatem czujność, Twoje zamknięcie jest swoistym generowaniem mocy, wtedy, gdy czujesz, że jest Ci ona potrzebna; sam dla siebie jesteś azylem - schronem, asertywność masz opanowaną do perfekcji, bo wreszcie zyskałeś poczucie własnej wartości; jesteś zarazem otwarty, bo potrafisz już wybierać, znasz muzykę wieloświata, potrafisz komponować własne utwory i dzielić się nimi z innymi, bez uszczerbku dla siebie.
  Tu bowiem gdzie jesteś, rozpoznałeś już to, co było Ci potrzebne do Twojego samorozwoju. Uwolniłeś, urzeczywistniłeś swój potencjał. Korzystaj z niego do stworzenia kolejnego Świata. Pamiętaj o tym, czego się nauczyłeś i ucz się nowego, wiesz przecież, że ten cykl, z natury rzeczy, nie ma końca.
  A zatem ruszaj. Powodzenia.

piątek, 09 lutego 2018

  Świat materialny jest wyzbyciem się Boga przez Boga; użyczeniem, poświęceniem Boskiej cząstki przez Boga na rzecz fizykalnego świata, tak, aby mogła ona rozprzestrzenić się w materii. To wyzbycie jest aktem miłości - Bóg tworząc świat materialny zgodził się, aby istniało coś poza Nim i stanowiło o sobie. Ponieważ jednak, każdy najmniejszy pierwiastek materii będąc od Boga, zawiera w sobie Jego Boskość, jest de facto jednocześnie przejawem Boskiej woli, gdyż Bóg wyzbywając się siebie uczynił to przecież poprzez akt wolnej woli; stąd wszystko, co przejawione, zmaterializowane, urzeczywistnione, ucieleśnione wypełniając swoją wolę, wiedząc o tym i nie, świadomie i nieświadomie, dąży do wypełnienia woli Boga zawartej w sobie samym immanentnie, niezbywalnie, od pierwszej chwili istnienia.
  Owo wyzbycie jednak, oddalenie się Boga od samego siebie, stworzenie odległości, dystansu, stało się jednocześnie źródłem zła. Raz uwolniona wola, wcielona w ograniczone, materialne formy podlega bowiem złu niejako organicznie, jest na nie skazana; już samo bowiem ograniczenie, zniewolenie, zamknięcie w formie siłą rzeczy katalizuje zło, tłamsząc, dusząc, zniekształcając, sprzeniewierzając to, co w swej istocie jest nieskończone, jest nieskończonością i miłością.
  Wcześniej lub później jednak, zło, będąc samoistnym ograniczeniem, zaczyna gryźć własny ogon, przemienia się w swoje przeciwieństwo. W najbardziej zatem banalnych powiedzeniach typu "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło", ale i w słowach poety, Goethego, który w swoim dramacie "Faust" każe Mefistofelesowi wyznać "Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro" jest wielka mądrość, ponieważ Bóg zawsze w końcu wraca do samego siebie; wyzbywając się samego siebie na rzecz stworzenia świata materialnego użyczył mu wszak mikrocząstki - jednej nieskończonej siebie, sobą przenikniętej i naznaczonej, doskonałej w swoim rdzeniu, użyczył, ale nie pozbył się jej, więc owa cząstka prędzej lub później musi do Niego wrócić, bo do Niego przynależy, tyle, że jest to możliwe, oczywiście, wyłącznie po całkowitej destylacji, oczyszczeniu na różnych poziomach wtajemniczenia, w pewnych koniecznych stadiach znanych w niektórych religiach jako czyśćce i piekła, w innych zaś odbywającym się podczas reinkarnacji.

sobota, 03 lutego 2018

Konkurs haiku po polsku.
Kategoria - haiku nowoczesne, temat: haiku erotyczne.

Wiosna w pełni
Na jej widok stanął mu
Samochód

Konkurs haiku po polsku.
Kategoria - haiku klasyczne, temat: zima.

Ogród wieczorem…
Chochoły coraz bardziej
Nieruchomieją

środa, 31 stycznia 2018

Walking on the beach
I pick up good memories
Hidden in the shells


Most of the people
Are asleep
While just a few
Are awake
Night train


W głębi lasu
Gęsta trawa
Coraz chciwiej wchłania
Tory kolejowe...
Pusty kurs Księżyca

piątek, 19 stycznia 2018

Księżycowe halo
Na jej serdecznym palcu
Dwie obrączki


Chochoł
Ukryty wewnątrz
Czyjś sen o róży


Kokon
Dojrzewa w ciszy
Czyjś sen o motylu


Nocą ożywa
I raźno idzie w tango
Snopek siana

niedziela, 14 stycznia 2018

Myślokształty,
zmyślne formy,
naprzemienne fantasmagorie,
elementale wyczynowe,
powidoki niedościgłe...
Przez zamknięte żaluzje
jaskrawobiałe światło
Księżyca w pełni
wpływa do wewnątrz.
Zmienia układ odniesienia.

poniedziałek, 01 stycznia 2018





Lista poetów, wśród których znalazło się również moje nazwisko, i których utwory sprawiają, że czas się zatrzymuje, a wszystko wokół intensyfikuje się w swoich znaczeniach, wydźwiękach i kolorach zamieszczona jest tutaj. Krzysztofie, dzięki za jej opracowanie.

piątek, 29 grudnia 2017

Wydawca Asahi Haikuist Network, profesor David McMurray, opublikował mój kolejny wiersz haiku wraz ze swoim komentarzem:

"This stirring haiku by Anna Goluba Warsaw, Poland, was first published in the haiku journal “Brass Bell.”"

Finally together ...
Family reunion
In dollhouse


link do mojej publikacji w "Brass Bell"

piątek, 22 grudnia 2017

Mroźny zmierzch
Wskazówki zegara też
Mają poślizg

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
Mój poprzedni blog
Jeśli chcesz współpracować ze mną - w dziedzinie literatury, ezoteryki lub w innej, która będzie interesująca dla Ciebie i dla mnie; jeśi chcesz podzielić się ze mną przemyśleniami na tematy, które poruszam na swoim blogu...
Moje publikacje
Moja sztuka teatralna
Tagi
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna