Anna Goluba
Blog > Komentarze do wpisu

O wolnej woli i nie tylko...


Nawet najgorsze rzeczy w naszym życiu dziej± się po co¶; po to mianowicie, aby człowiek zrozumiał kim jest, dok±d d±ży i czego tak naprawdę
pragnie. Te najgorsze zdarzenia s± niczym klin, który rozszczepia zastałe struktury stworzone z naszych utartych pogl±dów i przekonań. Prawdziwy tragizm sytuacji polega jednak na tym, że w rzeczywisto¶ci nie należ± one i nigdy nie należały do danego człowieka, nie s± jego; zostały mu bowiem wmówione zanim zd±żył cokolwiek w życiu wybrać, zanim zd±żył o czymkolwiek zadecydować. Po czym można poznać czy owe idee przynależ± do niego, czy też nie? Ano wła¶nie po sile rażenia wspomnianych zdarzeń, które przychodz± do człowieka wtedy, gdy rodzi się w nim ¶wiadomo¶ć rozróżniaj±ca. Gdy tylko bowiem raz jeden, jedyny, człowiek zatrzyma się i powie "nie" temu, co nie jest jego, co odczuwa jako zadrę we własnym sercu i we własnej duszy, jako gwałt na swojej psyche - wówczas już nie będzie mógł się cofn±ć. 
Czy zawsze tym ponownym niejako narodzinom musi towarzyszyć najpierw ból, a potem walka?
Nie.
Nie, je¶li kto¶ dorastał w przyjaznym ¶rodowisku, tj. w ¶rodowisku, które mówiło "tak" jego najpierwszym wyborom, jego najpierwszym odruchom. W ¶rodowisku, które mówiło "tak" zamiast znanego wszem i wobec aż za dobrze: "oszalałe¶, nikt w naszej rodzinie nigdy się czym¶ takim nie zajmował!"
No i co z tego?
Ale teraz się zajmuje.
I też przecież należy do rodziny, a więc ma pełne prawo, aby - zarówno kontynuować usankcjonowane już tradycje - jak i zapocz±tkować nowe. W żadnym stopniu nie jest to jego kaprys. Każda bowiem energia, a więc i ta, która służyła podtrzymywaniu, kontynuowaniu i wypełnianiu danej tradycji, kiedy¶ w końcu się wyczerpuje.
Z upływem czasu okazuje się też, że jedno zawiera w sobie potencjał drugiego.
I tak np. w rodzinie w której tradycj± jest prywatna praktyka stomatologiczna w pewnym momencie pojawia się kto¶, kto po godzinach pracy ma zwyczaj malować obrazy. W dodatku zaskakuj±co (lecz tylko dla otoczenia) różne od tego, jakim człowiekiem wydaje się on na co dzień, bowiem: "Nie jeste¶my tak mało skomplikowani, jakby - dla zaspokojenia swych potrzeb - życzyli sobie tego nasi przyjaciele." (Virginia Woolf "Fale") Ale to już nieco odrębny rozdział. Teraz ważne jest to, że dla następnego członka rodziny malowanie obrazów może okazać się już nie tylko hobby pozwalaj±cym mu na chwilowe "odrywanie się" od rzeczywisto¶ci i jej odreagowywanie, lecz wypełni go całego, będzie stanowiło kwintesencję jego życia, podczas gdy sama możliwo¶ć kontynuowania (wci±ż przykładowej) stomatologicznej praktyki będzie jawiła mu się jako co¶ zupełnie abstrakcyjnego i w żaden sposób do niego nieprzystaj±cego.
Nie ma nic bardziej naturalnego niż to wła¶nie przesunięcie. Bo nasze plany i zamysły s± tak naprawdę czę¶ci±, składow± Wielkiego Planu, który realizuje się przez całe pokolenia, ale nie w sposób tak jednostajny i monotonny, jak podpowiada nam to nasz strach i wynikaj±ca z niego skłonno¶ć do zachowawczo¶ci. Ten Plan jest wiecznie żywy, co więcej - jest tak skonstruowany, aby bezustannie mogła się w nim przejawiać nasza wolna wola; to jej istnienie zapewnia mu realizację.  
Paradoksalne? Wcale nie. Ale o tym pisałam już w innym artykule.

pi±tek, 17 czerwca 2011, annago1
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna