Anna Victoria Goluba
Blog > Komentarze do wpisu

Przemiana, czyli ujawnienie. Tudzież pochwała przekorno¶ci natury ludzkiej.


Oczywi¶cie, że nie należy żyć przeszło¶ci± i wspomnieniami. To wielkie grzęzawisko z którego trudno się wydostać. Skoro czego¶ nie ma w naszym życiu to nie ma - czas przeszły dokonany, nie ma nad czym dywagować. Ale stwierdzenie, konstatacja "kiedy¶ przecież żyłe¶/a¶ bez tej osoby i było dobrze" prowadzi donik±d. Tak, kiedy¶ tej osoby nie było, ale potem się pojawiła i to jest fakt, a każdy fakt, zdarzenie, sytuacja w mniejszym lub większym stopniu nas przemienia, a wła¶ciwie ujawnia takimi, jakich samych siebie nie znali¶my zanim ów człowiek w naszym życiu się pojawił. To jest niezaprzeczalne. I dlatego nie sposób wrócić do siebie takich, jakimi byli¶my zanim to się wydarzyło. Musimy i¶ć dalej, to prawda, ale jeste¶my już przemieni, bogatsi o t± ujawnion±, wcze¶niej nam nieznan± i nierozpoznan± cz±stkę nas samych. Kiedy to ujawnienie dzieje się na bież±co, zachodzi w bezpo¶redniej obecno¶ci owego kogo¶ (przyjaciela, partnera etc.) praktycznie rzecz bior±c możemy tego nie zauważać; niemal wówczas tym oddychamy. Kiedy jednak osoba ta przestaje istnieć w naszym życiu, cała nasza przemiana, której niezauważalnie ulegali¶my i podlegali¶my, staje się nagle widoczna, a raczej uwidaczniaj± się jej nieodwołalne skutki (może się to objawiać choćby w zwyczajach i nawykach, których nabyli¶my przy tej osobie - to oczywi¶cie przejaw z poziomu stricte li tylko materialnego; nie ma jednak nic na poziomie materialnym, co nie zaistniałoby wcze¶niej na poziomie energetycznym). Wraz więc ze zniknięciem tego drugiego z naszego życia pozostajemy wobec skutków owej od¶rodkowej przemiany sami. Tamten drugi, dopóki był, najpierw tamt± przemianę zapocz±tkował, uaktywnił (co¶, co miał do zaproponowania weszło w rezonans z czym¶, co było już w nas, ale dot±d nie miało okazji / możliwo¶ci, aby zaistnieć), a potem bezustannie j± dopełniał i podsycał przyznaj±c jej tym samym rację bytu. Kiedy z nowym (w pewnym sensie) sob± zostajemy sami możemy poczuć się przez moment jak dziecko, które trzyma w rękach piłkę i nagle nie ma jej do kogo rzucić. Może trochę potrwać zanim zrozumie i postanowi co dalej z ni± robić. Ale je¶li nawet odłoży j± na bok (czyt. zerwie na planie materialnym ze wszystkim, co ł±czyło go z jego byłym/±) to ta przemiana - ujawnienie nieznanej mu dot±d cz±stki własnej osobowo¶ci - i tak dokonała się w nim w sposób nieodwołalny i tego już się nie pozbędzie, może to tylko transformować dalej. I dlatego wła¶nie stwierdzenie z którym się ostatnio spotkałam i przytoczyłam powyżej ("kiedy¶ przecież żyłe¶/a¶ bez tej osoby i było dobrze"; nie jest to dosłowny cytat, ale w pełni oddaje sens owych słów) tak bardzo mnie poruszyło; tak bardzo się z nim nie zgadzam, że aż okazało się ono dla mnie bardziej inspiruj±ce niż jakiekolwiek inne, któremu mogłabym li tylko przytakn±ć.

Przekora to piękna cecha, czyż nie?

¶roda, 25 maja 2011, annago1
(C) Copyright by Anna Goluba  PustaMiska - akcja charytatywna